To ja doprowadzę do prywatyzacji PKO BP

Beata Tomaszkiewicz
30-09-2002, 00:00

Jeszcze w tym roku PKO BP zamierza zakończyć program naprawczy, co znacznie przyspieszy jego prywatyzację. Bank rozważa sprzedaż udziałów w Bankowym OFE, myśli o wejściu w ubezpieczenia. Szuka również miejsca dla ostatnio zakupionego internetowego Inteligo.

„PB”: To trudny rok dla banków. Wiele z nich obniżyło prognozy wyników. Czy podtrzymuje Pan deklaracje poprzedników, że PKO BP zarobi w tym roku 1,2 mld zł netto.

Andrzej Podsiadło: Prognoza została przygotowana przy założeniu, że w ramach programu naprawczego również w tym roku PKO BP otrzyma pomoc z Narodowego Banku Polskiego. Ostatecznie bank z pomocy się wycofał. Nie zrobiliśmy korekty prognozy, jednak bez pieniędzy z zewnątrz nasze wyniki będą nieco niższe od planowanych.

O ile?

— Nie będzie to mała kwota — powiedzmy więcej niż 100 mln zł.

A konkretnie: 200 mln zł, 400 czy 600 mln zł?

— Raczej 200 mln zł.

Czyli PKO BP zarobi w tym roku około miliarda złotych...

— Tak, wynik netto przekroczy miliard złotych.

Czyli bank ma środki na sfinalizowanie zakupu Inteligo?

— Oczywiście, że mamy pieniądze na realizację tej transakcji.

Pojawiły się jednak spekulacje, że PKO BP przejął Inteligo za 10 mln zł. Zdaniem innych, zapłacił 90 mln zł. Która z tych kwot jest bliższa prawdy?

— Obydwie są nieprawdziwe, ale bliższa prawdy jest ta niższa, choć także daleka od stanu faktycznego.

Po co PKO BP Inteligo?

— Nasza strategia jest dość prosta — razem z Inteligo kupujemy czas. Dzięki temu bardzo szybko staniemy się bankiem nowoczesnym, oferującym najwyższej jakości technologie. Sami także rozwijaliśmy bankowość internetową, ale na skromniejszą skalę.

Czy to oznacza, że dotychczasowym klientom, którzy prowadzili w PKO BP rachunki internetowe, zostanie zaoferowane konto w Inteligo.

— Tak. Nie ma sensu utrzymywać dwóch platform oferujących podobne usługi.

Zakup Inteligo nie rozwiązuje jednak problemu PKO BP, który nadal nie ma nawet wybranego dostawcy systemu informatycznego.

— Poprzedni zarząd zrezygnował ze wstępnie wybranego kontrahenta, czyli firmy Alltel. Zamknęliśmy stary przetarg i przygotowujemy nowy. Myślę, że ogłosimy go w ciągu najbliższych pięciu tygodni. Chcemy go przeprowadzić szybką ścieżką. Mamy nadzieję, że do końca pierwszego kwartału przyszłego roku uda nam się podpisać umowę.

Poprzedni zarząd, na którego czele stała Henryka Pieronkiewicz, mówił, że na zakup systemu przeznaczy 70-76 mln USD (290-315 mln zł), a na całą informatyzację banku 600 mln zł w ciągu 5 lat. Czy ten poziom wydatków jest aktualny?

— Przed podjęciem decyzji mało roztropne jest informowanie dostawców, ile jesteśmy gotowi wydać. Dla nas liczy się jakość oraz dostosowanie systemu do potrzeb banku, a zapłacić chcemy możliwie jak najmniej.

Zakup systemu informatycznego był częścią przyjętej do 2005 r. strategii poprzedniego zarządu. Jak dalece ta strategia się zmieniła?

— Formalnie poprzedni zarząd nie przyjął żadnej strategii i żadna nie była akceptowana przez radę nadzorczą. Nowy zarząd przygotował projekt strategii na najbliższe trzy lata i za kilka dni zaczniemy go omawiać z radą PKO BP.

