Trwa walka o pasażera

Dorota Wojnar
opublikowano: 2007-07-19 00:00

Przewoźnicy autokarowi nie cieszą się z rozwoju rynku lotniczego. Zbyt wielu ich pasażerów postanowiło polatać.

W UE Polacy polubili latanie. Autokary poszły w odstawkę, ale liczą na powrót utracjuszy.

Przewoźnicy autokarowi nie cieszą się z rozwoju rynku lotniczego. Zbyt wielu ich pasażerów postanowiło polatać.

Polacy, którzy do niedawna po Europie poruszali się własnym autem lub autokarem, teraz nie wyobrażają sobie podróżowania bez samolotu. Co na to firmy zajmujące się drogowym przewozem pasażerów? Do entuzjastów latania nie należą i od trzech lat desperacko walczą o pasażerów.

Czas na wagę złota

Wstąpienie Polski do UE oraz otwarcie granic i europejskiego nieba umożliwiło wejście na nasz rynek tanich linii lotniczych. W 2006 r. polskie lotniska obsłużyły 6,5 mln, a w pierwszym kwartale bieżącego roku 1,67 mln pasażerów tanich linii. Przewoźnicy drogowi przyznają, że odczuwają skutki popularności przewozów lotniczych, szczególnie tych do Wielkiej Brytanii.

— Na dalekich i męczących trasach, takich jak Anglia, Szkocja, Irlandia czy Hiszpania, pasażerowie dość szybko przesiadają się z autokaru do samolotu. Ale cena nie zawsze jest czynnikiem decydującym — uważa Andrzej Krzynówek, dyrektor przewozów autokarowych Orbis Transport.

Decyduje przede wszystkim czas: autobusem z Warszawy do Londynu trzeba podróżować ponad 20 godzin, podczas gdy samolotem — jedynie 2,5 godziny. W tej kwestii przewoźnicy autokarowi nigdy nie będą mieli przewagi. Jednak nie załamują rąk, bo uważają, że autokar też ma swoje dobre strony.

— Jego zaletą jest możliwość rozpoczęcia podróży w miejscu zamieszkania pasażera i możliwość zabrania większej ilości bagażu. A to ma ogromne znaczenie dla osób wyjeżdżających za granicę do pracy — mówi Grażyna Wojnowska, prezes Eurolines Polska.

Według niej, obecnie rynkiem przewozów autokarowych rządzi właśnie rynek pracy w krajach UE. Pasażerami firm transportowych w większości są bowiem polscy pracownicy szukający szczęścia na zachodzie Europy i odwiedzające ich rodziny.

— Coraz więcej osób podróżuje autokarem do Niemiec i krajów Beneluksu, ponieważ siatka połączeń tanich linii z tymi krajami jest słaba. Na północ Niemiec, np. do Hamburga, tanie linie z Polski nie latają w ogóle. Podobnie jest z Beneluksem, dokąd, poza Belgią, linie praktycznie nie uruchomiły lotów — dodaje Andrzej Krzynówek.

Coraz popularniejszym kierunkiem jest także Skandynawia.

Dość miejsca

Zła wiadomość jest taka, że ci podróżni, których początkowo nie stać na przelot samolotem, po 2-3 miesiącach pracy za granicą już mają pieniądze na bilet lotniczy. Dlatego firmy autokarowe muszą szukać innego sposobu na przyciągnięcie pasażerów. Już zaczęły wychodzić z dużych miast i rozszerzają siatkę połączeń z mniejszymi miejscowościami, najlepiej takimi, które nie mają lotniska. Zwracają też uwagę na stabilność ceny przewozów autokarowych.

— W przypadku tanich linii im data wylotu jest bliżej, tym bilet jest droższy. U nas cena z reguły pozostaje taka sama — podkreśla Andrzej Krzynówek.

Sprawdźmy. Dziś bilet z Warszawy do Londynu na przelot liniami Centralwings 1 września kosztuje 299 zł, a bilet na lot jutrzejszy (20 lipca) — 566 zł. Bilet kupiony w Orbisie w tych samych terminach kosztuje niezmiennie 359 zł. Firmy autokarowe wytykają też tanim liniom inne słabe strony.

— Wielu Polaków już się przeleciało samolotem i przestał on być dla nich ciekawą nowinką. Wielu pasażerom wycofano lot, wielu przeżyło noc na lotnisku. Teraz sytuacja się stabilizuje. W Europie każdy środek transportu musi znaleźć swoje miejsce na rynku — i samolot, i pociąg, i autokar. Sytuacja z pewnością się unormuje, co widać na przykładzie naszych partnerów na zachodzie Europy, którzy konkurując z tanimi liniami lotniczymi i nowoczesną koleją, dobrze sobie radzą — mówi Grażyna Wojnowska.