Zdaniem Marka Józefiaka, prezesa Telekomunikacji Polskiej, decyzja Urzędu Regulacji Telekomunikacji o nałożeniu na spółki 350 mln zł kar jest niczym innym jak próbą przerzucania odpowiedzialności za opóźnianie liberalizacji rynku na narodowego operatora. Zarzuca też regulatorowi łamanie prawa.
„PB”: Na jakich argumentach TP SA opiera swoje odwołanie od ostatniej decyzji URT, która nakłada na spółkę kary w łącznej wysokości 350 mln zł?
Marek Józefiak: URT nałożył na nas dwie kary — 50 mln za nieprzekazanie właściwych danych i 300 mln za niewykonanie decyzji ministra łączności, określającej harmonogram uruchamiania i przepustowość styku sieci TP SA i NOM. Jeśli chodzi o pierwszą kwestię, to zgodnie z prawem, wzór formularzy, na których powinniśmy przesłać dane, powinien zostać opublikowany w Biuletynie URT i podany do publicznej wiadomości.
TP SA otrzymała taki wzór?
Tak. Spółka otrzymała biuletyn URT z wymaganym formularzem trzy dni po terminie, w jakim powinniśmy dostarczyć raport. Chcąc jednak wypełnić nałożony na nas obowiązek, skorzystaliśmy z nieoficjalnego wzoru formularza dostępnego na internetowych stronach URT.
A jak to wygląda w przypadku drugiej kary?
Ze względu na luki w otoczeniu prawnym oraz wydawane decyzje z rażącym naruszeniem prawa, (w tym uchylona przez Sąd Antymonopolowy decyzja URT z 14 maja 2001 r.) połączenie sieci TP SA i NOM nie było możliwe przed 1 lipca 2001 r. Zrzucanie winy za opóźnienie liberalizacji rynku połączeń międzystrefowych na TP SA jest wyłącznie unikaniem odpowiedzialności przez regulatora za własne, niezgodne z prawem decyzje i brakiem troski o zapewnienie precyzyjnych regulacji prawnych. Pełną argumentację w tych sprawach przedstawimy w najbliższym czasie.
Jak Pan ocenia zachodzącą liberalizację rynku telekomunikacyjnego?
Liberalizacja rynku telekomunikacyjnego w Polsce wymaga wprowadzenia takich rozstrzygnięć, które umożliwiałyby równoprawne funkcjonowanie na nim wszystkich operatorów — w tym TP SA.
Czy URT spełnił swoje obowiązki?
Oczekiwaliśmy, że wszystkie decyzje podejmowane przez URT będą decyzjami sprawiedliwymi, a przede wszystkim zgodnymi z prawem. Tak się jednak nie stało.
Na przykład?
Trwające od miesięcy „nieporozumienia” między TP SA i NOM, nie są wynikiem złej woli którejkolwiek ze stron, lecz efektem niejasnych przepisów i niekompetencji urzędników.
Jak Pan skomentuje pojawiające się informacje o planowanej zmianie nazwy operatora?
TP SA nie zamierza zmieniać swojej nazwy. Nie zamierza również zmieniać swego logo. Spółka stoi dzisiaj przed restrukturyzacją, na którą potrzeba mnóstwo środków, i przed wyzwaniem związanym z poprawą naszego wizerunku wśród klientów. To jest kwestia kluczowa.