To najgłupsza polska ordynacja

opublikowano: 23-05-2014, 00:00

Ostatnie sondaże przed wyborami do Parlamentu Europejskiego (PE) wskazują na realność zremisowania PO z PiS w liczbie mandatów, powiedzmy 19:19. I taki finał równie zaciętego jak jałowego starcia byłby rozwiązaniem najszczęśliwszym dla Polski.

Klasa polityczna lamentuje nad wyjątkowo niską frekwencją w eurowyborach, a jednocześnie konserwuje już trzecią kadencję ordynację wyborczą do PE (obecnie przeszczepioną do kodeksu), która w pełni zasługuje na określenie w tytule. Ogólnopolski podział miejsc między partie, metodą d’Hondta z progiem 5-procentowym jest w porządku. Ale drugi etap, czyli przydział mandatów konkretnym kandydatom w ramach partyjnej puli, to nieuczciwość. Stosowana jest znana na świecie metoda Hare-Niemeyera, w której porównuje się bezwzględne wyniki danego komitetu w poszczególnych okręgach. Ale można tak robić pod warunkiem, że są one jednakowe albo przynajmniej zbliżone wielkościowo. Tymczasem w polskich wyborach do PE rozbieżności są ogromne. Okręg sklejony z województw małopolskiego i świętokrzyskiego ma ponad 4,5 mln mieszkańców, śląski tylko ciut mniej — na drugim biegunie zaś sytuuje się maluch kujawsko-pomorski ledwie przekraczający 2 mln. Fatalny mechanizm nie zmienia wyników partyjnych, ale w sensie personalnym prowadzi do paranoi. Ostatnio zasiadał w PE poseł z PSL, który zdobył 8850 głosów, natomiast szans nie miał w „złym” okręgu jego partyjny kolega z wynikiem 24 408. Do nieba w Brukseli/Strasburgu podostawali się szczęśliwcy z kilkunastoma tysiącami głosów, a smakiem obeszli się zdobywcy 40-45 tys. Rekordowy pechowiec wywalczył na darmo aż… 53 229 głosów.

Konsekwencją złej ordynacji jest zjawisko tzw. wędrowania euromandatów. Nie są one z góry poprzydzielane okręgom proporcjonalnie do liczby mieszkańcow. Teoretycznie możliwa jest zatem sytuacja, że od niedzieli 25 maja któreś z małych województw… w ogóle nie będzie miało europosła z żadnej partii. Mapka sprzed pięciu lat informuje, że wtedy na szczęście tak się nie stało. W każdym okręgu podana jest liczba mandatów odpowiadająca liczbie mieszkańców oraz faktycznie zdobytych. W większości okręgów obie liczby okazały się równe. Tylko Warszawa z wianuszkiem powiatów oraz wielki zlepek małopolsko-świętokrzyski wyssały po jednym mandacie z województw ściany wschodniej. Oby w najbliższą niedzielę takie wyborcze anomalie nie wyszły bardziej jaskrawo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy