Tzw. dobra zmiana ma za krótkie ręce

opublikowano: 01-04-2019, 22:00

Wypadająca we wtorek 22. rocznica uchwalenia Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej nie jest okazją do jakiegoś nadzwyczajnego fetowania.

Przypomnijmy, że po przyjęciu tekstu 2 kwietnia 1997 r. przez Zgromadzenie Narodowe, odbyło się 25 maja referendum zatwierdzające (bez wymaganego progu frekwencyjnego), a w życie konstytucja weszła 17 października. Notabene 14 stycznia również 22. urodziny obchodził „Puls Biznesu”, zatem rocznik 1997 wypada uznać za… dość kreatywny.

22 lata temu głosowaniu Zgromadzenia Narodowego z napięciem kibicował prezydent Aleksander Kwaśniewski, ojciec Konstytucji RP.
Zobacz więcej

22 lata temu głosowaniu Zgromadzenia Narodowego z napięciem kibicował prezydent Aleksander Kwaśniewski, ojciec Konstytucji RP. J. Ostałowski

Największą wartością Konstytucji RP pozostaje okoliczność, że jest. To wcale nie żart, gdy przypomni się ogromne trudności z jej uchwaleniem. Ponad dwie dekady temu scena polityczna podzielona była wcale nie mniej głęboko niż dzisiaj. Kadencja 1993–97 okazała się jednak wyjątkowa, albowiem z powodu samobójczego rozbicia wyborczego cała prawica w 1993 r. wyleciała z Sejmu, a tylko śladowo znalazła się w Senacie. Uchwalona w takich realiach konstytucja jest produktem centrolewicowym, ze wskazaniem na centrum — bazowy był projekt Unii Wolności. Na finiszu prac czynnikiem wymuszającym kompromis w parlamencie zdominowanym przez SLD i PSL, czyli partie powstałe z przetworzenia PZPR i ZSL, był koniec kadencji. Nic dziwnego, że przed zatwierdzającym referendum do obrony narodu przed uznawaną za bezbożną konstytucją rzucono nawet… intronizację Chrystusa Króla.

Tzw. dobra zmiana ma do Konstytucji RP stosunek dualistyczny i wyjmuje z niej tylko to, co przydatne. Niektóre normy nagina lub wprost depcze, czego najbardziej jaskrawym przykładem stał się skok politycznych władców na sądownictwo. Inne przepisy natomiast umieszcza na sztandarach, np. idealnie pasujący obecnie art. 18 o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny czy art. 227, gwarantujący utrzymanie w obiegu polskiego pieniądza. Co najważniejsze — wszyscy dyskwalifikujący Konstytucję RP z powodów ideologicznych pozostają bezradni proceduralnie, albowiem zapisano w niej silne zabezpieczenia. Tekst został tknięty tylko trzy razy. Najpierw w 2001 r. poprawiono obwieszczeniem premiera oczywiste literówki: z „by” na „być” oraz z „organizacyjne” na „organizacyjnie”. W 2006 r. PiS, PO, PSL i Samoobrona osiągnęły zgodę — ale bez poparcia SLD i LPR — w sprawie możliwości ekstradycji obywatela polskiego, jako że po wejściu do UE musieliśmy wdrożyć europejski nakaz aresztowania. W 2009 r. stał się jeszcze większy cud, otóż bez głosu sprzeciwu (już nie było Samoobrony…) uchwalono zakaz wybierania do Sejmu i Senatu skazanych z oskarżenia publicznego na więzienie za przestępstwo umyślne.

Jakiekolwiek inne pomysły zmian nie miały i nie mają żadnych szans. Dla obecnych władców kraju próg 2/3 głosów w Sejmie kadencji 2015-19 okazał się nieosiągalny, nic się nie zmieni także w kadencji 2019-23. Swoją bezsilność zrozumiał prezes Jarosław Kaczyński, uruchamiając wspomniany proceder partyjnej interpretacji norm, szokującej wybitnych prawników konstytucjonalistów. Prezydent Andrzej Duda podjął w latach 2017-18 próbę przygotowania jakiejś nowej konstytucji, czy może nowelizacji obowiązującej (nigdy nie sprecyzował, o co mu naprawdę idzie), ale skończyło się to blamażem — referendum wyrzucił do kosza Senat zdominowany przez PiS. Generalny konstytucyjny wniosek w 22. rocznicę brzmi zatem, jak w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu