Jean-Claude Trichet, prezes banku centralnego Francji, otrzymał nominację na szefa Europejskiego Banku Centralnego. Podkreśla on, że i kraje członkowskie, i kandydackie mają dążyć do wypełniania założeń traktatu z Maastricht.
Ministrowie finansów zarekomendowali Jeana-Claude’a Tricheta na stanowisko prezesa Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Zgoda ta jest jednym z etapów formalnej procedury sukcesji po Holendrze Wimie Duisenbergu. Jean-Claude Trichet, który na fotelu szefa ECB zasiądzie 1 listopada, podkreślił, że nie widzi możliwości złagodzenia kryteriów traktatu z Maastricht. Takie rozwiązanie zaproponował Jacques Chirac, prezydent Francji.
Propozycja Chiraca jest odpowiedzią na problemy gospodarek.
Zarówno Francja, jak i Niemcy, nie są w stanie utrzymać deficytu budżetowego na poziomie poniżej 3 proc. PKB. Francja, druga gospodarka strefy, w 2002 r. przekroczyła ten poziom o 0,1 proc., a prognoza na 2003 r. przewiduje deficyt wysokości 3,7 proc. Niemcy są już o krok od przekroczenia 3 proc. PKB.
Jednak przyszły szef ECB nie chciał komentować poniedziałkowej wypowiedzi Jacquesa Chiraca, który zachęcał do rewizji założeń Paktu Stabilizacji i Rozwoju.
— Mamy kryteria z Maastricht, które zostały zaakceptowane. Obowiązują one kraje, które są w unii monetarnej, jak i państwa akcesyjne — uważa Jean-Claude Trichet.
Wypowiedź prezydenta Francji w rocznicę zburzenia Bastylii wywołała burzę.
— Zburzenie Bastylii było lepszym pomysłem — stwierdził Gerrit Zalm, duński minister finansów.
Bardziej radykalne stanowisko w tej sprawie zajął Karl-Heinz Grasser, minister finansów Austrii.
— Nawet nie powinniśmy dyskutować na ten temat. To jeden z fundamentów polityki gospodarczej i monetarnej — stwierdził Grasser.
Podobnego zdania jest Hans Eichel, minister finansów Niemiec.
— Pakt stabilizacji jest ważnym wyzwaniem, przed którym stoimy, choć najważniejszą kwestią obecnie jest wzrost gospodarczy. Ale nie potrzebujemy żadnej dyskusji na temat jego założeń, a tym bardziej ich zmian — mówi niemiecki minister.