30 maja 2016 r. po sesji notowane na GPW Kredyt Inkaso (KI) poinformowało, że sprzedało konkurentowi, firmie Getback, certyfikaty inwestycyjne w trzech funduszach wierzytelności Trigon TFI, warte 20,3 mln zł. Raport nie zawierał uzasadnienia tej decyzji, jednak z informacji „PB” wynika, że transakcja została wymuszona przez Trigona. Najważniejszy powód? Zaniepokojenie przedłużającym się konfliktem zarządu KI z Bestem, innym giełdowym windykatorem, a równocześnie największym akcjonariuszem KI (ma 33 proc. akcji).
— Działaliśmy w trosce o interes uczestników funduszy — ucina Marek Juraś, prezes Trigon TFI. Paweł Szewczyk, prezes KI, potwierdza, że inicjatorem rozwiązania umowy było towarzystwo. — Uzasadnieniem były niejasności co do sytuacji w akcjonariacie KI i chęć zdywersyfikowania serwiserów funduszy wierzytelności Trigon TFI. Aktywami w tych trzech funduszach była jednak gotówka, której blokowanie byłoby nieracjonalne i którą teraz, po zwrocie, będziemy mogli zainwestować bezpośrednio w portfele wierzytelności — przekonuje Paweł Szewczyk.
Jego zdaniem, pieniądze będą mogły być skonsumowane w Rosji, Bułgarii, Chorwacji i Serbii, czyli na rynkach, którymi fundusze Trigona nie były zainteresowane, a którymi interesują się inne fundusze. — Jesteśmy przekonani, że w najbliższym czasie będziemy mogli przekazać informacje o nawiązaniu współpracy z dwoma nowymi funduszami, które są otwarte na koinwestycje z KI w tych czterech krajach i w Rumunii. Te rynki zagraniczne stwarzają obecnie zdecydowane lepsze możliwości biznesowe niż Polska — mówi Paweł Szewczyk. To uzasadnienie być może przekona inwestorów. Publikację suchego raportu z 30 maja rynek przyjął bardzo źle. Następnego dnia kurs KI zanurkował aż o prawie 10 proc. (z 18,05 do 16,26 zł za akcję). Zapewne m.in. dlatego, że w ostatnich miesiącach zarząd KI wielokrotnie podkreślał znaczenie współpracy z funduszami m.in. Trigona. © Ⓟ