Tatuum przestanie być jedynakiem. Łódzka firma odzieżowa sprowadza dwie marki z zagranicy i tworzy kolejną własną.
Właściciel sieci Tatuum z odzieżową ofertą dla pań i panów chce trafić do większej liczby klientów. Dlatego wprowadza do Polski holenderską markę Turnover z ekskluzywnymi ubraniami dla kobiet. Pierwszy testowy sklep w tych barwach działa w Łodzi, kolejne pojawią się w przyszłym roku w całym kraju.
Kan chce też wprowadzić na nasz rynek amerykańską sieć Arrow z kolekcją męską. Panowie będą mogli odwiedzić salony z tym logo w prawdopodobnie jeszcze w tym roku, kiedy Kan rozpocznie budowę franczyzowej sieci.
— Pod koniec tego roku ruszymy, w kraju i za granicą z naszą drugą własną marką Coyoco — zapowiada Jacek Ulowski, dyrektor finansowy Kana.
Tym razem spółka zaoferuje akcesoria dla kobiet, m.in. biżuterię, torby i czapki.
— W 2009 r. planujemy otworzenie łącznie ponad 30 salonów wszystkich naszych marek — mówi Jacek Ulowski.
Najszybciej, bo o kilkanaście punktów, powiększy się sieć Tatuum. Obecnie w jej barwach działa 90 salonów w Polsce i za granicą: w Czechach, Niemczech, Rosji, na Węgrzech, Ukrainie i Słowacji. Łódzka firma chce, by pojawiły się także w Rumunii, Bułgarii, na Litwie, Łotwie, a nawet w dalekim Dubaju.
Właściciele Kana od kilku lat zastanawiają się nad wejściem na giełdę. Decyzji jednak wciąż nie podjęli.
— Rozwój sieci, tak jak dotychczas, będziemy finansować z własnej kieszeni i z kredytów — mówi Jacek Ulowski.
W ubiegłym roku Kan miał 200 mln zł przychodów i 4,3 mln zł zysku netto. Prognoz na ten zarząd nie ujawnia.