Tym razem ważniejsi będą Amerykanie

  • Marek Rogalski
opublikowano: 14-05-2012, 00:00

RYNKI

Seria istotnych danych makroekonomicznych z USA, w tym zapiski z ostatniego posiedzenia Fedu, może sprawić, że na rynek powróci dyskusja na temat możliwych decyzji amerykańskiego banku centralnego w czerwcu. Z kolei problemy Europy mogą chwilowo pozostać na drugim planie, zwłaszcza w sytuacji powołania nowego rządu w Grecji.

Jeżeli spojrzymy na rynki w nieco szerszej perspektywie, to od kilku tygodni mamy informacyjny roller coaster. Pierwsza dekada maja została zdominowana przez negatywne wieści ze strefy euro. Kluczowe okazały się nie wydarzenia we Francji, ale obawy o przyszłość Grecji i Hiszpanii. Wiele wskazuje jednak na to, że już na początku tego tygodnia Grekom uda się sformować nowy rząd, a na temat Hiszpanii powiedziano już wiele. W piątek Komisja Europejska (KE) przyznała, iż bez dodatkowych oszczędności Madryt po raz kolejny rozminie się z założonymi celami redukcji deficytu budżetowego. W tym roku może on wynieść 6,4 proc. PKB, zamiast wcześniej planowanych 5,3 proc. PKB. Dla

Kluczowe dla inwestorów mogą się okazać publikowane w środę zapiski z ostatniego posiedzenia FOMC z 25 kwietnia. bardziej zaznajomionych z tematem inwestorów nie jest to żadna nowość. Dodatkowo jeszcze w czwartek po południu „Financial Times” spekulował, że rząd Mariano Rajoya będzie chciał wynegocjować w KE przedłużenie okresu dostosowawczego ze względu na konieczność zreformowania sektora bankowego i przeprowadzenia rewolucji w finansach samorządów. Rynki, czy tego chcą, czy nie, będą musiały dać Hiszpanom dodatkowy kredyt zaufania. Oczywiście dobrze by było, aby europejscy decydenci (w tym szef Europejskiego Banku Centralnego) stanęli „murem” za Hiszpanią, co dawałoby pewne gwarancje, że są przygotowani na czarny scenariusz. Zakłada on, że spekulanci nadal wyprzedając hiszpański dług doprowadzą do sytuacji, w której konieczny będzie „bailout”, czyli konieczność zapewnienia zewnętrznego, pomostowego finansowania. O taką postawę może być jednak dość trudno, co sprawia, że w dłuższym horyzoncie czynnik hiszpański będzie coraz bardziej ciążył notowaniom wspólnej waluty na światowych rynkach.

W krótkim okresie może się jednak okazać, że kwestie europejskie (Grecja, Hiszpania, a także Francja i Niemcy — w tym ostatnim przypadku chodzi o niedzielne wyniki wyborów lokalnych w Północnej Nadrenii-Westfalii) zejdą na dalszy plan. W kalendarzu mamy serię istotnych danych z USA: inflacja konsumencka, sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa i wskaźniki regionalnej aktywności Nowego Jorku i Filadelfii. Kluczowe mogą się okazać publikowane w środę zapiski z ostatniego posiedzenia FOMC z 25 kwietnia. Wprawdzie wtedy powiedziano wiele, bank centralny przedstawił zrewidowane prognozy zakładające nieco większe ożywienie gospodarcze, a także wyraźniejszą poprawę na rynku pracy w tym roku, to jednak inwestorzy zapamiętali słowa Bena Bernankego, w których nie wykluczył on dodatkowego stymulowania gospodarki, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Nie można wykluczyć, że ostatecznie w zapiskach okaże się, że jest to w dużej mierze „autorska” opinia szefa Fedu, co przyczyni się do umocnienia dolara w drugiej połowie tygodnia. Tyle że wcześniej amerykańska waluta może być słabsza. Zwłaszcza jeżeli rozczarują wspomniane dane z realnej gospodarki, których sporą część poznamy przed środowymi zapiskami.

Marek Rogalski

główny analityk DM BOŚ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy