TRZEBINIA I JEDLICZE ŻĄDAJĄ AKCJI PKN
Udziałowcy dwóch rafinerii południowych grożą sparaliżowaniem pracy tych zakładów
Grupa akcjonariuszy rafinerii południowych — Jedlicze i Trzebinia podejmuje działania zmierzające do wykupienia posiadanych przez nich walorów przez Polski Koncern Naftowy lub ich zamiany na akcje PKN. Tymczasem ani koncern, ani jego główny udziałowiec — Skarb Państwa nie spieszą się z rozwiązaniem tego problemu. Zdesperowani udziałowcy, wśród których obok pracowników znajdują się podobno inwestorzy skupieni wokół Jana Kulczyka, gotowi są podjąć działania mogące sparaliżować funkcjonowanie obu zakładów.
Od przeszło dwóch lat pracownicy rafinerii ropy naftowej w Jedliczach i Trzebini domagają się rozwiązania problemu posiadanych przez nich akcji. Proponują zamianę tych papierów w stosunku 1:2 na walory Polskiego Koncernu Naftowego Orlen, który posiada po 75 proc. udziałów w obu rafineriach, lub wykupienie ich przez PKN według wartości księgowej. Według nieoficjalnych informacji problem powinien zostać rozwiązany do końca maja.
— Jesteśmy gotowi rozpocząć merytoryczne rozmowy nad uregulowaniem kwestii akcji pracowniczych. Poza naszą wolą potrzebna jest jeszcze decyzja właściciela, która powinna zapaść w Ministerstwie Skarbu Państwa i Nafcie Polskiej — twierdzi Krzysztof Cetnar, dyrektor ds. planowania i nadzoru właścicielskiego PKN.
W obu wyminionych przez niego instytucjach nie udało nam się uzyskać odpowiedzi.
— Rozwiązań jest kilka. PKN Orlen może odkupić te akcje, ale może też na przykład podnieść kapitał w Trzebini i w ten sposób zmarginalizować problem. Na razie będzie to suwerenna decyzja ministra skarbu, który posiada 54 proc. akcji PKN-u — uważa Janusz Kwiatkowski z Nafty Polskiej.
Tymczasem grupa udziałowców Rafinerii Trzebinia, złożona z pracowników i inwestorów, którzy nabyli od nich akcje, posiadająca kilkanaście procent udziałów, zamierza uzupełnić program majowego WZA tej spółki o propozycję wykupienia akcji pracowniczych lub ich zamiany na akcje PKN. Podobne działania przygotowywane są w Jedliczach. Samo wprowadzenie takich punktów pod obrady WZA obu rafinerii niczego nie zmieni. Ma natomiast na celu demonstrację siły i determinacji udziałowców. Według nieoficjalnych wiadomości, sprzyja im grupa akcjonariuszy Polskiego Koncernu Naftowego i posłów.
— Będziemy blokować uchwały niekorzystne dla posiadaczy akcji pracowniczych — zapewnia Arkadiusz Flac, przedstawiciel prywatnych inwestorów.
PKN to największe przedsiębiorstwo w Polsce. Spółka powstała z połączenia Petrochemii Płock i Centrali Produktów Naftowych. Zanim jednak do tego doszło, Petrochemia Płock kupiła od Nafty Polskiej 75 proc. akcji Rafinerii Jedlicze (1998 r.) i Rafinerii Trzebinia (1997 r.).
— Wtedy można było załatwić wszystko. W przypadku spółek Skarbu Państwa często wprowadzany jest zapis, że inwestor jest zobowiązany do odkupienia od załogi pakietu pracowniczego — mówi Krzysztof Cetnar.
Ale negocjatorzy prowadzący rozmowy o sprzedaży Trzebini i Jedlicz nie naciskali na takie rozwiązanie.
— Pierwotnie oferowali Petrochemii 47 proc. akcji Trzebini, resztę Płock miał kupić od załogi. Prezes Konrad Jaskóła (ówczesny szef Petrochemii Płock) nie popierał takiego rozwiązania i szybko zgodzono się na zakup przez Petrochemię 75 proc. udziałów w każdej z rafinerii — wspomina pragnący zachować anonimowość członek grupy negocjacyjnej, reprezentujący NSZZ Solidarność.
Gorsza część holdingu
Zanim Rafineria Trzebinia została kupiona przez Petrochemię, przeprowadzono w niej gruntowną restrukturyzację kosztów. Między innymi wydzielono spółki nie związane z produkcją, ograniczono zarobki, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczono na modernizację. Dziś pensje w Trzebini i Jedliczach oscylują wokół średniej krajowej. Wypłaty w Płocku są kilka razy wyższe.
— Ale nikt nie chce głośno mówić, w regionie panuje takie bezrobocie, że każdy boi się o to, że jak za dużo powie, straci pracę. Jeszcze jedno jest w tym wszystkim denerwujące. Nasi koledzy z Płocka o nas zapomnieli. Oni swoje pieniądze już wzięli i teraz nic ich nie obchodzi — mówi Jan Mentel, szef NSZZ Solidarność w Rafinerii Trzebinia.
