Trzy lata wolnego mleka

Michalina Szczepańska
opublikowano: 11-03-2018, 22:00

Deregulacja to sukces — twierdzą analitycy. Jest łatwiej, ale bez fajerwerków — oceniają przetwórcy

Zobacz więcej

Fot. Bloomberg

W kwietniu mijają trzy lata od uwolnienia unijnego rynku mleka — zniesienia kwot produkcyjnych przydzielanych poszczególnym krajom, blokujących zwiększanie produkcji. Jak w tej nowej wolnej rzeczywistości odnalazła się polska branża?

Lepiej, bo gorzej

— Od 2014 do 2017 r. dostawy mleka do mleczarni zwiększyły się wolumenowo o 10 proc. — to jeden z najwyższych wyników w UE. Spośród znaczących graczymocniej urosła tylko Irlandia, o 30 proc., i Holandia, o 15 proc. Większą dynamikę od naszej odnotowały też Bułgaria, Luksemburg i Cypr, ale w ich przypadku baza była nieporównywalnie mniejsza — mówi Mariusz Dziwulski, ekspert departamentu analiz ekonomicznych w PKO BP.

Podkreśla, że z tego punktu widzenia rozwój polskiej branży po uwolnieniu kwot mlecznych jest sukcesem.

— Polska jest jednym z krajów, które wygrały na zniesieniu kwot — najwięksi producenci mleka, jak Francja czy Niemcy, zaczęli oddawać trochę miejsca na rynku, m.in. nam. Wiąże się to z przewagami komparatywnymi Polski w produkcji mleka — nasz klimat sprawia, że produkcja jest relatywnie bardziej opłacalna niż np. w krajach Europy Południowej, gdzie rolnikom bardziej opłaca się zakładać sady z owocami cytrusowymi czy winnice niż pastwiska. Przewagi te ujawniają się zwłaszcza na Podlasiu — stosunkowo słabe gleby sprawiają, że region ten jest szczególnie predysponowany do produkcji mleka — twierdzi Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole.

Bufor wydajności

Mariusz Dziwulski zwraca uwagę, że polska produkcja była relatywnie odporna na kryzys. Spadek cen doprowadził do zmniejszenia produkcji w Niemczech w 2017 r., a u nas pomimo takich warunków nastąpił wzrost.

— Pogłowie krów spada od lat, ale jest kompensowane przez ciągły wzrost wydajności — to ona była czynnikiem napędzającym produkcję. Pytanie, o ile będziemy w stanie jeszcze ją zwiększyć w kolejnych latach. Inaczej jest m.in. w Irlandii, która dzięki dużemu udziałowi użytków zielonych(łąk i pastwisk) może swobodnie powiększać stada. U nas ten udział jest jednym z niższych w UE i stanowi czynnik ograniczający branżę — komentuje Mariusz Dziwulski. — Spodziewam się, że w kolejnych latach będziemy w stanie zwiększać skup mleka o 4-5 proc. rocznie, powiększajac udział w unijnym rynku. Tymczasem inny duży producent, Holandia, mierzy się z coraz silniejszymi barierami środowiskowymi, z powodu których musiał ograniczyć pogłowie bydła [chodzi o dyrektywę azotanową i emisję fosforanów, która wiąże się z hodowlą bydła — red.] — dodaje Jakub Olipra. Zaznacza, że polskie mleczarstwo dowiodło, że jest bardzo elastyczne — po dołku cenowym na początku 2016 r., który zniechęcał do produkcji, potrafiło bardzo szybko ją odbudować. © Ⓟ

Setki milionów

Za ideą wprowadzenia kwot mlecznych stała chęć ograniczenia ogromnych wahań cenowych na rynku mleka w UE i niedopuszczenia do jego nadpodaży. Nasi rolnicy przyznaną kwotę kilkakrotnie przekraczali, a potem domagali się umorzenia kar bądź rozłożenia ich na raty. Argumentowali, że rosnąca produkcja jest przez nas eksportowana poza UE, a więc nie naruszamy wewnętrznych relacji popytu i podaży, a przez to konkurencji na rynku unijnym, a ponadto rośnie nasz popyt wewnętrzny na produkty mleczarskie. Wysokość kar robiła wrażenie — gdy podsumowano je tuż przed zniesieniem kwot, rachunek dla 63,5 tys. rolników, którzy wyprodukowali więcej, opiewał na około 660 mln zł.

Nadzieje, dołki i górki

Zniesienie kwot od 1 kwietnia 2015 r. rozbudziło nadzieje producentów, przetwórców i ekspertów. Mowa była o nowej erze w mleczarstwie, które w końcu będzie mogło naprawdę rozkwitnąć. Produkcja miała wystrzelić, a branża — zacząć wielką konsolidację, bo nasi mleczarze, konkurując na wolnym rynku ze światowymi graczami, będą potrzebowali skali. Wielkie nadzieje zgasły, gdy nastąpiła wielka korekta, związaną z niskimi cenami mleka. Potem brakowało go jednak do produkcji drożejących na potęgę tłuszczów, głównie masła.

OKIEM SPÓŁDZIELCY

Cena, a nie kwoty

EDWARD BAJKO, prezes Spomleku

Kwoty zawsze uważałem za instrument niepotrzebny i dlatego nieskuteczny w stabilizacji cen, ale też nie miałem wielkich nadziei na przełomowe zmiany po ich zniesieniu. Główne czynniki decydujące o dynamice branży to cena mleka i nastroje rolników. Gdy ceny były wysokie, nawet groźba kar za przekroczenie przyznanych kwot produkcyjnych nie odstraszała wielu dostawców. Widoczny wzrost produkcji jest więc efektem korzystnych cen, a nie braku kwot.

OKIEM PRZETWÓRCY

Więcej odwagi

PRZEMYSŁAW MIKOŁAJCZYK, prezes Polmleku

Te trzy lata nie przyniosły wielkiej rewolucji. Przez ostatnie półtora roku dobrej koniunktury cenowej [do listopada 2017 r. — red.], głównie dzięki cenom tłuszczów, mleczarnie mogły zarobić więcej, bo bez ograniczeń kwotowych były w stanie więcej wyprodukować. Nie można więc uznać uwolnienia rynku za porażkę. Za wielki sukces też nie. Na pewno jest nam łatwiej rosnąć, bo bez ograniczeń mogą rozwijać się nasi dostawcy. Najwięksi, nie musząc martwić się o kwestie administracyjne związane z kwotowaniem, odważniej inwestują w rozbudowę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Trzy lata wolnego mleka