Ucieka wiara w kolorowe certyfikaty

Branża ciepłownicza traci wiarę w sprawne przywrócenie wsparcia. I trzyma inwestycje na półce.

Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie (IGCP), która zrzesza firmy produkujące ciepło systemowe, nie wierzy że wsparcie dla kogeneracji, czyli mechanizm czerwonych i żółtych certyfikatów, zostanie przywrócone jeszcze w tym roku. — Mam wątpliwości, czy to się uda, zwłaszcza, że wiadomo, iż trwa korespondencja z Komisją Europejską, dotycząca tego, czy ten system wsparcia podlega zapisom dotyczącym pomocy publicznej — mówi Jacek Szymczak, prezes IGCP.

Czerwone i żółte certyfikaty służą państwu do tego, by wspierać źródła wytwarzające prąd i ciepło w skojarzeniu, czyli kogenerację (czerwone są dla źródeł węglowych, a żółte — dla gazowych). A raczej służyły, bo system wygasł z końcem grudnia. Według deklaracji resortu gospodarki, miał zostać przedłużony, ale na zapowiedziach na razie się skończyło. Nowelizacja prawa energetycznego wciąż czeka bowiem na notyfikację Komisji Europejskiej.

— Równolegle pracujemy, jako izba, nad propozycjami, które ulepszą ten mechanizm. Chodzi nam m.in. o zmniejszenie ryzyka nadpodaży, która dotknęła rynek zarówno czerwonych, jak i żółtych papierów. Dlatego pracujemy m.in. nad modyfikacją roli opłaty zastępczej, która powinna pełnić funkcję bezpiecznika, a nie dawać swobodną możliwość realizacji obowiązku [obowiązku posiadania w portfelu dostaw odpowiedniej ilości energii z kogeneracji — red.]. Rozważamy również zaproponowanie ograniczenia czasowego dla ważności certyfikatów — wylicza Jacek Szymczak. Brak wsparcia konsekwencje ma niebagatelne, bo hamuje inwestycje.

Przykładowo, Fortum wstrzymał już budowę elektrociepłowni w Zabrzu oraz bloku gazowego we Wrocławiu. Łącznie zamierzał na nie wydać 2,5 mld zł. Energetyczne projekty wstrzymał też PGNiG, co stawia pod znakiem zapytania jego inwestycję w elektrociepłownię na Żeraniu.

— Wstrzymanie inwestycji widać nie tylko w publicznych wypowiedziach prezesów firm, które zawiesiły projekty, ale też w liczbach. Już w 2012 r., kiedy system jeszcze funkcjonował, ale były już wątpliwości co tego, czy i kiedy zostanie przedłużony, wartość inwestycji spadła do 2,5 mld zł, z 2,7 mld zł w 2011 r. To zahamowanie dotyczy i modernizacjiistniejących bloków, i budowy nowych — zarówno małych, jak i dużych — zauważa Jacek Szymczak. Zdaniem Jana Biernackiego z PwC, brak wsparcia jest bolesny przede wszystkim dla kogeneracji gazowej.

— Bo żółte certyfikaty były droższe od czerwonych, odgrywały zatem znaczniejszą rolę w budżetach firm. Ale jest też dodatkowym czynnikiem niepewności dla inwestorów, którzy myślą o nowych inwestycjach. Rynek czeka teraz na odpowiedź KE, a trudno przewidzieć, kiedy ona nadejdzie. Może to potrwać kilka miesięcy, nawet do początku przyszłego roku — uważa Jan Biernacki.

— Długotrwała niepewność albo częste zmiany systemu mają negatywny wpływ na bieżące decyzje oraz na plany inwestycyjne. Dla nas zniknięcie czerwonych certyfikatów, ze względu na ich niższe ceny, nie było tak odczuwalne, jak zniknięcie żółtych, droższych. Brak żółtych papierów spowodował, że kogeneracja gazowa stała się nieopłacalna. Z tego powodu Fortum zatrzymało produkcję w niewielkiej elektrociepłowni w Świebodzicach — mówi Arkadiusz Kosiel, dyrektor ds. regulacji w Fortum.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ucieka wiara w kolorowe certyfikaty