Początek roku nastchnął optymizmem Stany Zjednoczone. Wprawdzie o końcu kryzysu nikt jeszcze nie mówi, ale informacje z gospodarki przekonały część inwestorów, że USA łapie grunt pod nogami. Nawet jeżeli dobre nastroje okażą się nieuzasadnione, dla Polski mają duże znaczenie. Właśnie amerykański punkt widzenia kształtuje siłę złotego.
Kiedy na jesieni wybuchł kryzys, inwestorzy w panice zaczęli uciekać z rynków wschodzących — w tym z Polski — i ściągać pieniądze do USA. Stąd gwałtowne osłabienie naszej waluty i umocnienie dolara. Teraz część amerykańskich instytucji finansowych zaczyna dostrzegać pierwsze pęknięcia kryzysu i ich skłonność do inwestowania poza Ameryką wzrasta.
— Początek roku pozytywnie usposobił inwestorów, co widać chociażby po notowaniach na GPW i kursie złotego. Zagraniczny kapitał, a więc głównie z USA, zawitał znowu do Polski — mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.
Od początku roku do wczorajszego południa złoty zyskał wobec euro i dolara odpowiednio 6,4 i 4,5 proc.
— Największe umocnienie nastąpiło we wtorek wieczorem, co może oznaczać, że stoją za nim fundusze z USA — mówi Marek Rogalski, główny ekonomista FIT DM.
Co będzie zatem dalej z gospodarką USA i złotym? Według ekonomistów, obecnie nastroje inwestorów amerykańskich są nieprzewidywalne.
— Może się okazać, że optymizm pryśnie równie szybko, jak wybuchł. Rynek walutowy jest teraz bardzo dziwny. Dlatego w najbliższych tygodniach należy spodziewać się dużych wahań kursu złotego — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
Pierwsze symptomy powrotu pesymizmu już widać. Wczoraj firma ADP oszacowała, że w grudniu ubyło 693 tys. miejsc pracy, a więc znacznie więcej niż oczekiwali ekonomiści. To wywołało spadek amerykańskiej giełdy i osłabiło złotego. Eksperci są jednak przekonani, że w perspektywie kilku kwartałów nasza waluta musi się umocnić.
Więcej o "sile" złotego i możliwych scenariuszach na rynku walutowym w czwartkowym Pulsie Biznesu.