Jakie są główne założenia tej strategii?

— Nie mogę podać szczegółów, zanim nie przyjmie jej rada. Sprowadza się jednak do tego, że PKO BP ma pozostać największym w Polsce bankiem uniwersalnym. Chcemy zachować pozycję lidera bankowości detalicznej, w obsłudze małych i średnich przedsiębiorstw, samorządów terytorialnych, w finansowaniu budownictwa mieszkaniowego. Nowością jest to, że chcemy włączyć się w obsługę funduszy z Unii Europejskiej.

Do tej pory jednak PKO BP głównie tracił rynek na rzecz konkurentów...

— To naturalne. Gdy startowały inne banki, PKO BP był monopolistą lub prawie monopolistą. Siłą rzeczy musiał oddać część tortu. Obecnie w kluczowych dla nas segmentach rynku mamy 25-30-proc. udział i zamierzamy go nie tylko utrzymać, ale nawet trochę zwiększyć. Dlatego w najbliższych latach priorytetem będzie modernizacja banku, i to zarówno od strony technologicznej, jak organizacyjnej. Chcemy w końcu uporządkować grupę kapitałową.

Kiedy wystartuje bank hipoteczny, który PKO BP tworzy wspólnie z BGK na bazie Bud-Banku?

— Mam nadzieję, że uda nam się sfinalizować ten projekt na przełomie lat 2002/2003.

W banku hipotecznym 75-proc. udział będzie należał do PKO BP. Jaką kwotę na jego powstanie wyłoży bank?

— Kilkadziesiąt milionów złotych.

Podobno PKO BP wyda 60 mln zł, a BGK około 15 mln zł. Kwota ta także zostanie pokryta z kapitałów.

— PKO BP jest wysoko skapitalizowany, bowiem Skarb Państwa zrezygnował w ostatnich latach z dywidendy i umożliwił nam przekazywanie całości zysku na wzrost funduszy. Mamy więc pieniądze na inwestycje...

...na przykład w towarzystwo ubezpieczeniowe?

— To jedna z opcji, które mogą wchodzić w rachubę. Chcemy współpracować z jednym lub kilkoma towarzystwami ubezpieczeniowymi i nie wykluczamy udziału kapitałowego. Ale to nie jest cel sam w sobie.

Czekacie na konkretną propozycję?

— Raczej na okazję.

Czy PKO BP przewiduje możliwość uczestniczenia w kolejnym etapie prywatyzacji PZU?

— Na razie nie ma co przewidywać, bo nie było ogłoszenia. Jednak w przyszłości możemy być zainteresowani PZU.

PKO BP i Bank Handlowy szukają chętnego na zakup PKO/Handlowy PTE...

— Jednym z pomysłów jest opcja sprzedaży. Zatrudniliśmy bank inwestycyjny Rothschild, który ma nam przedstawić kilka rozwiązań.

Czy są chętni na szóste na rynku PTE?

— To wie nasz doradca. Nie dostaliśmy jeszcze raportu.

PKO BP porządkuje grupę, zwiększa efektywność, szuka oszczędności. Czy wzorem innych banków zrestrukturyzuje też zatrudnienie?

— W banku pracuje 38 tys. osób. Chcemy je motywować, by były bardziej efektywne. Nie wykluczamy, że w tym celu część załogi będziemy musieli przeszkolić, a część przenieść na inne stanowiska. Obecnie nie planujemy zwolnień grupowych.

Oddziałów także nie będziecie zamykać?

— Tylko nieefektywne. Natomiast tam, gdzie będą potrzebowali klienci, powstaną nowe placówki. Chcemy zastąpić też część nierentownych oddziałów małymi punktami samoobsługowymi.

Co jeszcze bank musi zrobić przed prywatyzacją?

— Chcemy wystąpić do NBP z wnioskiem o zamknięcie programu naprawczego. Mieliśmy go prowadzić do końca przyszłego roku, ale już obecnie zaistniały warunki, aby go zakończyć. Miałoby to korzystny wpływ na postrzeganie banku przez przyszłych inwestorów.