Mówi on o dużych, jak na warunki przeciętnego pracownika, pieniądzach. Pracownicy Petrochemii o stażu większym niż 20 lat dostali po 856 akcji o wartości nominalnej 8,5 tys. zł. Najwięcej zarobili oczywiście cierpliwi pracownicy Płocka. Po giełdowym debiucie PKN-u, największy pakiet pracowniczy, 6848 akcji, był wart sporo ponad 152 tys. zł.
W Nafcie Polskiej, która jest właścicielem trzech południowych rafinerii: w Gorlicach, Jaśle i Czechowicach od dawna trwają dyskusje nad rozwiązaniem problemu akcji pracowniczych.
— Jest jeszcze za wcześnie, by mówić o konkretnych rozwiązaniach. W tej chwili mamy ważniejszy problem, jakim jest unowocześnienie tych zakładów — podkreśla Janusz Kwiatkowski.
Właściwie nie problem
Petrochemia jeszcze przed połączeniem z CPN była największym przedsiębiorstwem w kraju. Zysk netto giganta przekroczył w 1999 r. 760 mln zł.
— Wykupienie akcji pracowniczych, np. według wartości księgowej, czy też ich zamiana na akcje PKN to w skali koncernu drobna sprawa i jeżeli tylko zapadłaby taka decyzja, moglibyśmy to zrobić od ręki. Wystarczy jedno słowo ministra skarbu, a potem Nafty Polskiej, i nie ma problemu — zapewnia Krzysztof Cetnar.
Co prawda Skarb Państwa posiada tylko 10 proc. udziałów w PKN, ale poprzez Naftę Polska ma ich jeszcze 44 proc.
— To czasem zbyt mało, by przeforsować decyzje — dodają w Nafcie Polskiej.
Na początku kwietnia 2000 r. do zarządu rafinerii w Jedliczach dotarło pismo sygnowane przez prezesa Cetnara. Napisał w nim, że do czasu zakończenia kontroli skarbowej w zakresie prawidłowego rozliczenia podatku akcyzowego, PKN nie jest zainteresowany nabyciem lub zamianą akcji pracowniczych. Sugeruje też, że najwłaściwszym rozwiązaniem byłoby wniesienie tych akcji do pracowniczego programu emerytalnego.
— O wynik kontroli jesteśmy spokojni i pismo to odbieramy jako deklarację woli do szybkiego podjęcia rozmów. Ponieważ załoga nie jest zainteresowana programem emerytalnym, list ten traktujemy jako zapowiedź rozmów na temat wykupu akcji np. według wartości księgowej lub ich zamiany na akcje PKN — mówi Stanisław Chochołek, przewodniczący Branżowego Związku Zawodowego Pracowników Rafinerii Jedlicze.
Lata oczekiwania
— Pisaliśmy m. in. do rady nadzorczej, żeby firma wykupiła nasze akcje. Próbowaliśmy rzecz załatwiać przez Solidarność na szczeblu centralnym. Pisaliśmy do premiera, ministra skarbu, ministra przemysłu. Obiecanek było co niemiara — mówi Jan Mentel.
Pracownicy Trzebini i Jedlicz są przekonani, że zarząd PKN traktuje rafinerie południowe po macoszemu.
— Przecież Petrochemia nie kupiła nas po to, żeby być naszym dobroczyńcą. Chodziło głównie o dostęp do największego krajowego rynku — do Śląska — twierdzi Jan Mentel.
Część pracowników chcąc ratować domowe budżety pozbyła się swoich akcji. Przez kilka miesięcy skupywała je tzw. grupa warszawsko-krakowska, z którą według nieoficjalnych informacji powiązany jest Jan Kulczyk i jeden z krakowskich domów maklerskich. Według nie potwierdzonych informacji kontrolują około 12 proc. udziałów w Trzebini. W przypadku Jedlicz trudno ocenić ich zaangażowanie. Podobno widząc niechęć PKN do rozwiązania sprawy Trzebini, stosunkowo wcześnie wstrzymali zakupy.
— Kupowaliśmy akcje po cenie nominalnej 10 zł, chociaż zdarzały się i transakcje po 13 i więcej zł.
Wraz z grupą pracowników zamierzamy uprzykrzyć życie PKN. Mamy ponad 10 proc. udziałów co sprawia, że możemy nie tylko wnosić punkty pod obrady WZA, ale i zwoływać NWZA — dodaje Konrad Jastrzębski, inwestor z Warszawy.
NIE CHCE I NIE MUSI: Kierowany przez Andrzeja Modrzejewskiego PKN mógłby za zgodą ministra skarbu szybko rozwiązać kwestię spornych akcji. Nie jest jednak do tego zobowiązany żadnym zapisem w umowach przyznających pracownikom walory rafinerii w Trzebini i Jedliczach. fot. Grzegorz Kawecki
PRZEGAPIONY ZAPIS: Gdyby w umowie kupna przez Petrochemię Płock od Nafty Polskiej akcji rafinerii w Jedliczach i Trzebinia wprowadzano zapis zobowiązujący inwestora do odkupienia od załogi pakietu pracowniczego, dziasiaj nie byłoby problemu. Ale negocjatorzy nie naciskali na takie rozwiązanie — mówi Krzysztof Cetnar, dyrektor ds. planowania i nadzoru właścicielskiego PKN. fot. Grzegorz Kawecki