Cząstkowe badania opinii publicznej publikowane przed głosowaniami w wyborach parlamentarnych i prezydenckich pokazywały, że biznes skłaniał się — i to dosyć zdecydowanie — ku linii programowej reprezentowanej przez Platformę Obywatelską. Naród zadecydował jednak inaczej i główna rola w przyszłym układzie władzy przypadnie akurat Prawu i Sprawiedliwości. Dla przedsiębiorców nie musi to oznaczać tragedii, bo wszystko wskazuje na to, że PiS zamierza pozostawić sferę gospodarczą w rękach koalicjanta, a samo zadowoli się resortami kojarzącymi się z najszerzej rozumianym bezpieczeństwem.
Jednak w konstruowaniu programu, co jak się wydaje ruszyło wreszcie z kopyta, PiS ma dzisiaj z natury rzeczy więcej do powiedzenia i wyciśnie piętno także na planach resortów gospodarczych. Mogą zatem nastąpić zmiany większe, niż się przedsiębiorcy spodziewali w tej części otoczenia biznesu, która jest przedłużeniem organów państwowych. Przykładowo, wstrząsów może doznać aparat skarbowy, który z jednej strony ma zostać dowartościowany przez wyłączenie ze struktury resortu finansów i zamianę w samodzielną służbę, ale zarazem ma podlegać weryfikacji (oby tylko merytorycznej). Wiadomo zaś, że wszelkie reformy przejściowo komplikują działalność każdej instytucji, a już zwłaszcza instytucji mającej postać hierarchicznego aparatu.
Nieco inny charakter mają niektóre strategiczne plany PiS. Wolno przyjąć, że nowa władza nie będzie traktowała wejścia Polski do strefy euro jako celu nadrzędnego. O ile jednak samo spowolnienie przyjęcia euro i odsunięcie tego momentu o parę lat da się zaakceptować, i może nawet być korzystne, o tyle referendum w tej sprawie jest bardzo dyskusyjne.
Można też przewidywać, że prywatyzacja nie dojedzie do końca wygodną szosą, ale nadal prowadzona będzie krętymi ścieżkami. Stosunek PiS do prywatyzacji jest pełen rezerwy i już wiadomo, że pewna liczba firm pozostanie całkowitym lub większościowym majątkiem państwowym. Chodzi o przedsiębiorstwa o charakterze infrastrukturalnym (przesył energii, linie kolejowe itd.). Argumentem jest oczywiście bezpieczeństwo państwa, ale skutkiem praktycznym będzie wyłączenie części firm z udziału w grze rynkowej i zamknięcie ich pod szklanym kloszem.
Największą jednak niewiadomą pozostaje sfera finansów publicznych. Socjalna część wyborczego programu PiS oznacza koszty, o oszczędnościach budżetowych mówiono dotąd bardzo ogólnikowo. I w tym miejscu zaczyna się kwestia chyba najbardziej drażliwa, czyli przyszła polityka podatkowa, składkowa itp. Czy nowi ludzie u sterów państwa tradycyjnie potraktują biznes jako dojną krowę? Czy też będą chętni do zrozumienia, że niższe obciążenia mogą, paradoksalnie, zwiększyć przychody budżetu, gdyż zwiększają pola wolnych decyzji gospodarczych, a przez to nakręcają koniunkturę.
Jakoś to nie pasuje do wizerunku potencjalnych szefów finansów państwa, jaki mamy po kampanii wyborczej, ale może nie wiemy o nich wszystkiego.