Polski PR jest krótkowzroczny, mało intelektualny i wchodzi w buty marketingu. Wartość rynku rośnie, ale ceny usług spadają.
Z każdym rokiem przybywa firm, które w zakres usług wpisują: obsługa PR. Szacuje się, że jest ich w sumie kilka tysięcy, ale tylko 27 należy do Związku Firm Public Relations. Wartość rynku też jest dosyć niska. Podaje się różne sumy: od 250 do 600 mln zł.
— Zdaniem specjalistów, w 2008 r. wartość rynku przekroczy 400 mln zł. Średni roczny wzrost wynosi 30 proc. Tendencja ta utrzyma się przez najbliższe lata. Dla porównania: rynek amerykański rośnie w tempie 17 proc. rocznie, a zachodnioeuropejski 10 proc. — zauważa Dariusz Zieliński, wiceprezes Primum Public Relations.
W minionym roku mieliśmy do czynienia z kilkoma istotnymi dla struktury i postrzegania polskiego rynku PR wydarzeniami. Po pierwsze — przeprowadzone (Liberty Group) i planowane (ComPress, Ciszewski PR) giełdowe debiuty na rynku New Connect. Po drugie, po siedmiu latach przerwy wróciła do Polski agencja Burson-Marsteller (umowa z Solski PR). Powstała też nowa agencja: Eskadra Publica. Szum w branży wywołało odejście dziewięciu osób z Edelmana.
Polski rynek public relations stabilizuje się. Nadal dominuje w nim PR produktowy, ale na znaczeniu zyskuje wykorzystanie internetu. Pojawiła się też moda na społeczną odpowiedzialność biznesu.
— Ciągle największy popyt na usługi PR widać w branży finansowej, ochrony zdrowia i dóbr szybko zbywalnych — dodaje Dariusz Zieliński.
Z kolei — ponieważ giełda wyhamowała — spadło zapotrzebowanie na komunikację giełdową.
— Wiele firm, nie znając korzyści, jakie PR może im dać, niechętnie korzysta z usług wyspecjalizowanych agencji. Przez to agencje cierpią na deficyt klientów, a rynek nie może się prężnie rozwijać — przyznaje Bogdan Biniszewski, prezes agencji ComPress.
To niejedyna bolączka.
— Polski PR nie jest, a powinien być, intelektualny. To prosty marketing. Tylko rosyjski PR jest gorszy od naszego, bo brutalniejszy, pozbawiony wszelkich reguł i nieprofesjonalny — uważa Piotr Czarnowski, prezes First PR.
Nadal niska jest świadomość znaczenia komunikacji wśród klientów biznesowych.
— O tę świadomość trzeba walczyć, a nam zaczyna brakować prawdziwych zapaleńców. Mimo że co roku z różnych uczelni wychodzi około 3,5 tys. specjalistów od PR, większość jest słabo wyedukowana — komentuje Szymon Sikorski, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.
Najpopularniejszym miernikiem skuteczności PR wciąż pozostaje w Polsce liczba wycinków prasowych i ich analiza. Tymczasem na Zachodzie jest to ocena długofalowego budowania wizerunku firm.
— Mamy też do czynienia z postępującym dumpingiem cenowym. Zaniża się honoraria. Są agencje, które oferują „pełną obsługę PR” za 8 tys. zł i twierdzą, że mogą za to zapewnić jednego pracownika key executive i dodatkowo cały zespół do pomocy. Tymczasem takie pieniądze nie wystarczą nawet na pensje dla tych ludzi — żali się Piotr Czarnowski.
Obraz finansów branży zamazuje także powszechne wpisywanie w honoraria innych pozycji nie należących do PR — marż, prowizji, wydatków na zakup mediów.
— Polski biznes prawie nie komunikuje się też w Europie. BP robi u nas w tym zakresie nieporównanie więcej niż PKN Orlen w Czechach, Niemczech czy na Litwie — konkluduje Piotr Czarnowski.
Wniosek? Zarówno branża PR, jak i jej klienci muszą jeszcze bardzo dużo pracować nad poprawą wizerunku.