Jesienią zeszłego roku sąd odebrał Przedsiębiorstwu Napraw Infrastruktury (PNI) zarząd własny. Domagało się tego czterech wierzycieli spółki — PKP PLK, PKP Energetyka, Dolnośląskie Przedsiębiorstwo Napraw Infrastruktury Komunikacyjnej Dolkom oraz Przedsiębiorstwo Robót Kolejowych i Inżynieryjnych (PRKI), zależne od Trakcji.
![Jeśli uzdrawianie PNI się nie powiedzie, Budimex oprze kolejowe ramię na założonej niedawno spółce Budimex Kolejnictwo. Lepszy byłby układ, bo organiczna budowa kompetencji potrwa dłużej. Likwidacja PNI byłaby zła również dla kolejarzy, bo firm z tak dużym doświadczeniem w Polsce jest tylko kilka. [FOT. TP] Jeśli uzdrawianie PNI się nie powiedzie, Budimex oprze kolejowe ramię na założonej niedawno spółce Budimex Kolejnictwo. Lepszy byłby układ, bo organiczna budowa kompetencji potrwa dłużej. Likwidacja PNI byłaby zła również dla kolejarzy, bo firm z tak dużym doświadczeniem w Polsce jest tylko kilka. [FOT. TP]](http://images.pb.pl/filtered/8a51d658-6e99-4a8a-b104-359107242b9c/e8b81cce-09b2-511d-9ae8-fa98acf90542_w_830.jpg)
Argumentowali, że zarząd PNI unika podejmowania decyzji dotyczących realizacji kluczowych inwestycji, takich jak modernizacja linii kolejowej E59 (Wrocław — granica woj. dolnośląskiego). PRKI nie jest zadowolone także ze współpracy z Tomaszem Sadowskim, zarządcą sądowym PNI.
Zarzuca mu — podobnie jak wcześniej szefom spółki — unikanie podejmowania decyzji. Dlatego złożyło do sądu wniosek o zmianę sposobu prowadzenia postępowania upadłościowego PNI z układowego na likwidacyjne.
Siedem punktów
PRKI wymienia siedem argumentów za likwidacją kolejowej spółki przejętej w 2011 r. przez Budimex. To m.in. rosnące długi wobec ZUS i pracowników, niewykonywanie zawartych przed upadłością kontraktów i blokowanie zawarcia aneksów, które umożliwiłyby ich realizację. PNI od października ubiegłego roku, kiedy oddało przewodnictwo w konsorcjum modernizującym dolnośląski odcinek E59
spółce PRKI, nie podpisało z nowym liderem umowy wykonawczej — czyli nie oddało dostępu do rachunków, nie ustaliło sposobu wzajemnych rozliczeń wewnątrz konsorcjum oraz zakresu odpowiedzialności. Dlatego konsorcjum nałożyło na firmę ponad 40 mln zł kar umownych. Wnioskodawca uważa, że PNI nie ma żadnych realnych źródeł zewnętrznego finansowania układu oprócz sprzedaży majątku. „Upadła [spółka — red.] chce pozyskać środki na wykonywanie układu z realizacji kontraktów, których nie realizuje i jest obciążana jedynie karami umownymi” — napisał do sądu.
PRKI uważa, że likwidacja PNI pozwoliłaby syndykowi odstąpić od wszystkich nierentownych kontraktów bez większych konsekwencji, a to właśnie deficytowe umowy są źródłem kłopotów spółki. Oznaczałoby to również zatrzymanie naliczania odsetek od długów. Ponieważ PNI nie jest zadłużone wobec instytucji finansowych, jego majątek jest łatwy do sprzedaży i zaspokojenia wierzycieli. PNI wskazało, że może pozyskać 80 mln zł pożyczki oraz 45 mln zł ze sprzedaży majątku — zwraca uwagę PRKI.
Zły zarządca
Spółka zależna Trakcji poprosiła też sąd, by syndykiem PNI został ktoś inny niż dotychczasowy zarządca. Jej zdaniem, Tomasz Sadowski nie dąży do podpisania umowy wykonawczej, narażając konsorcjum z PRKI, Dolkomem i PKP Energetyką na wysokie kary umowne, a wierzycieli — na uszczuplenie majątku PNI.
Niefortunna inwestycja
PNI to — obok Trakcji i Torpolu — jedna z najważniejszych firm budujących i modernizujących linie kolejowe w Polsce. W 2011 r. przedsiębiorstwo za 225 mln zł przejął Budimex, który szykował mocne wejście na wschodzący rynek zamówień kolejowych. Wkrótce okazało się, że PNI nie było tak dobrą inwestycją, jak liczył nabywca.
Budimex wsparł je 100 mln zł, ale w sierpniu 2012 r. odpisał całą wartość, bo spółka upadła, spłaciwszy wcześniej wszystkie kredyty. Jej wierzycielami są Budimex, dostawcy i konsorcjanci na realizowanych wspólnie kontraktach. Powodzenie układu zależy w dużej mierze od porozumień z PKP PLK. Do głosowania układu ma dojść jesienią.
„[Zarządca — red.] nie godzi się na przedłożone mu propozycje, ani nie wskazuje innych rozwiązań. (…) Pomimo wydania przez sędziego komisarza postanowień (…) zezwalających na dokonanie wskazanych tam czynności, zarządca ich nie wykonał, ani nie podjął prób wynegocjowania porozumień na warunkach wskazanych w postanowieniach” — czytamy we wniosku. Zastrzeżenia do pracy Tomasza Sadowskiego ma także Intop Szczecin — spółka, która była podwykonawcą PNI. Jej właściciel złożył do prokuratury zawiadomienie o usiłowaniu popełnienia przez niego oszustwa oraz ukrywania dokumentu.
Chodzi o nieuprawnione — jak twierdzi szef Intopu — próby ściągnięcia gwarancji wystawionych przez TU Europa mimo sądowego zabezpieczenia oraz przetrzymywania przez zarządcę dokumentu gwarancji, który powinien zostać zwrócony w związku z wypowiedzeniem przez Intop umowy. Trakcja nie skomentowała dokumentu, podobnie jak PKP, które — według nieoficjalnych informacji — dopina z PNI ugodę.
Próbowaliśmy uzyskać komentarz od Tomasza Sadowskiego. Poinformowano nas, że udzieli go Adam Tomczyński, pełnomocnik zarządcyPNI. Czekamy od ubiegłej środy. Bez skutku.
— Nie mamy wiedzy ani kontroli nad tym, co dzieje się w PNI, bo na wniosek Trakcji sąd odebrał nam zarząd. Odpisaliśmy tę inwestycję, trzymamy kciuki za zarządcę, ale sprawą się nie emocjonujemy. Jeśli teraz Trakcji nie układa się współpraca z zarządcą, to ma prawo wnosić o jego zmianę. Wydaje się jednak, że nie ma przesłanek do zmiany sposobu upadłości na likwidacyjną — komentuje Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.