Po bankructwie głównego klienta Makora podnosi się z kolan
Huta szkła z portfela Inwest Consultingu mimo turbulencji w branży radzi sobie nieźle. Receptą na przetrwanie jest oryginalny produkt.
Ubiegły rok był trudny dla rynku szkła. Kryzys, zmiany kursów walut i ceny gazu przetrzebiły branżę. Tymczasem akurat w IV kwartale Inwest Consulting sfinalizował objęcie nieco ponad 66 proc. udziałów w hucie Makora (w marcu 2008 r. przejął nad nią kontrolę). Czy to był dobry ruch?
— Nie ukrywamy, że rynek jest w tej chwili trudny, ale wierzymy, że Makora sobie poradzi. Przeprowadziliśmy już z dobrym skutkiem restrukturyzację operacyjną spółki — w październiku i listopadzie stała się ona rentowna. Teraz skupiamy się na aktywnym zdobywaniu klientów — mówi Paweł Śliwiński, prezes Inwest Consulting.
Makora próbuje "zasypać" zamówieniową dziurę, powstałą po bankructwie firmy Waterford Wegdwood, której była poddostawcą.
— To był dla nas ogromny szok, bo zamówienia Waterforda stanowiły bardzo znaczący udział w sprzedaży Makory — tłumaczy Paweł Śliwiński.
Teraz około 80 proc. klientów to zupełnie nowi odbiorcy. Szkło z Makory trafia głównie do krajów Europy Zachodniej (wcześniej do USA), ale spółce udało się też — na zasadzie porozumienia — przejąć część klientów Vilnius Stiklo Studija i Huty Jabłoński, które wygaszają produkcję. Liczy też coraz bardziej na klientów krajowych. Prawdopodobny jest również powrót do współpracy z firmą Waterford Wegdwood, której właścicielem stał się jeden z amerykańskich funduszy.
— Jedną z przewag Makory jest jej elastyczność — to stosunkowo niewielki zakład, który nie prowadzi produkcji w długich seriach i przez to jest w stanie szybko dostosować się do wymagań klientów — mówi Paweł Śliwiński.
Huta jest poddostawcą dla wielu znanych firm, które sprzedają wyroby z Makory pod swoimi markami. Makora zaczęła też ostatnio promować własne marki.
— Jesteśmy jedną z niewielu firm w Europie, która wykonuje szkło kolorowe metodami hutniczymi (a nie maluje — red.). Ponadto tradycyjnie produkujemy szkło na bardzo wysokim poziomie artystycznym i z tego jesteśmy znani w świecie — tłumaczy Roman Chalasz, zarządzający hutą Makora.
Ma nadzieję, że te atuty pozwolą Makorze przetrwać na trudnym rynku. Docelowo spółka miała osiągnąć w latach 2009-10 15-20 mln zł przychodów przy 10-proc. rentowności netto. Plan będzie jednak trudny do zrealizowania z powodu bankructwa głównego klienta.
Giełdowa Irena, która produkuje szkło gospodarcze, poinformowała o ograniczeniu zwolnień. Pracę w spółce miało stracić 357 osób, ale skończyło się na 120 pracownikach. Pomogły nowe zamówienia — Irena inwestuje w nową wannę do produkcji kryształu. Natomiast Krosno, które pogrążyły w dużej mierze opcje walutowe, stara się o zawarcie układu z wierzycielami. Nowy prezes przekonuje, że spółka pracuje normalnie i uregulowała część zobowiązań wobec pracowników.