TP SA to moja ostatnia szansa

Anonimowy Inwestor
opublikowano: 2002-07-15 00:00

Z przerażeniem w oczach patrzę jak mój portfel codziennie chudnie w zastraszającym tempie. Ile można czekać aż wydarzy się jakiś cud i akcje zaczną znów rosnąć?

Atak zagranicznego kapitału, z jakim mieliśmy do czynienia w maju, spowodował, że z optymizmem patrzyłem w przyszłość. Jeszcze w czerwcu miałem cień nadziei, że akcje będą szły w górę. Ostatni tydzień zupełnie mnie jej pozbawił. We wtorek nerwy mi puściły i powiedziałem: dość.

Postawmy sprawę jasno — to bessa w typowym wydaniu. Na razie nie zapowiada się na szybkie wyjście z tej beznadziei. Widać wyraźnie, że krajowy kapitał nie tylko nie jest w stanie samodzielnie doprowadzić do ożywienia na parkiecie, ale nawet nie może powstrzymać rynku przed spadkami. Gdy Warszawę opuszczają zagraniczni inwestorzy, z rodzimych graczy uchodzi cały optymizm, a rynek pogrąża się w marazmie. Ta sytuacja powtarza się aż do następnego wejścia zagranicy na nasz parkiet.

Gdy wydaje się, że już gorzej być nie może, to właśnie w tym momencie nadchodzi ożywienie — tak mówi jedna z giełdowych legend. Zakładam, że stanie się to już niedługo. Nie mam wątpliwości, że gdy instytucjonalni inwestorzy zagraniczni znów spojrzą na nadwiślański rynek, to ich uwaga skupi się na największych spółkach. Stwierdziłem więc, że trzeba się do tego przygotować.

W poprzednim felietonie pisałem, że zaczynam zastanawiać się nad inwestycją w walory Telekomunikacji Polskiej. Jestem bowiem święcie przekonany, że to właśnie papiery tej spółki w największym stopniu odczują szturm zachodniego kapitału. Nie łudzę się jednak, że tamtejsi gracze zabawią w Warszawie na dłużej. Zapewne powtórzy się sytuacja z maja — wejdą z kapitałem na kilka, kilkanaście dni, po czym zainkasują zysk i wyjdą równie szybko jak się pojawili. Nie liczę na jakiś wielki zysk. Przy tej mizerii, jaką obecnie obserwuję, będę się cieszył z nawet minimalnie dodatniej stopy zwrotu.

Podejmując decyzję o kupnie TP SA musiałem sprzedać akcje Cersanitu i Remaku, by uwolnić zamrożone w nich około 3 tys. zł. Poza tym straciłem wiarę w perspektywy wzrostu wartości ich akcji. Dla Cersanitu poziom 40 zł okazał się oporem nie do przebicia, więc dalsze trzymanie jego akcji uznałem za bezcelowe. W przypadku Remaku sprawa ma się jeszcze gorzej — handel jego papierami praktycznie zamarł.

Cersanit sprzedałem po kursie 37,5 zł. Uwzględniając dwukrotne opłacenie prowizji, na całej inwestycji straciłem 86,75 zł. Walorów Remaku pozbyłem po 2,43 zł za sztukę, czyli na jednej akcji zarobiłem 9 groszy. Mój zysk brutto wyniósł 67,5 zł. Jednak odliczając od tego łączną sumę prowizji (67,65 zł) okazało się, że angażując się w akcje katowickiej spółki tylko straciłem czas. Zysk netto wyraża się bowiem astronomiczną kwotą... 15 groszy. Ręce opadają.

Po sprzedaży dwóch spółek wraz z wolnymi środkami dysponowałem kwotą 3070 zł. W środę kupiłem 275 akcji TP SA po cenie 10,85 zł za sztukę. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko czekać na powrót na GPW zagranicznego kapitału. Innej szansy na zarobek po prostu nie widzę. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ostatnio rynek nie postrzega najlepiej TP SA, ale postanowiłem zaryzykować. Poszczególne domy maklerskie bardzo różnią się w ocenach spółki, np. Goldman Sachs wystawił rekomendację „gorzej niż rynek”, podczas gdy ABN Amro radzi akcje kupować. Osobiście podzielam opinię tego ostatniego, który twierdzi, że ostatnia wyprzedaż papierów telekomu to dobra okazja do zakupów.