Trwa szukanie sposobu na przewozy regionalne

Agata Hernik
opublikowano: 2007-09-20 00:00

Samorządy chcą uniezależnić się od PKP. Do tego niezbędna jest jednak liberalizacja rynku regionalnych przewozów pasażerskich…

Transport osób Samorządy same próbują rozwiązać kolejowy problem

Samorządy chcą uniezależnić się od PKP. Do tego niezbędna jest jednak liberalizacja rynku regionalnych przewozów pasażerskich…

Liberalizacja rynku sprawiłaby, że samorządy lokalne wydawałyby mniej na finansowanie przewozów regionalnych. A wydają niemało — w 2006 r. sejmiki dopłaciły spółce PKP Przewozy Regionalne (PKP PR) pół miliarda zł. Poszerzyłoby się też grono tych, którzy mogą zarobić na przewozach i poprawiłaby się obsługa pasażerów. Teoretycznie więc uwolnienie rynku powinno zadowolić wszystkich.

— Konkurencja na rynku towarowym została wymuszona przez UE i pomimo wielu przeszkód przynosi pozytywne rezultaty. Jednak liberalizacji rynku pasażerskiego, z wyjątkiem międzynarodowego, co ma nastąpić w 2010 r., Unia się przestraszyła. Ochrona rynku przez rząd i Urząd Transportu Kolejowego nie pozwala na szybkie wejście nań prywatnych przewoźników — tłumaczy Adrian Furgalski, dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych Tor.

Kłopot z wagonami

Jednym z głównych problemów jest brak taboru. Prywatni przewoźnicy nie mają go w ogóle, a jeśli mają, to za mało, by obsłużyć trasy w całym województwie. Tylko w nieznacznym stopniu problem rozwiązują, kupowane przez samorządy i udostępniane przewoźnikom, szynobusy. A tabor użytkowany przez PKP PR jest stary i zdewastowany.

— W ciągu minionych dwóch lat, dzięki środkom z Sektorowego Programu Operacyjnego Transport, zainwestowaliśmy około 100 mln EUR w modernizację i kupno taboru. Będziemy się też ubiegać o fundusze z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2007-13. Dla wszystkich przewoźników przewidziano tam 400 mln EUR — mówi Łukasz Kurpiewski z PKP PR.

Z tych pieniędzy spółka sfinansowała modernizację 81 wagonów pasażerskich, 75 pociągów elektrycznych i kupno 11 nowoczesnych pociągów elektrycznych. Biorąc pod uwagę, że PKP PR są właścicielem 1058 elektrycznych zespołów trakcyjnych, 3234 wagonów i 12 spalinowych autobusów szynowych, jest to kropla w morzu potrzeb.

O tabor spierali się udziałowcy spółki Koleje Mazowieckie (KM). Są nimi samorząd województwa (95 proc. udziałów) i PKP PR (5 proc). Przyczyną konfliktu były 43 mln zł długu, które uzbierały KM wobec PKP PR z tytułu wynajmowania taboru. Konflikt udało się na razie zażegnać. Samorząd postanowił odkupić od PKP należące do nich 5 proc. udziałów spółki.

— Objęcie wszystkich udziałów przez jednego właściciela znacznie ułatwi proces decyzyjny i uprości zarządzanie — twierdzi Piotr Szprendałowicz, członek zarządu województwa mazowieckiego.

Pierwsze jaskółki

Jednak problemu taboru to nie rozwiązuje. Samorząd czekają poważne inwestycje.

— W lipcu podpisaliśmy kontrakt z Bombardierem na dostawę 37 wagonów piętrowych. Ponadto w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego przewidziano zakup 20 elektrycznych zespołów trakcyjnych dla KM. Orientacyjny koszt to 420 mln zł — mówi Piotr Szprendałowicz.

Podobną drogą zdecydowała się pójść Wielkopolska. Koleje Wielkopolskie mają być spółką, której udziałowcami będą samorząd województwa i PKP PR. Kiedy na tory wyjadą pierwsze pociągi — nie wiadomo. Strony nie mogą się porozumieć co do sposobu wnoszenia do spółki majątku trwałego.

— Samorząd użyczy 20 autobusów szynowych, a PKP PR niezbędne do ruchu regionalnego elektryczne zespoły trakcyjne i wagony. Województwo wielkopolskie przy wsparciu finansowym UE planuje zakup 20-30 elektrycznych zespołów trakcyjnych — zapowiada Henryk Szczefanowicz, z departamentu transportu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego.

Inny pomysł mają władze województwa kujawsko-pomorskiego. Jego zarząd rozpisał przetarg na świadczenie części usług kolejowych. W przetargu wyłoniono polsko-brytyjskie konsorcjum PCC Rail/Jaworzno Arriva Polska, które będzie wozić pasażerów na regionalnych liniach niezelektryfikowanych. Pierwsze pociągi ruszą 9 grudnia.

Znak zapytania

Przewozy regionalne coraz bardziej zbliżają się do samorządów — co odpowiada tendencjom europejskim. Istnieje też plan rządu dotyczący podziału PKP PR między samorządy.

— Obecnie samorząd wojewódzki jest odpowiedzialny za finansowanie przewozów, ale jego wpływ na rozkład jazdy, koszty ponoszone przez PKP PR i koordynowanie na swoim terenie środków transportu jest iluzoryczny. Reforma przygotowana przez rząd idzie w dobrym kierunku, choć zdecydowanie lepsze byłoby rozbicie PKP PR na pięć dużych kompanii samorządowych. Jedna spółka i 16 udziałowców to powinno być rozwiązanie przejściowe i nie wykluczające sprzedaży części udziałów — przekonuje Adrian Furgalski.

Jeżeli rządowa reforma wejdzie w życie, to z liberalizacji rynku przewozów regionalnych nic nie wyjdzie. Samorządy nie będą ogłaszać przetargów, skoro będą miały zależne od siebie spółki, których zadaniem będzie wożenie pasażerów.

— By przejąć pełną odpowiedzialność za przewozy, samorządy muszą mieć odpowiednie narzędzia. Chodzi o uchwalenie ustawy o zbiorowym transporcie publicznym, jasno określającej, kto za co odpowiada, za jakie usługi przewozowe płaci i z jakich środków. Rząd musi poprzez Fundusz Kolejowy wesprzeć samorządy w procesie odnowy taboru i remontu części linii regionalnych i lokalnych, które samorząd chce przejąć. Same środki własne samorządu i pomoc unijna nie wystarczą, gdyż potrzeby ostrożnie szacuje się na 10 mld zł. Obecnie rozmowy rządu z samorządami zamarły, więc reforma znów się opóźni — podsumowuje Adrian Furgalski.

Agata Hernik