Trump utkwił w kampanii

  • Przemysław Kwiecień
13-01-2017, 07:00

Tak zwany „Trump trade” to tendencja zdecydowanie dominująca na rynkach finansowych od wyborów w Stanach Zjednoczonych.

Oczekiwania na ekspansję fiskalną, głównie poprzez obniżenie podatków, umocniły dolara i zaprowadziły notowania na giełdach za oceanem do rekordowych poziomów. Nic dziwnego, że inwestorzy wyczekiwali pierwszej od wyborów konferencji prasowej, która okazała się sporym rozczarowaniem.

Donald Trump pokazał przede wszystkim, że mentalnie nadal jest na etapie kampanii wyborczej. Konferencję zdominowały kwestie rosyjskiego wpływu na wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych i krążący w mediach materiał mający prezydenta-elekta kompromitować. Media rządzą się swoimi prawami i pojawienie się tych wątków było oczywiste, ale można było oczekiwać jakiegokolwiek odniesienia się do propozycji ekonomicznych. Temu obszarowi Donald Trump poświęcił bardzo niewiele czasu, posługując się sloganami.

To zarówno zła, jak i dobra informacja. Zła jest oczywista, nowy prezydent nie podchodzi poważnie, a już tym bardziej kompleksowo do polityki gospodarczej. Populizm mógł być taktyką w kampanii wyborczej, jednak można było oczekiwać, że już w okresie przed zaprzysiężeniem Donald Trump zacznie merytorycznie przygotowywać się do objęcia urzędu.

Konferencja, która odbyła się w środę, na to nie wskazuje. Co więcej, nieliczne wątki poświęcone gospodarce zamiast wyczekiwanego pakietu fiskalnego dotyczyły relacji handlowych, gdzie prezydentura Donalda Trumpa może przynieść bardzo niekorzystne zmiany. Pojawił się ponownie agresywny język, w szczególności względem Meksyku i Chin, a to zły znak, bo w kwestiach handlowych prezydent-elekt będzie miał bardzo dużą swobodę działania i wzrost protekcjonizmu, nie tylko w USA, ale w skali globalnej, jest zagrożeniem realnym.

Fakt, iż Donald Trump w zasadzie nie mówił nic o podatkach czy wydatkach na infrastrukturę, może być pozornie rozczarowujący, ale na dłuższą metę może być to dobra informacja. Panuje powszechna zgoda, iż wdrożenie połączonych pomysłów nowego prezydenta z okresu kampanii jest kompletnie nierealne ze względu na koszty. Jeśli Donald Trump miałby zgodnie z typową procedurą do 6 lutego przedstawić oparty na takich propozycjach budżet, mógłby otworzyć wewnątrzpartyjny konflikt.

O ile bowiem wśród republikanów dominuje chęć obniżenia podatków, wielu kongresmenów tej partii jest przeciwnych nadmiernemu zwiększaniu deficytu budżetowego. Jeśli zaś Donald Trump pozostawi kwestie fiskalne Kongresowi, ten za pomocą skomplikowanych procedur może wprowadzić wiele zmian w podatkach, nie pytając o zdanie demokratów.

Po pierwsze, jest spora szansa, że będą to zmiany znacznie bardziej rozsądne i przede wszystkim wewnętrznie spójne. Jednocześnie, przy mocnej obecnie amerykańskiej gospodarce każda ekspansja, nawet kilkakrotnie mniejsza niż w planach Donalda Trumpa, będzie powodowała konieczność reakcji ze strony Fedu, co będzie wpływać na notowania dolara. O ile zatem prezydent-elekt zawiódł w czwartek inwestorów, to nie koniec „Trump trade”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PRZEMYSŁAW KWIECIEŃ CFA X-Trade Brokers DM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Trump utkwił w kampanii