Tym razem to blokada wewnętrzna

Jacek Zalewski
opublikowano: 27-01-2009, 00:00

Mimo odkręcenia kurków przez Gazprom do Polski nie dociera rosyjski gaz zakontraktowany przez PGNiG za pośrednictwem RosUkrEnergo. Małą pociechą jest okoliczność, że owa kierowana ze Szwajcarii spółka zmonopolizowała dostawy także do Rumunii, Słowacji, Węgier, a nawet Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Odsłania się głębsze dno wewnątrzukraińskiego konfliktu, który przy okazji gazowego kryzysu dodatkowo nabrzmiał. Na pierwszym planie rywalizacja prezydenta Wiktora Juszczenki z premier Julią Tymoszenko toczy się w obszarze propagandowo-politycznym w kontekście wyborów prezydenckich. Ale ten spór ma bardzo wymierne fundamenty biznesowe. Juszczence trudno wyprzeć się związków z co najmniej jednym oligarchą, będącym współwłaścicielem RosUkrEnergo. Dlatego trudno się dziwić, że stronami pojednawczej umowy podpisanej w Moskwie pod patronatem premierów Tymoszenko i Putina były Naftohaz i Gazprom. Sprytna Julia dopilnowała wyeliminowania z obrotu RosUkrEnergo, czyli pośrednika obciążonego winą za cały kryzys.

Teraz okazuje się, że proprezydencka spółka już nie jest właścicielem 10 mld metrów sześc. gazu w podziemnych zbiornikach na Zachodniej Ukrainie, ponieważ owe strategiczne zapasy przejął propremierowski Naftohaz po wykupieniu długu RosUkrEnergo wobec Gazpromu. Dotychczasowy pośrednik nie przyjmuje tego do wiadomości i obiecuje kontrahentom wznowienie dostaw. Nam zaś pozostaje uzbroić się w cierpliwość i pofilozofować o wyższości biznesu premierowskiego nad prezydenckim — lub może na odwrót.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu