Telefon — szybki wyjazd, szybki zarobek. Właściciele dźwigów mogą o tym pomarzyć.
Ryszard Jankowski, właściciel firmy PPUH Dźwigowe Usługi, ma problem: traci klientów. Kłopot może jest typowy, ale jego powód już nie. Idzie o przepisy uniemożliwiające szybką realizację zleceń.
Usługi dźwigowe wykonują pojazdy ponadnormatywne, które nie mogą poruszać się po drogach bez zezwolenia na każdy wyjazd. Jego uzyskanie trwa 2-30 dni.
— Często ktoś dzwoni i mówi, że potrzebuje dźwigu za dwie godziny lub na jutro. Nie zdobędę tak szybko zezwolenia. Klient rezygnuje i szuka kogoś, kto zaryzykuje i wyjedzie bez zezwolenia — skarży się Ryszard Jankowski.
Trzeba wcześniej
Wszystko przez podział dróg na: krajowe, wojewódzkie, powiatowe i gminne. Przejazd przez Warszawę to tor z przeszkodami.
— Im dłuższa trasa, tym dłużej trzeba czekać. Muszę kontaktować się ze wszystkimi zarządami dróg, przez których teren przebiega przejazd. Każdy ustala trasę i warunki. Aby uniknąć nerwowego oczekiwania, trzeba składać wnioski odpowiednio wcześniej — mówi Ryszard Kawka z warszawskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
5 tys. zł kary
Ryszard Jankowski po zarejestrowaniu pojazdu wyjechał na drogę i... zapłacił 5 tys. zł mandatu.
— Przy rejestracji nikt mi nie powiedział, że tym pojazdem nie można jeździć po drogach publicznych. Urzędnicy twierdzą, że należy zapoznać się z dziennikami ustaw. Czasami brakuje czasu na studiowanie wszystkich przepisów, o takich regulacjach powinni informować urzędnicy — uważa Ryszard Jankowski.
Przedsiębiorców dziwią restrykcje dla urządzeń polskich, zarejestrowanych i kontrolowanych.
— Dopuszczenie do ruchu nie oznacza, że pojazdem można poruszać się po drogach publicznych, kiedy się chce — twierdzi Ryszard Kawka.