Sektor telekomunikacji w Polsce to właściwie dwa, znajdujące się w krańcowo odmiennej sytuacji, sektory — telefonia komórkowa, która przeżywa rozkwit i znajdująca się w stagnacji jej starsza siostra — telefonia stacjonarna. Takie wnioski płyną z dwóch debat zorganizowanych przez „Puls Biznesu”, które odbyły się 25 stycznia w ramach targów Komputer Expo.
Tematem pierwszej z nich była ocena liberalizacji rynku stacjonarnych połączeń międzystrefowych. Uczestnicy debaty — Włodzimierz Strzemiński, prezes Niezależnego Operatora Międzystrefowego, i Grzegorz Stanisławski, dyrektor departamentu strategii w Telekomunikacji Polskiej, zgodzili się co do jednego — sposób, w jaki realizowana jest liberalizacja polskiego rynku telekomunikacyjnego nie został wybrany właściwie.
We wszystkich innych kwestiach obaj rozmówcy zdecydowanie się różnili.
— Główną przyczyną obecnych kłopotów telefonii stacjonarnej jest brak przejrzystości rynku regulacyjnego oraz za mała aktywność urzędów centralnych, takich jak Urząd Regulacji Telekomunikacji czy minister właściwy ds. łączności — ocenił przedstawiciel TP SA.
— To rzeczywiście są problemy. Jednak najważniejsza przeszkoda stojąca na drodze do rozwoju rynku to sama Telekomunikacja Polska, która uzurpuje sobie prawo bycia regulatorem — ripostował szef NOM.
Przebiegająca w bardzo gorącej atmosferze dyskusja zakończona została obopólnymi deklaracjami o chęci szybkiego rozwiązania „sporu o faktury”, który między TP SA a NOM toczy się od ponad pół roku.
