To szkodliwe gierki

Jacek Zalewski
17-01-2007, 00:00

Trwająca w Strasburgu trzydniowa sesja Parlamentu Europejskiego (PE) ma charakter szczególny i w pewnym sensie przypomina bal półmetkowy. Ledwieśmy się obejrzeli, a tu dwa i pół roku kadencji przeleciało i nadszedł czas na obrachunki, wiążące się z bardziej lub mniej zamierzonymi zmianami na stanowiskach w PE. Najbardziej planowa, wynikająca z zawartej w 2004 r. umowy dwóch największych grup politycznych, była wymiana przewodniczącego. Hiszpańskiego socjalistę Josepa Borrella zastąpił niemiecki chadek Hans-Gert Pöttering, który uzyskał 450 głosów, przy wymaganej większości bezwzględnej 345. Ale zmiany na innych stanowiskach nie przebiegają już tak gładko.

Przypomnijmy, że w pierwszej połowie kadencji polscy europarlamentarzyści obsadzili dwa — spośród czternastu —stanowiska wiceprzewodniczących PE: Jacek Saryusz-Wolski (Grupa Europejskiej Partii Ludowej/Chadeckiej i Europejskich Demokratów — w kraju Platforma Obywatelska) i Janusz Onyszkiewicz (Grupa Poro-zumienia Demokratów i Liberałów na rzecz Europy — w kraju Partia Demokratyczna). Janusz Lewandowski zaś, z tego samego ugrupowania co Saryusz-Wolski, został przewodniczącym niezwykle ważnej Komisji Budżetu.

Obsadzanie stanowisk w PE przebiega według dość skomplikowanego klucza i wymaga wielostronnych uzgodnień — najpierw między grupami politycznymi, potem wewnątrz grup, wreszcie w ekipach poszczególnych partii krajowych. W każdym razie w drugiej połowie kadencji także dwóch Polaków będzie wiceprzewodniczącymi PE: Marek Siwiec (Grupa Socjalistyczna — w kraju Sojusz Lewicy Demokratycznej) i Adam Bielan (Grupa Unii na rzecz Europy Narodów — w kraju Prawo i Sprawiedliwość). Powtórnej rekomendacji swojej grupy nie uzyskał Jacek Saryusz-Wolski, za to jego partyjny kolega Janusz Lewandowski bez problemu miał ponownie objąć przewodnictwo Komisji Budżetu. Okazało się jednak, że PO rozpoczęła bój o „zagospodarowanie” Saryusza-Wolskiego i przechwycenie przez niego Komisji Spraw Zagranicznych, którą od dziesięciu lat kieruje wpływowy niemiecki chadek Elmar Brok. Powodzenie tego planu oznaczałoby automatycznie oddanie szefostwa Komisji Budżetu. Taką koncepcję popierają również europarlamentarzyści... PiS!

Kwestia przewodnictwa wszystkich komisji powinna rozstrzygnąć się dzisiaj, a najpóźniej jutro, w ostatnim dniu sesji PE. Wewnętrzna rozgrywka PO jest czymś niepojętym, albowiem całkowicie niepotrzebnie może otworzyć kolejny front konfliktu Polski z Niemcami. Akurat dzisiaj chadecka kanclerz Angela Merkel wygłasza w Strasburgu strategiczne przemówienie, w którym przedstawi oficjalny program prezydencji niemieckiej. Wczoraj odbył z nią ważną rozmowę telefoniczną prezydent Lech Kaczyński. Wrogie przejęcie parlamentarnej komisji odbiłoby się na naszych stosunkach dwustronnych jak najgorzej.

Poza tym z punktu widzenia interesów Polski — zwłaszcza w najbliższych latach — Komisja Spraw Zagranicznych jest kwiatkiem do kożucha, albowiem daje wyłącznie prestiż, kierowanie natomiast Komisją Budżetu przynosi bardzo wymierne konkrety, jako że finansowy diabeł unijny tkwi oczywiście w szczegółach. Czy ktoś pojmie gierki prowadzone przez PO na forum PE?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / To szkodliwe gierki