Emocje po samorządowej dogrywce wyborczej nie opadną jeszcze długo. Ich medialny wizerunek wciąż kreowany jest przez finał bitwy warszawskiej. Przyczyny porażki Kazimierza Marcinkiewicza — bo rozstrzygnięcie rywalizacji o prezydenturę stolicy jest właśnie jego porażką, a nie zwycięstwem Hanny Gronkiewicz-Waltz — są niezwykle trudne do strawienia przez jego mocodawców, którzy po usunięciu Marcinkiewicza ze stanowiska premiera rzucili go na odcinek stołeczny. Otóż komisarz z Prawa i Sprawiedliwości nie został prezydentem przede wszystkim z powodu przytłoczenia jego szczupłej sylwetki przez straszliwie ciężki bagaż przewin i błędów jego partii. Zauważmy, że w badaniach osobistej popularności i społecznego zaufania Kazimierz Marcinkiewicz wciąż utrzymuje się na pierwszym miejscu spośród wszystkich polskich polityków!
Wybory w całym kraju — zwłaszcza ich podstawowa tura dwa tygodnie temu, w której wybieraliśmy radnych — okazały się jedną gigantyczną plajtą idei IV Rzeczypospolitej, która w zamyśle jej budowniczych miała 12 oraz 26 listopada masowo zbłądzić pod strzechy. Nie tylko tam nie trafiła, ale staje się coraz bardziej wyizolowanym, zamkniętym rezerwatem w kilku państwowych gmachach wzdłuż Traktu Królewskiego w Warszawie. Dla kogoś, kto od ponad roku — co tu dużo ukrywać — nieustannie obśmiewa zamysł nadania Polsce kolejnej etykietki (nie dość nam było PRL?), wyprodukowanej przez ogarniętą idée fixe grupkę polityczną, taka reakcja społeczna na utopię powinna być powodem do satysfakcji. A jednak nie jest i wywołuje wielką troskę.
Tytuł komentarza nawiązuje do hasła skandowanego w stolicy na wszystkich manifestacjach podczas pamiętnej demonstracyjnej soboty 7 października. Ówczesna różnorodność Polsk potwierdziła się w samorządowych urnach. Dlatego zdumiewa reakcja prezesa Prawa i Sprawiedliwości i zarazem premiera Jarosława Kaczyńskiego, który nie miał żadnej refleksji na temat rzeczywistych przyczyn takich a nie innych wyników wyborów, lecz powtórzył ideologię walki, walki i jeszcze raz walki. To nie jest program dla znaczącego państwa Unii Europejskiej w XXI wieku.