Trzeba zrozumieć, skąd to pochodzi

Grzegorz Zalewski
opublikowano: 2005-06-21 00:00

Rośnie zainteresowanie inwestycjami alternatywnymi. Aktywa funduszy hedge przekroczyły w ubiegłym roku bilion dolarów.

Fundusze hedge budzą od wielu lat liczne emocje. Z jednej strony z uwagi na spektakularne stopy zwrotu — jak na przykład wyniki funduszy Quantum należące do miliardera George Sorosa — po kilkadziesiąt procent rocznie. Z drugiej zaś na nie tak dawny, bo w 1998 upadek funduszu Long Term Capital Management, prowadzonego przez noblistów, który stracił niemal całość z 1,3 mld dolarów w nim zainwestowanych głównie przez instytucje, w tym renomowane banki.

Źródło nieporozumień

Fundusze hedge wciąż rodzą wiele nieporozumień, u podłoża których leży przede wszystkim ich nazwa. Niewiele jest produktów w świecie finansów, których nazwa może być aż tak myląca i niejednoznaczna. Określenie fundusze budzi naturalne skojarzenia z funduszami inwestycyjnymi, które podlegają ścisłym regulacjom oraz wymaganiom. Tymczasem nie ma nic bardziej błędnego. Nazwa fundusze w tym przypadku jest wyłącznie zwyczajowa, co nawet mocno podkreśla specjalny raport przygotowany przez amerykańską Komisję Papierów Wartościowych (SEC). Są to przeważnie prywatne spółki, których jedynym związkiem z funduszami jest to, że przyjmują pieniądze od inwestorów — będących udziałowcami tych firm — i inwestują je w różnorodny sposób. Często w wyjaśnieniach pojawia się więc termin spółki inwestycyjne, specjalne rozwiązania inwestycyjne lub nawet firmy zarządzające aktywami. Pierwsza tego typu firma pojawiła się w USA w 1949 roku jako Alfred W. Jones LP, biorąc nazwę od jej założyciela. Określania fundusz w stosunku do spółki Jonesa użyto w magazynie „Fortune” w 1966 r.

Spółka Jonesa została nazwana funduszem hedge, czyli wykorzystującym transakcje zabezpieczające (faktycznie krótką sprzedaż), pozwalające uchronić ją przed spadkami cen na rynku akcji, na którym głownie działała. Ten rodzaj transakcji, zakazany przez SEC w klasycznych funduszach, był jednym z powodów założenia firmy w dokładnie takiej formule.

Nie wszystko złoto

Z czasem określenie hedge przylgnęło do wszelkiego rodzaju spółek inwestycyjnych, wykorzystujących dźwignię oraz krótką sprzedaż, nawet nie w celu zabezpieczania się, ale wyjątkowo agresywnej spekulacji. Dziś liczba technik i narzędzi stosowana przez twórców tego typu firm inwestycyjnych znacznie odbiegła od pierwotnego pomysłu Jonesa. Widoczna jest również różnorodność pod względem rozwiązań prawnych — mamy do czynienia ze spółkami komandytowymi, z o. o., akcyjnymi. W niektórych krajach emitowane są obligacje, połączone z faktycznymi funduszami. Ma to na celu znalezienie rozwiązań pasujących do danych obszarów prawnych.

Offshore to nie raj

Zajmijmy się jeszcze pojęciem offshore. To kolejne nieporozumienie związane z tą branżą. Dla wielu osób pojęcie offshore jest równoznaczne z rajami podatkowymi, w rodzaju Kajmanów czy wysp Bahama. Tymczasem samo pojęcie również ma związki z historycznym miejscem narodzin funduszy hedge, czyli USA. Choć pierwsza spółka Jonesa — założona została na terytorium USA, jego naśladowcy chcieli przede wszystkim obniżyć koszty działania tego typu przedsięwzięć — rzecz naturalna w prywatnym biznesie. W ten sposób zaczęto rejestrować spółki poza terytorium USA, choćby w rejonie wysp Bahama i Bermudach. Dla Amerykanina każda spółka zarejestrowana poza USA będzie offshore. Dla Polaka będzie nim każdy zagraniczny fundusz bez względu, czy zarejestrowany na Bermudach, czy w Irlandii.

Grzegorz Zalewski, Alternative Investment Services