To jeszcze nie bessa

Sebastian Gawłowski
12-05-2004, 00:00

Nie ma powodów do paniki, to nie jest koniec hossy — tak specjaliści komentują ostatnie spadki na giełdzie.

Największa w tym roku korekta spadkowa na giełdzie zaniepokoiła inwestorów. Od 13 kwietnia, kiedy WIG wyznaczał historyczny szczyt (25,2 tys. pkt), jego wartość spadła już o 10 proc. W poniedziałek WIG stracił 3,1 proc., we wtorek kolejne 1,5 proc. Ale spadków nie można jeszcze uznać za koniec hossy. To, co dzieje się na rynku, trzeba traktować jako poważne ostrzeżenia dla inwestorów. Specjaliści podkreślają, że choć na razie trzeba zapomnieć o rekordach, to nadal więcej argumentów przemawia za długoterminowymi wzrostami: gospodarka w Polsce i na świecie się rozwija, spółki zwiększają zyski, a zamieszanie polityczne ma ograniczony wpływ na koniunkturę giełdową.

Już to przerabialiśmy

Od początku roku GPW przeżywała cztery korekty spadkowe. Wszystkie poprzednie korekty były dość krótkie. Inwestorzy wykorzystywali je do zakupów, po których indeksy biły kolejne rekordy. Tym razem nie ma co liczyć, że będzie tak pięknie — lizanie ran po spadkach potrwa znacznie dłużej. Inwestorzy muszą się pogodzić, że nie ma co liczyć na duże wzrosty przynajmniej do czerwca.

— Korekta na rynkach światowych to efekt oczekiwania na podwyżki stóp procentowych w USA. Rynki akcji tradycyjnie reagują negatywnie, ale nawet mimo podwyżki stopy i tak pozostaną niskie. Trzeba pamiętać, że podwyżkę stóp mogą wywołać bardzo dobre dane makro, a nie złe wiadomości — zaznacza Tomasz Bardziłowski, kierownik działu analiz DM BZ WBK.

Dłuższy odpoczynek

Lato na giełdach też nie zapowiada się emocjonująco.

— Ostatnie spadki wyglądają na zapowiedź dłuższej korekty, ale końca długoterminowego trendu wzrostowego nie przewiduję. Parę miesięcy odpoczynku po ponad rocznych wzrostach będzie korzystne dla giełdy. Inwestorzy wstrzymują się z decyzjami i czekają, jak dobra koniunktura przełoży się na wyniki spółek. Chcą wiedzieć, czy prognozy, na których podstawie kupowali akcje, są przez spółki realizowane — mówi Marcin Materna, doradca inwestycyjny DM Millennium.

Wyniki za I kwartał pokazują, że giełdowe firmy bardzo dobrze przygotowały się do ożywienia gospodarki.

— Korekta była oczekiwana i jest dobrą okazją do przetasowań w portfelach. Wraz z rosnącą gospodarką, spółki będą poprawiać rezultaty — dodaje Wojciech Szymon Kowalski, analityk giełdowy.

Polityka na bok

Jako najpoważniejsze zagrożenie dla wzrostów indeksów specjaliści wymieniają niestabilną sytuację polityczną w kraju. Ale i tu musi zdarzyć się coś bardzo poważnego, by można było ogłosić powrót bessy.

— Gospodarka i giełda w znacznym stopniu uodporniły się na polityczne przepychanki. Nie spodziewam się też, że inwestorzy będą sprzedawać akcje, by przygotować gotówkę na wielkie prywatyzacje, np. PKO BP. Ze względów politycznych do nich po prostu nie dojdzie, niestety — mówi Wojciech Szymon Kowalski.

Polski rynek wciąż będzie wspierać wejście do UE i bardzo szybki wzrost gospodarczy.

— Korzystne prognozy wzrostu PKB będą dodatkowym magnesem dla inwestorów zagranicznych — dodaje Marcin Materna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sebastian Gawłowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / To jeszcze nie bessa