Trzeba umieć inwestować w fundusze

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2009-02-27 00:00

W 2008 r. kilkaset tysięcy osób wycofało pieniądze z funduszy,

bo straciło kilkadziesiąt procent. A wystarczyło wybrać inne…

ie tak to miało wyglądać — mówią klienci funduszy inwestycyjnych. Po bardzo słabej drugiej połowie 2007 r. ubiegły rok zaczynali pełni optymizmu. I nie były to marzenia — przedstawiciele TFI w pierwszych miesiącach 2008 r. zapewniali, że spadki wkrótce się skończą i w 2008 r. na akcjach będzie można zarobić. Kto uwierzył, a było takich wielu, żałuje. Średni wynik funduszu akcji polskich w 2008 r. to –49,8 proc. najgorszy: DWS Top25 Małych i Średnich Spółek stracił 66,9 proc., najlepszy: SKOK Akcji "tylko" 39,5 proc. W większości fundusze poradziły sobie gorzej niż indeks giełdowy WIG, który w 2008 r. spadł o około 50 proc.

— Fundusze akcyjne w czasie bessy niewiele mogą zrobić. Nawet jeśli zredukują udział akcji do statutowego minimum, nie uchroni to klientów od strat. W takich czasach lepiej mieć pieniądze ulokowane w funduszach bezpiecznych — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Niewiele lepiej spisały się fundusze zrównoważone. Tu średnia to: -31,6 proc. Choć niektórzy nie mają powodów do rozpaczy. PZU Optymalnej Alokacji stracił zaledwie 6,6 proc. i zdystansował konkurentów. Najgorszy w tej kategorii ING Selektywny uszczuplił portfele klientów aż o 59,7 proc., czyli znacznie więcej niż niejeden akcyjny. Wartość jednostek funduszy stabilnego wzrostu tym razem stabilnie spadała. Z jednym wyjątkiem. Unistabilny Wzrost zarządzany przez Union Investment TFI zarobił dla klientów 3,7 proc. Niewiele, tym bardziej, że w 2008 r. na lokatach można było zarobić 6-8 proc. Ale i tak nieźle, bo średnia dla tej kategorii to -17,2 proc., a najgorszy Pioneer Stabilnego Wzrostu stracił aż 25,5 proc.

Zdaniem Tomasza Publicewicza, analityka Analiz Online, bessa pokazała słabość funduszy mieszanych i stabilnego wzrostu. Sprzedawane były jako połączenie bezpieczeństwa (dzięki obligacjom w portfelu) i potencjału zysków (dzięki akcjom). Okazało się to mitem — w czasie hossy zarabiały mniej, ale w czasie bessy wcale nie obroniły portfela dla inwestorów.

Były i zyskowne

Nie oznacza to, że dziesiątki, a może nawet setki, tysięcy klientów, którzy porzucili w 2008 r. fundusze dobrze zrobiło. Zamiast umarzać jednostki i realizować spore straty, warto było przenieść się do innych kategorii funduszy. Bo były takie, które pozwoliły przyzwoicie zarobić. Fundusze polskich obligacji zyskały średnio: 6,6 proc., ale aż sześć może pochwalić się wynikiem dwucyfrowym. Najlepszy PKO/CS Obligacji Długoterminowych przyniósł aż 21,5 proc. zysku. I to przy stosunkowo niskim ryzyku. Niestety, w tym gronie znalazła się jedna czarna owca: SEB Obligacji Plus stracił 2,4 proc., co było konsekwencją inwestycji w papiery rosyjskie gdy tamtejszy rynek się załamał. Umiarkowane powody do zadowolenia mogą mieć klienci funduszy pieniężnych. Wszystkie dla nich zarobiły średnio: 4,2 proc., ale nawet najlepsze: Idea Premium 6,5 i UniWibid 6,4 proc. pobiły benchmarki i mogły śmiało rywalizować z lokatami.

Alternatywa popłaca

Absolutnym hitem 2008 r. okazały się fundusze alternatywne (hedgingowe), czyli inwestujące w różne klasy aktywów i na różnych rynkach przy jednoczesnym wykorzystaniu instrumentów pochodnych. Najagresywniejszy: Superfund C zarobił w 12 miesięcy 62 proc., Superfund B 48 proc., a najmniej agresywny Superfund A 28,9 proc. Fundusze zarządzane przez Superfund TFI zdeklasowały rywali ze swej kategorii: flagowy fundusz Investors TFI stracił 10,3 proc., a Opera TFI aż 65,7 proc. Mimo, że fundusz alternatywne z definicji określane są jako produkty na złe czasy, a wyniki udowodniły, że to nie tylko marketing, w 2008 r. nie wpłynęło do nich wiele pieniędzy. Winna: mała dostępność i zrozumiałość działania dla klientów.

Odbijamy od dna

Od kilku miesięcy wyraźnie osłabł zapał do umarzania jednostek. Oznacza to, że klienci o słabszych nerwach już się wycofali. Ci, którzy zostali, albo zaciskają zęby i liczą, że za kilka lat odrobią straty, albo wierzą w szybkie odbicie. Jak będzie? Analitycy są w tym roku wyjątkowo zgodni i odpowiadają… nie wiadomo. Sytuacja na rynkach finansowych rozwija się w sposób absolutnie nieprzewidywalny. Tylko w ubiegłym tygodniu indeks największych spółek na warszawskiej giełdzie spadł o ponad 7 proc., by kilka dni później wzrosnąć o ponad 5 proc. Przedstawiciele branży TFI ankietowani przez "Puls Biznesu" na początku roku, widzieli przyszłość w umiarkowanie jasnych barwach. Pesymiści mówili, że fundusze akcyjne wyjdą w tym roku na zero. A na pozostałych będzie można zarobić co najwyżej kilka procent. Optymiści mówili o tym, że agresywne produkty pozwolą zarobić kilkanaście procent. Obecny konsensus rynkowy to słabe pierwsze półrocze, które dla klientów funduszy akcyjnych oznaczało będzie raczej straty i odbicie w drugim półroczu. W całym 2009 r. na akcjach inwestorzy powinni wyjść na zero lub minimalny plus.

Pierwsze półtora miesiąca zostawia klientów w różnych nastrojach. Posiadacze jednostek funduszy akcyjnych wciąż mają powody do nerwów. W półtora miesiąca stracili średnio ponad 19 proc. Na drugim biegunie są ci, którzy zainwestowali w fundusze obligacji zagranicznych. Szczególnie w lokujące za wielką wodą. Umacniający się dolar podbił wyniki w tej kategorii. Najlepszy — Pioneer Obligacji Dolarowych Plus — zarobił aż 38 proc., a średnia przekracza 30 proc. Fundusze akcji zagranicznych zarobiły ponad 15 proc. Wciąż pod kreską są fundusze stabilnego wzrostu i mieszane.