Wszyscy słyszeli o historii Optimusa Romana Kluski czy JTT Computer, symbolicznych już ofiarach urzędników państwowych. Okazuje się, że były też mniej głośne przypadki równie brutalnego traktowania przedsiębiorców przez funkcjonariuszy państwa. Na własnej skórze odczuli to Jacek Karaban i Robert Nowak, młodzi poznańscy biznesmeni, którym zarzucono wiele ciężkich przestępstw gospodarczych. W areszcie przesiedzieli 9 miesięcy. W tym czasie ich doskonale prosperująca firma Bestcom padła. Śledztwo, wlokące się aż 7 lat, nie dało podstaw nawet do sporządzenia aktu oskarżenia. W ubiegłym roku prokuratura poddała się i sprawę umorzyła. Teraz upokorzeni i zniszczeni przez państwo polskie przedsiębiorcy idą do sądu po sprawiedliwość i choć częściowe wyrównanie rachunków. Na razie wystąpili o blisko 10 mln zł, na które składają się realne straty na udziałach rozbitej firmy i zadośćuczynienie za krzywdy osobiste. Nie wykluczają jednak pozwu o utracone korzyści, jakie przynosiłby nadal działający Bestcom.
![JEDNYM CIĘCIEM:
Jacek Karaban, współtwórca Bestcomu, z sukcesem realizował plany ekspansji spółki. Miał wszystko, co niezbędne: pomysły, znajomość rynku, kontakty, renomę, profesjonalnych współpracowników. Jednak prokuratorski miecz przeciął pasmo sukcesu.
[FOT. WM] JEDNYM CIĘCIEM:
Jacek Karaban, współtwórca Bestcomu, z sukcesem realizował plany ekspansji spółki. Miał wszystko, co niezbędne: pomysły, znajomość rynku, kontakty, renomę, profesjonalnych współpracowników. Jednak prokuratorski miecz przeciął pasmo sukcesu.
[FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/f0580187-4afc-4c66-a1af-8808619feb59/1787a8cf-2b54-5a8d-b88d-8664c3f01783_w_830.jpg)
— Gdyby bezpodstawnie nie zarzucono nam przestępstw, w dodatku tak poważnych, i nas nie aresztowano, firma by nie upadła. Jestem pewny, że dziś nasze przedsiębiorstwo byłoby kilkakrotnie większe i osiągałoby obroty rzędu miliarda złotych rocznie — mówi Jacek Karaban, były prezes Bestcomu.
Prokuratorska gilotyna
Ta historia idealnie nadawałaby się na scenariusz filmu „Układ zamknięty 2”. Przez 10 lat biznesmeni tak dynamicznie rozwijali firmę, że na początku lat 2000-ych Bestcom z rocznymi obrotami rzędu 150 mln zł znalazł się w ścisłej krajowej czołówce firm komputerowych.
— Zaczynaliśmy od jednego sklepu komputerowego, a w ciągu 10 lat staliśmy się kluczowym pod względem wielkości sprzedaży przedsiębiorstwem z branży dystrybucji komputerów i oprogramowania. W 2004 r. rozpoczęliśmy prace nad budową profesjonalnej sieci partnerskich salonów komputerowych — mówi Jacek Karaban. Sytuacja finansowa spółki była bardzo dobra. Miała kontrakty z kilkudziesięcioma partnerami, współpracowała ze światowymi tuzami IT (m.in. Microsoftem), posiadała bankowe finansowanie na kilkadziesiąt milionów złotych. Niestety, szefom Bestcomu nie dane było realizować ambitnych planów. Znienacka spadła na nich prokuratorsko- -sądowa gilotyna. W czerwcu 2006 r. zostali zamknięci w areszcie decyzją Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieście, na wniosek prowadzącego śledztwo Roberta Mielczarka z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Usłyszeli wiele bardzo ciężkich zarzutów, m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy, wystawiania fikcyjnych faktur, oszustw podatkowych. Policjanci i prokuratorzy twierdzili, że wytropili mafię w białych kołnierzykach.
— Siedzieliśmy z zabójcami i młodocianymi przestępcami. Zostaliśmy odizolowani od prowadzenia spraw i nadzoru nad firmą, której majątek nie został przez sąd zabezpieczony. Przez 9 miesięcy aresztu tylko raz udzielono nam widzenia z prokurentem spółki, a z adwokatami tylko kilka razy. Upadłość firmy była konsekwencją naszego aresztowania, odizolowania i niezabezpieczenia naszych interesów przez organy państwa — mówi Jacek Karaban.
