To nie był dobry czas dla inwestorów

Sebastian Gawłowski
01-07-2002, 00:00

W minionym półroczu nie było wiele sesji, które dostarczyły graczom silnych emocji. Rynek praktycznie stał w miejscu.

W pierwszym półroczu warszawska giełda była silniejsza od zachodnich rynków. Nie przyniosło to jednak większych korzyści inwestorom na rynku futures. Po klasycznym efekcie stycznia, jakim był wzrost indeksu WIG 20 z 1200 pkt do 1450 pkt, rynek uspokoił się i powoli opadał ku poziomowi 1300 pkt.

Sygnałem słabości rynku już w pierwszych miesiącach roku było utrzymywanie się wartości kontraktu w pobliżu, a nawet poniżej poziomu indeksu. Ta oznaka ochłodzenia nastrojów na rynku futures odzwierciedlała gasnące nadzieje graczy na szybkie pojawienie się sygnałów ożywienia gospodarczego i stawiała pod znakiem zapytania kontynuację wzrostów na giełdzie. Z upływem czasu opieranie się spadkom na giełdach światowych przerodziło się w męczącą stabilizację na rodzimym rynku, a ta z kolei w marazm, który udzielił się w równym stopniu rynkowi kasowemu, jak i kontraktom. W efekcie przez dłuższy czas mieliśmy do czynienia z męczącym trendem bocznym i brakiem okazji do zarobku.

Panującą na rynku FW20 senną atmosferę i dezorientację przerywały pojedyncze sesje, które charakteryzowały się gwałtownymi zmianami wartości kontraktów. Po takich dniach obserwatorzy rynku wpadali albo w nastrój euforii i zasypywali rynek prognozami kontynuacji wzrostów, albo niemal w panikę.

16 maja kontrakty na WIG 20 zyskały 51 punktów, co miało być preludium do ataku na tegoroczne maksima. Okazało się, że były to płonne nadzieje.

26 czerwca otwarcie na FW20 nastąpiło 38 punktów poniżej zamknięcia z dnia poprzedniego. Wcześniej luka podobnych rozmiarów na starcie handlu miała miejsce w marcu 2001 roku. Na razie, skończyło się na strachu. Jednak przebicie strefy 1,3 tys. punktów, która dotychczas skutecznie powstrzymywała przecenę, stało się faktem. Spowodowało to przyspieszenie dynamiki zniżek i było wynagrodzeniem za miesiące pozbawione wyraźnego trendu. Sytuacja na rynkach światowych i rosnące rozczarowanie oddalającą się perspektywą ożywienia gospodarczego, skłania do utrzymywania krótkich pozycji w średnim terminie.

Więcej ciekawego działo się na kontraktach na indeks TechWIG oraz na akcje blue chipów warszawskiej giełdy. W odróżnieniu od futures na WIG 20, kontrakty na TechWIG charakteryzowały się wyraźnym trendem, który miał kierunek spadkowy. Dekoniunktura w sektorze technologicznym zniosła jego wartość w okolice historycznych minimów. Gra pod spadki jest obecnie uzasadniona w przypadku kontraktów na akcje największych banków. Po okresie mocnych wzrostów, branża przeżywa trudne chwile.

Pogorszenie nastrojów najlepiej widać po zachowaniu Pekao. Warto zwrócić również uwagę na Elektrim. Po fatalnym pierwszym półroczu, kurs holdingu sygnalizuje zdecydowaną poprawę.

Atrakcyjność inwestowania w kontrakty akcyjne ogranicza niska płynność. Maksymalny wolumen na sesji rzadko przekracza 200 sztuk. Drugie półrocze może jednak przynieść zdecydowaną poprawę. Giełda, starając się wyeliminować słabości, zdecydowała się zmniejszyć minimalny krok notowań z 0,1 zł do 0,05 zł. Zmieniono również terminy wygasania kolejnych serii.

Zadowalającą płynność oferują już graczom jednostki indeksowe MiniWIG 20. Najnowszy produkt GPW systematycznie zyskuje popularność. Podobnie jak kontrakty, umożliwia obstawianie spadków, jednak przy mniejszym ryzyku niż na rynku futures.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sebastian Gawłowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / To nie był dobry czas dla inwestorów