Menedżer problemów ma wiele — brak czasu i noce spędzane w pracy to najmniejsze z nich.
Lekarstwem na nie będą indywidualne konsultacje.
„Puls Biznesu”: Z jakimi problemami można zmierzyć się w trakcie indywidualnych konsultacji menedżerskich (IKM)?
Krzysztof Manthey, trener w firmie szkoleniowej AG „Test” HR: Problemy dotyczą głównie tego, co jest podstawą funkcjonowania we współczesnym świecie, czyli komunikacji. Często problemem jest komunikacja z przełożonymi czy podwładnymi i dopiero w dalszej rozmowie okazuje się, że są to problemy z komunikacją z samym sobą — brak jasnej perspektywy pracy, ciągłe pytania: dokąd zmierzam, co robię, po co to robię? Świadomość, że uczestniczę w biegu, przed którym jednocześnie się bronię i z którego nie potrafię się wyrwać. Bronię się, bo ten wyścig mnie niszczy, nie mam czasu na przyjaciół, na żonę i dzieci, i mieszkam 600 km od domu. Z drugiej jednak strony, ciągle w nim uczestniczę, bo nie widzę alternatywy. Polityka korporacji powoduje sytuację, w której taki menedżer myśli: „no dobrze, jeśli wyjdę z tego wyścigu, to nie mam nic w zamian, pozostaję sam!”. Oczywiście najzdrowiej byłoby przegadać sprawę z kolegą — jak w szkole czy na studiach. Ale kolejny problem współczesnych młodych menedżerów polega na tym, że oni po prostu nie mają z kim rozmawiać! Nie mają kolegów — to są tylko rywale. I komu taki na pozór prężny pracownik ma powiedzieć, że za dwa tygodnie ma prezentację dla klienta i nogi mu się trzęsą? Do kogo powinien się zwrócić? Do nas!
No dobrze, menedżer wie już, że ma problem, zwraca się do trenera. I co?
Na początek spotykamy się w sytuacji całkowicie nieformalnej, zamawiamy kawę lub herbatę i po prostu rozmawiamy. Sama rozmowa często wygląda tak:
— Mam u siebie 12 osób, z wieloma jestem zaprzyjaźniony, otrzymałem polecenie, by ich zwolnić. Nie wiem, co robić.
Nasz rozmówca przedstawia nam swój problem i dalej mówi:
— Bo rozważałem takie możliwości...
Właściwie to jest monolog.
W większości przypadków po tym pierwszym spotkaniu ustalimy, w jaki sposób możemy pomóc. Jednak — jak pokazuje moja praktyka pozazawodowa — bardzo często ta rozmowa wystarcza. Ludziom najzwyczajniej w świecie potrzeba rozmówcy.
A jeżeli jedno spotkanie nie pomoże, bo problem jest zbyt złożony?
W Polsce istnieją tylko dwa modele pracy z menedżerami — z jednej strony jest to coaching, czyli praca indywidualna, skupiona na rozwoju konkretnych umiejętności, a także raczkujący dopiero na naszym rynku mentoring, koncentrujący się na kształtowaniu osobowości, na samodzielnym rozwoju, a z drugiej strony wypełnione do granic możliwości gabinety psychoterapii. Nie ma czegoś, co byłoby pośrodku — produktu, który jest formą osobistego partnerstwa ze szkoloną osobą — bez wchodzenia na poziom bardzo zawodowy, bo nie jesteśmy i nie staramy się być specjalistami np. w bankowości czy finansach firm, ale też nie chcemy być psychoterapeutami w pracy z menedżerami.
Na jakie wydatki musi przygotować się menedżer, który zwróci się o pomoc?
Koszt pierwszego spotkania powinien być ekwiwalentem czasu, jaki trener poświęca na spotkanie. Będzie to od kilkudziesięciu do paruset złotych, w zależności od tego, jaki to okres roku i jaka to praca. Chcielibyśmy, by usługa była dostępna dla menedżera średniego czy też wyższego szczebla. Zleceniodawca może zwrócić się do swojej organizacji o współfinansowanie czy refinansowanie takiego procesu, bo obejmuje on działaniem całą firmę, a nie tylko jednostkę.