Szykany były też natury czysto ludzkiej. Mimo wielokrotnych próśb Jackowi Karabanowi ani razu nie pozwolono na widzenie z partnerką życiową i matką ich 2,5-letniej córki. Zarówno on, jak i Robert Nowak (były wiceprezes Bestcomu) za kratami podupadli na zdrowiu.
Zarządca komisaryczny tak nieudolnie prowadził sprawy firmy, że już po 4 miesiącach od aresztowania zarządu, w październiku 2006 r. sąd ogłosił upadłość likwidacyjną Bestcomu.
— Majątek spółki został bardzo szybko rozprzedany za bezcen. Na przykład nieruchomość wartą 10 mln zł sprzedano za 2 mln zł — opowiada były prezes. Właściciele próbowali ratować firmę. Wystąpili do sądu z wnioskiem o zamianę upadłości likwidacyjnej na układową. Przedstawili pozwolenia na układ prawie wszystkich wierzycieli oraz projekt dalszej działalności i spłaty długów.
— Spółka rozpoczęłaby dochodową działalność, według przygotowanego modelu biznesowego, i spłaciła wszystkich wierzycieli — mówi Jacek Karaban.
Nieudolny jak prokurator
Niestety, Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto nie zgodził się na ratowanie spółki. Sędziowie Anna Hrycaj, Przemysław Nowacki (przewodniczący składu) i Małgorzata Małecka, oddalili wniosek o zamianę likwidacji na układ. Decyzji nie uzasadnili.
W obronie krzywdzonych biznesmenów stanęło wiele instytucji, m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Amnesty International, Rzecznik Praw Obywatelskich, posłowie i senatorowie. Prowadzenie śledztwa przez wrocławską Prokuraturę Okręgową wzięły pod lupę Prokuratura Krajowa i Prokuratura Generalna. Wykryły wiele błędów, m.in. chaos i nieskoordynowane działania, zbieranie części dowodów dopiero po aresztowaniu podejrzanych, brak analizy kryminalnej, nieszukanie źródła rzekomo pranych pieniędzy, prowadzenie śledztwa tylko przez jednego prokuratora, niechlujne gromadzenie akt. Gehenna założycieli Bestcomu zakończyła się dopiero w lipcu 2012 r., kiedy to Prokuratura Apelacyjna w Poznaniu umorzyła śledztwo i zamknęła sprawę. Orzekła, że zebrane w ciągu 7 lat dowody nie wskazują, aby podejrzani Jacek Karaban i Robert Nowak popełnili zarzucane im czyny. Taki koniec sprawy daje pokrzywdzonym pełne prawo do żądania odszkodowania. Wniosek o nie złożyli w wydziale karnym wrocławskiego Sądu Okręgowego. Biegli rewidenci oszacowali, że tuż przed aresztowaniem zarządu wartość spółki Bestcom wynosiła 7,5 mln zł. Jacek Karaban (miał blisko 50 proc. udziałów) domaga się 3,9 mln zł odszkodowania za utraconą wartość udziałów w firmie oraz 2 mln zł zadośćuczynienia za krzywdę osobistą. Robert Nowak (miał prawie 20 proc.) — który z powodu traumatycznych przeżyć odmawia rozmów z dziennikarzami — żąda 1,3 mln zł za straty finansowe na udziałach i 2 mln zł za doznaną krzywdę.
Ale to już było…
JTT Computer
Już ponad 6 lat trwa proces odszkodowawczy po zniszczeniu firmy przez fiskusa. MCI Management, były akcjonariusz JTT, już dwukrotnie wygrał prawomocnie ponad 46 mln zł, ale skarb państwa i po raz drugi zamierza sprawę skierować do Sądu Najwyższego.
Optimus
Za zniszczenie przez skarbówkę „starego” Optimusa Romana Kluski następca prawny, CD Projekt Red, dochodzi 35,6 mln zł odszkodowania plus odsetki. Proces ciągnie się już prawie 10 lat.
OKIEM EKSPERTA
Sądowa kontrola
SYLWESTER CETERA
adwokat, wygrał odszkodowanie dla MCI za straty na JTT Computer
W sądzie karnym można dochodzić zarówno odszkodowania, jak i zadośćuczynienia za niesłuszne aresztowanie. Roszczenia z tego tytułu obejmować mogą m.in. poniesione straty, utracone korzyści, a także inne skutki pozbawienia wolności w postaci np. utraty dobrego imienia, rozstroju zdrowia czy poniesienia szkód moralnych. Służą one jednak jedynie w wypadku „niewątpliwie” niesłusznego aresztowania. Pojęcie „niewątpliwie” zawiera w sobie element ocenny, który pozwala wartościować powody, dla których zastosowano ten środek zapobiegawczy. Samo umorzenie postępowania nie musi zatem oznaczać automatycznie zaistnienia tej przesłanki odszkodowawczej.