Przemieszczenie towaru z jednego państwa Unii do innego bądź do Polski może mieć przykre konsekwencje podatkowe.
Obecne opodatkowanie importu towarów z państw wspólnoty kończy swoją historię 30 kwietnia: po tej dacie opodatkowaniu podlegać będzie tzw. nabycie wewnątrzwspólnotowe towarów. To nie tylko zmiana nazwy: na granicach wewnętrznych Unii nie będzie granicy celnej, przez co ani przy przywozie nie będzie poboru granicznego VAT, ani przy wywozie nie będzie potwierdzenia wywozu przez urząd celny. Ten ostatni problem świetnie zrozumieli podatnicy i ustawiają się w ciągnące się dziesiątkami kilometrów kolejki przed granicą celną, aby zdążyć przed jej likwidacją. Do końca kwietnia otrzymają przecież dokument celny, dający pewność zastosowania stawki 0 proc. Od 1 maja tej pewności już nie będzie, a „przejściowe” opodatkowanie wywozu stawką krajową będzie nader częste.
Dwa zdarzenia
Sami podatnicy rozwiali usilnie głoszony mit (to bardzo oględne określenie), że unijny VAT będzie prosty i dużo łatwiejszy — ale o tym szczegółowo w następnym przykazaniu. Dziś o nabyciu, którym są dwa zdarzenia:
- przemieszczenie towaru nabytego odpłatnie w państwie Unii do innego państwa wspólnoty,
- przemieszczenie nietransakcyjne, czyli po prostu przywiezienie z innego państwa do Polski towaru przez podatnika VAT innego kraju: od tej zasady jest sporo wyjątków, gdy owo wożenie nie podlega opodatkowaniu.
Najważniejsze jest to, że w pierwszym przypadku towar nie musi być wywieziony z kraju sprzedaży do Polski, aby u nas podlegał opodatkowaniu. Jeśli np. kupimy towar we Francji i wywieziemy go do Niemiec, które są miejscem przeznaczenia, czynność ta może podlegać u nas opodatkowaniu jako nabycie wewnątrzwspólnotowe. Jest jasne, że kraj Unii, do którego przywieziony został ten towar, każe nam opodatkować go swoim VAT, jako drugi z powyższych przypadków nabycia wewnątrzwspólnotowego, czyli, co do zasady, dwa podatki — nasz i ich, a ten ostatni nie będzie w Polsce odliczany.
Trzy sposoby
To w sumie kiepski interes. Na to są trzy sposoby: pierwszy, trudniejszy, polega na tym, że rejestrujemy się również dla potrzeb VAT-UE w kraju, do którego wieziemy towar i dostajemy numer, następnie podajemy go dostawcy i wtedy płacimy tylko w tamtym kraju ich podatek. Jeżeli jednak podamy nabywcy nasz NIP potwierdzony literami PL, to musimy również w Polsce opodatkować tę czynność jako nabycie wewnątrzwspólnotowe. Potem zaczyna się mozolne usuwanie skutków podwójnego opodatkowania. Trzeba udowodnić w Polsce, że to nabycie opodatkowaliśmy u nich, i zgodnie z art. 25 ust. 2 pkt 1 ustawy, korygujemy opodatkowanie tego zdarzenia w Polsce. W Polsce musimy wystawić z tego tytułu fakturę wewnętrzną i wykazać podatek należny od nabycia wewnątrzwspólnotowego. Jeżeli mamy prawo go doliczyć, to nie trzeba występować o stwierdzenie nadpłat, bo posiadając dowód opodatkowania tych towarów w kraju, gdzie zakończył się transport lub przesyłka tego towaru, możemy wystawiać u nas wewnętrzną fakturę korygującą i „wyzerować” zarówno podatek należny w Polsce, jak i naliczony z tego tytułu. Wiadomo, że brak rozliczenia podatku będzie musiał być z tego powodu udowodniony, a to może być trudne, bowiem dotyczy zdarzeń będących pod jurysdykcją innego państwa.
Drugim sposobem jest zapewnienie, aby „transakcyjne” nabycie wewnątrzwspólnotowe towarów wiązało się z przywiezieniem towaru do Polski jako miejsca zakończenia transportu lub wysyłki i poddanie dostawy polskiej rejestracji VAT-UE. Dzięki temu rozliczać będziemy tylko nasz VAT.
Trzecim sposobem jest zastosowanie w tym przypadku tzw. procedury uproszczonej w wewnętrznych transakcjach trójstronnych. Wówczas my nie opodatkowujemy tej czynności jako nabycia wewnętrznego towaru, gdy:
- w państwie zakończenia wysyłki towar ten został opodatkowany przez podatnika tego kraju (nabywcę),
- my wykażemy te czynności w informacji podsumowującej jako transakcje trójstronne.
Jak widzimy, ani to łatwiejsze ani bezpieczniejsze od dzisiejszego opodatkowania importu. Na pewno jest to mało korzystne dla budżetu, bo zanim połapią się w tym nasi kontrolerzy, tysiące tego rodzaju transakcji uniknie opodatkowania, a tym, którzy uczciwie będą chcieli to rozliczać, będzie jeszcze trudniej — z nieopodatkowaną konkurencją raczej się przegra.
prof. Witold Modzelewski prezes Instytutu Studiów Podatkowych