Ubiegłoroczny kryzys może branży pomóc

Adam Góral
opublikowano: 2002-01-22 00:00

Trudny dla sektora IT rok 2001 ostudził menedżerów, którzy uwierzyli, że działanie w tej branży gwarantuje coroczne wzrosty. Jednak w dłuższej perspektywie rok ten może całemu sektorowi bardzo pomóc.

Rozczarowanie było łatwe do przewidzenia, gdyż zarówno analitycy, jak i zarządzający firmami informatycznymi budowali prognozy w oparciu o wyjątkowe wyniki lat 1999-2000. W roku 1999 wzrost sprzedaży był powiązany z przygotowaniami do „problemu 2000”, w roku 2000 zaś wystąpiła przesadna wiara w Internet jako kanał, który radykalnie zmieni porządek w biznesie. Wiele przypadkowych inwestycji informatycznych wynikało w większym stopniu z lęku klientów, niż ze świadomej analizy własnych potrzeb i oceny ryzyka danego przedsięwzięcia.

Charakterystyczny dla gospodarki światowej w roku 2001 pesymizm sprawił, iż nawet w sektorze tak rentownym jak informatyka zwrócono szczególną uwagę na koszty i racjonalizację inwestycji. Dotyczy to również polskiego sektora IT. Dzięki wydarzeniom roku 2001 większość menedżerów poprawi w swoich firmach systemy controllingu, a to spowoduje naszą większą konkurencyjność po wejściu Polski do Unii Europejskiej.

Korzystne przeobrażenia nastąpią również na rynku pracy. Nawet stolica, w której o pracę w branży IT było łatwo, staje się rynkiem pracodawcy. Dzięki temu wysokie wynagrodzenia wkrótce będą związane nie z samym faktem zatrudnienia w firmie informatycznej, lecz z tym, iż się jest nieustannie kształcącym się specjalistą — zarządzającym projektami, analitykiem, programistą, inżynierem systemowym czy technikiem.

Konkurencja na rynku pracy postawi nowe wymagania przed uczelniami kształcącymi informatyków. Większość polskich menedżerów, projektantów oprogramowania i analityków — to samoucy, którzy wiedzę o prowadzeniu projektów zdobywali w czasie ich realizacji. Przeciętny absolwent kierunku informatycznego ma przyzwoite przygotowanie narzędziowe, ale niewiele wie o zarządzaniu różnymi typami firm czy o prowadzeniu projektu. Z kolei uczelnie ekonomiczne przygotowują lepiej z punktu widzenia biznesu, lecz zbyt niska jest świadomość informatyczna ich absolwentów.

Doświadczenia roku 2001 są przydatne również z tego powodu, że konieczna okazała się znacząca weryfikacja prognoz dotyczących wielkości polskiego rynku IT. Nawet największe firmy uczestniczyły w przetargach, które w poprzednich latach wydawały się dla nich zupełnie nieatrakcyjne. Jest to dowodem nie tylko odczuwalnego osłabienia koniunktury gospodarczej, ale również tego, iż strategie większości polskich firm nie przewidywały osłabienia koniunktury na rynku krajowym i nie uwzględniły działań proeksportowych.

Wychodzenie z usługami za granicę jest zadaniem bardzo trudnym. Szczególnie na Zachodzie nie ma bowiem wiary w polską markę, organizację i przygotowanie do realizacji trudnych projektów informatycznych. Najwyższy czas, aby zacząć to przekonanie zmieniać. Branża IT oczekuje od rządu aktywnych działań na rzecz zmiany wizerunku Polski w krajach wysoko rozwiniętych oraz liczy na rzeczywiście proeksportową politykę gospodarczą. Do wysiłków krajowych powinni także przyłączyć się ci Polacy, którzy odgrywają znaczącą rolę w krajach zachodnich.

W minionym roku polski sektor IT zapłacił również wysoką cenę za to, że zbyt łatwo rezygnował z rozwoju własnych aplikacji. Nie jest prawdą, iż musimy wyrzec się ambicji w zakresie budowy aplikacji dla banków czy firm ubezpieczeniowych, bo procesy konsolidacji i inwestycje potentatów sprawią, że polski rynek zostanie zdominowany przez programy importowane. Stać nas na budowę aplikacji, spełniających wymagania rynków wysoko rozwiniętych. Potęga tamtych gospodarek jest mocno związana z prężnością firm średnich i małych, dla których polskie propozycje informatyczne mogą okazać się atrakcyjne.

Z przedstawionych wyżej argumentów wynika, że rok 2001 był krajowemu sektorowi IT potrzebny. Wiele firm na pewno wyciągnie z niego wnioski, których realizacja sprawi, iż w dłuższej perspektywie polska branża informatyczna nie zagubi się w gospodarce globalnej.