Czy to oznacza, że cele programu zostały już osiągnięte?

— Wszystkie poza jednym. Mamy wysokie zyski, wzrosły nam fundusze własne, mamy odpowiedni współczynnik wypłacalności...

...a ten jeden to?...

— Udział w naszym portfelu kredytów nieregularnych wynosi 14,2 proc., a powinien poniżej 13 proc. Program naprawczy był jednak tworzony w innych warunkach rynkowych i zakładał m.in. duży wzrost akcji kredytowej, co automatycznie znacznie zmniejszyłoby udział należności zagrożonych. Jednak teraz rozwój takiej akcji byłby niebezpieczny, dlatego godzimy się na wyższy odsetek złych długów. Średnia dla sektora przekracza obecnie 19 proc.

Jaki jest realny termin upublicznienia PKO BP?

— O tym zdecyduje właściciel, ale z dotychczasowych deklaracji resortu skarbu wynika, że może to być druga połowa przyszłego roku.

Ile akcji PKO BP, Pana zdaniem, powinno trafić na giełdę?

— Możemy mówić o prywatyzacji, gdy udział Skarbu Państwa zejdzie poniżej 50 proc. Jesteśmy jednak specyficzną spółką. PKO BP to jeden z ostatnich banków będących w polskich rękach. W dodatku jesteśmy spółką o wysokiej kapitalizacji i wartość tej oferty byłaby bardzo duża. Warunki i atmosfera na rynku kapitałowym w momencie prywatyzacji pokażą, czy możliwa będzie sprzedaż akcji o takiej wartości w jednym etapie. To przesądzi o ostatecznej decyzji Skarbu Państwa.

Czy w statucie PKO BP są zapisy chroniące interesy Skarbu Państwa, podobnie jak w BGŻ.

— Nie, i na razie nie było sugestii zmian.

Co nie znaczy, że w przyszłości nie zostaną wprowadzone.

— To jest możliwe, bo takie jest prawo właściciela.

Czy PKO BP sprywatyzuje nasz kapitał?

Dla małych

- Trudno dzielić kapitał na krajowy i zagraniczny. W Polsce działają fundusze emerytalne kontrolowane przez udziałowców zagranicznych. Jednak zarządzają one pieniędzmi Polaków. Dlatego można je uznać za firmy krajowe. Czołowe OFE zarządzają potężnym kapitałem, który mógłby przynajmniej częściowo zostać zaangażowany w akcje PKO BP. Uważam też, że przy pewnej zachęcie można by do zakupu akcji tej spółki przekonać rodzimych inwestorów indywidualnych, tym bardziej że część z nich była lub nadal jest klientami tego banku. Taka prywatyzacja przyniosłaby korzyść bankowi, akcjonariuszom tej instytucji i wreszcie giełdzie, ponieważ — po długiej przerwie — na parkiet powróciliby drobni inwestorzy.

Sławomir Sikora

prezes Amerbanku

Dla dużych

- Jestem sceptyczny wobec wartościowania kapitału według kraju pochodzenia. Jeśli weźmiemy pod lupę wiele polskich firm, to okaże się, że duża część ich aktywów jest przetrzymywana za granicą. Mówienie więc, że polski rząd ma kontrolę nad takimi spółkami, jest tworzeniem iluzji. Podobnie z firmami, w których przeważają krajowi udziałowcy, a ich zagraniczni mają na tyle duży wkład, że praktycznie współdecydują o losach i strategii firm.

Powszechnie uważa się też u nas, że kapitał zagraniczny broni interesów określonego państwa. Nic bardziej mylnego. W dużych zagranicznych firmach, które mogłyby zainwestować np. w PKO BP, kapitał jest tak rozproszony, że nie ma kraju pochodzenia.

Alfred Adamiec

doradca inwestycyjny

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Beata Tomaszkiewicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / To ja doprowadzę do prywatyzacji PKO BP