To ostatnia zmiana rządowej sztafety

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-08-14 00:00

Premier Jarosław Kaczyński chyba nie jest przesądny, bo pierwsze posiedzenie rządu mniejszościowego rozpoczęło się trzynastego o trzynastej. Rząd był wprawdzie ten sam, ale nie taki sam. Kilka godzin wcześniej przeszedł falę zwolnień grupowych — ze stanowiskami pożegnało się czterech ministrów i dziesięciu wiceministrów z partii — do niedawna — koalicyjnych. Do zwolnień grupowych dochodzi zawsze, gdy firma jest bliska bankructwa. Ta reguła sprawdza się również w odniesieniu do tego rządu. Z jedną różnicą — zwolnienia grupowe mogą uchronić firmę przed upadkiem, a w przypadku rządu nadzieje są nikłe. Wszystko wskazuje, że nowi ministrowie jeszcze w tym roku przekażą swoje resorty następcom.

Rząd z rozpadu koalicji wyszedł wzmocniony — bo nowi ministrowie są lepsi od poprzednich, i to nie tylko dlatego że trudno było znaleźć gorszych. Jednak to wzmocnienie na chwilę, bo lada miesiąc wybory. Premier jak trener lekkoatletycznej sztafety, na ostatnią prostą zarezerwował silny skład. A finisz musi być bardzo ostry — przed rozwiązaniem Sejmu rząd musi przygotować i przeforsować parę ważnych ustaw. Od wymienianych już ustaw związanych ze strefą Schengen, przez ustawy ułatwiające inwestycje w budownictwie (zadanie dla Mirosława Barszcza), aż po emerytury pomostowe (wyzwanie dla Joanny Kluzik-Rostkowskiej). Muszą oni w kilka tygodni zrobić w warunkach rządu mniejszościowego to, czego nie udało się załatwić przez dwa lata przy wsparciu większości parlamentarnej.

Finisz rządu to nie tylko walka o niezbędne ustawy, ale też o przyszłość formacji Jarosława Kaczyńskiego. Pozbawiony kłopotliwych koalicjantów rząd ma błysnąć profesjonalizmem i sprawnością działania oraz zapewnić Prawu i Sprawiedliwości przyzwoity wynik w wyborach. Wątpliwe, by ten kilkutygodniowy raptem błysk zdołał przyćmić poprzedzające go mroczne miesiące. Nowi ministrowie dają rządowi jedynie nieco bardziej przyjazne oblicze. Na to by dać więcej, po prostu nie wystarczy im czasu. A rozkręcająca się gwałtowna kampania wyborcza — którą Jarosław Kaczyński wczoraj wieczorem zainaugurował w ciężkim wystąpieniu telewizyjnym — nie ułatwi im zadania. Premier szuka w nowej ekipie szansy na zmycie złego wrażenia poprzednich miesięcy, ale wybrani przezeń ministrowie nie mają większych szans, by się wykazać swoimi zdolnościami.