Ogromne możliwości wzrostu gospodarczego w nowych krajach UE są szansą rozwoju dla całej Europy — zauważono nad Sekwaną i nawet sformułowano ustami Jeana Pierre’a Raffarin, premiera Francji. To z pewnością nowa nuta, płynąca z kraju, który jeszcze niedawno oskarżał nowe kraje UE, w tym Polskę, o dumping podatkowy, który miałby doprowadzić do delokalizacji przedsiębiorstw z krajów starej Europy do nowej. By temu przeciwdziałać Nicolas Sarkozy, francuski minister gospodarki, postulował nawet, że jeśli nowe państwa UE nie podwyższą podatków od przedsiębiorstw, nie powinny korzystać z całości dopłat unijnych. Dopiero zdecydowana postawa José Manuela Barroso, nowego przewodniczącego Komisji Europejskiej, który zwyczajnie przywołał do porządku „pomysłowych Dobromirów” z Paryża i Berlina, skłoniła ich do nieco innego myślenia.
Nie znaczy to jednak, że składają oni broń. Francuzi wymyślili, że „we wspólnej Europie nie można rozbierać Piotra, by ubrać Pawła” i chcą zatrzymać swoje przedsiębiorstwa, tworząc 20 stref gospodarczych, w których przedsiębiorstwa będą mogły korzystać z ulg podatkowych i subwencji. W zamian firmy muszą się zobowiązać, że nie przeniosą działalności w inne miejsce (czytaj na Wschód). Co będzie, jak firmy skorzystają z oferowanych im ulg podatkowych, a i tak część produkcji przeniosą do naszej części Europy albo wręcz do Azji, tego już nie wyjaśniono.
Działaniom, a raczej przeciwdziałaniom Francuzów, których legalność i tak musi ocenić Komisja Europejska, trudno się dziwić, ale myślę, że powinni pamiętać, iż Piotr ubrany jest w sobolową szubę, ciepłe buty, nawet szalik ma i czapkę futrem podbitą, a Paweł chodzi, może nie całkiem goły jak święty turecki, ale w paltociku wiatrem podszytym i dziurawych butach. Może więc nie od rzeczy byłoby, gdyby jednak trochę się podzielił. Przecież u nas nawet zimy są tęższe niż nad Sekwaną.