Ubóstwo energetyczne dotyczy osób mających problem z ogrzaniem mieszkania, podgrzaniem wody i posiłków, oświetleniem i korzystaniem z podstawowych sprzętów AGD. Wynika to niskich dochodów gospodarstw domowych, niskiej efektywności energetycznej budynków i wykorzystywanych urządzeń oraz nieefektywnego używania energii (np. odkręcony kaloryfer i otwarte okno).
Katarzyna Sałach i Piotr Lewandowski, autorzy raportu Instytutu Badań Strukturalnych, oszacowali skalę ubóstwa energetycznego w Polsce za pomocą wskaźnika „wysokie koszty — niskie dochody”, analizując dane z Badania Budżetów Gospodarstw Domowych prowadzonego przez GUS.
Gorzej na wsi
Ubóstwo energetyczne dotyka 12,2 proc. mieszkańców Polski, czyli 4,6 mln osób. Jedna czwarta z nich to emeryci i renciści. W trudniejszej sytuacji są mieszkańcy wsi i małych miejscowości. Co piąty mieszkaniec wsi jest ubogi energetycznie. To konsekwencja względnie niższych dochodów i zamieszkiwania w domach jednorodzinnych o dość dużych metrażach i niskiej efektywności energetycznej. Ubóstwo energetyczne tylko częściowo pokrywa się z ubóstwem dochodowym
— 5,6 proc. mieszkańców Polski, czyli 2,1 mln osób, to ubodzy energetycznie, których dochód jest wyższy niż oficjalny próg ubóstwa.
Jak wynika z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który wypłaca emeryturę 5,2 mln osób, średnie świadczenie wynosi około 2150 zł brutto (1780 zł netto). W praktyce oznacza to, że połowa emerytów musi utrzymać się za taką kwotę lub mniejszą. Średnia z Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego to 1210 zł brutto.
Dziurawe domy
Ubóstwo energetyczne jest dużym problemem nie tylko ze względu na negatywny wpływ na stan zdrowia i jakość życia mieszkańców, ale również w kontekście walki ze smogiem.
Pod koniec marca 2018 r. na Politechnice Warszawskiej przedstawiono tegoroczną publikację „Efektywność Energetyczna w Polsce. Przegląd 2017” Instytutu Ekonomii Środowiska i Inicjatywy Efektywna Polska, którego tematem przewodnim są domy jednorodzinne i smog.
Główną przyczyną zanieczyszczeń powietrza w Polsce jest indywidualne ogrzewanie budynków, które odpowiada za 91 proc. szkodliwych emisji. Z przemysłu i energetyki pochodzi 2 proc. zanieczyszczeń, a transportu samochodowego około 6 proc. — wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli.
Z ostatniego Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań wynika, że w Polsce jest ponad 5,3 mln budynków mieszkalnych, z których około 90 proc. stanowią domy jednorodzinne. Mieszka w nich ponad połowa Polaków.
— Ponad 70 proc. domów znajduje się na wsiach, co ma istotny wpływ na strukturę paliw wykorzystywanych do ich ogrzewania. Wyniki badań wskazują, że niespełna co piąty budynek jednorodzinny w Polsce ogrzewany jest źródłami, które nie wywierają negatywnego wpływu na jakość powietrza — podkreśla Łukasz Pytliński, wiceprezes Instytutu Badań Rynku CEM.
Paliwami stałymi ogrzewanych jest niemal 4,5 mln domów. Aż 1,7 mln budynków korzysta z kotłów węglowych, mających 10 lat i więcej. Zdecydowana większość z nich to nieskomplikowane w konstrukcji kotły zasypowe, w których można spalać wszystkie typy paliw stałych, w tym najbardziej szkodliwe dla środowiska muły, floty oraz odpady komunalne i budowlane. Kolejne 50 tys. ogrzewanych jest piecami węglowymi. Uwagę zwraca duży udział budynków (niemal 1 mln), wykorzystujących w celach grzewczych kotły bądź kominki na drewno lub inny rodzaj biomasy. Do tego trzeba dodać, że 40 proc. budynków jednorodzinnych w Polsce nie ma izolacji cieplnej ścian zewnętrznych, a wśród domów ocieplonych duży odsetek wyposażony jest w warstwę izolacji cieńszą niż 10 cm.
Bez zdecydowanej interwencji państwa w zakresie norm jakościowych dla paliw i pomocy dla właścicieli przy modernizacji budynków nie uda się powstrzymać szkodliwych emisji pyłów. CEM przeprowadził badanie spodziewanych wydatków na najpilniejsze potrzeby remontowe. Ich koszty oszacowano w skali ogólnopolskiej na ponad 78 mld zł (badanie bazowało na wyliczeniach jego uczestników).
Źródła finansowania
Mimo rosnącej świadomości opinii publicznej i decydentów o konieczności podjęcia działań nierozstrzygniętą sprawą pozostaje źródło finansowania programu termomodernizacji budynków. Ze względu na skalę niezbędnych inwestycji musiałby on wielokrotnie przekraczać rozmiarem funkcjonujące w Polsce rozwiązania.
— Konieczne jest znalezienie nowych źródeł finansowania zakrojonego na szeroką skalę programu wsparcia kompleksowej modernizacji budynków w Polsce. Jedną z możliwości jest wykorzystanie pieniędzy z europejskiego systemu handlu emisjami EU ETS, na które Polska może liczyć w najbliższych kilkunastu latach. Konieczna jest jednak zmiana obecnego podejścia, które skupia się przede wszystkim na potrzebach inwestycyjnych w sektorze energetycznym — podkreśla Aleksander Śniegocki z Instytutu WiseEuropa.
Instytut porównał w połowie 2017 r. prognozowane wpływy z systemu handlu emisjami z szacunkami dotyczącymi wsparcia niezbędnego do zrealizowania inwestycji w termomodernizację i wymianę źródeł ciepła na niskoemisyjne mikroinstalacje OZE (Odnawialne Źródła Energii), m.in. nowoczesne kotły na biomasę, pompy ciepła, kolektory słoneczne. Rezultatem rozważanego programu inwestycyjnego do 2030 r. byłoby ograniczenie zużycia energii w budynkach o 3,8 Mtoe (tona oleju ekwiwalentnego), wzrost niskoemisyjnej generacji ciepła o 1,4 Mtoe, a także ograniczenie emisji szkodliwych zanieczyszczeń z budynków o ponad 40 proc. Oczywiście zależy to od cen emisji uprawnień. Od kilku miesięcy rosną, 11 kwietnia było to 13,55 EUR za jednostkę, natomiast na ostatniej ubiegłorocznej aukcji 7,99 EUR.
— Mimo znacznych potrzeb inwestycyjnych w dziedzinie termomodernizacji i wymiany źródeł ciepła w budynkach krajowa debata publiczna o wykorzystaniu funduszy z EU ETS skupia się na potrzebach modernizacyjnych w elektroenergetyce. Dotyczy to zarówno mechanizmu derogacyjnego, jak również Funduszu Modernizacyjnego, który bywa traktowany jako instrument dla sektora energetycznego, a nie dla całej polskiej gospodarki — dodaje Aleksander Śniegocki. © Ⓟ



