Wejście do aliansu to konieczność. Dobrze się stało, że wybór padł na najsilniejszy sojusz na świecie. Każdy kij ma jednak dwa końce.
Michał Morawski były przedstawiciel LOT w IATA
Udział LOT w jednym z wiodących aliansów lotniczych jest koniecznością, a wybór grupy prowadzonej przez Lufthansę wydaje się logiczny. Ale chcę wyraźnie podkreślić, że udział w aliansie nie rozwiąże żadnego z podstawowych problemów spółki: słabych wyników finansowych czy zbyt dużych obciążeń kredytowych. Na dodatek, tanie linie mogą w przyszłym roku pozbawić LOT wielu pasażerów (szacunki oparte na doświadczeniach innych krajów mówią nawet o 30-proc. ruchu). LOT czeka więc seria bardzo bolesnych zabiegów, trudnych do zrealizowania wobec silnej pozycji związków zawodowych. Dopiero odchudzony i zdrowy finansowo LOT będzie mógł w pełni wykorzystać szanse wynikające z członkostwa w Star Alliance.
Ryszard Posyniak prezes Zrzeszenia Agentów IATA w Polsce
Wejście LOT do Star Alliance to dla klientów tragedia. W składzie sojuszu są m.in. Lufthansa, Austrian Airlines i SAS. Tak się składa, że poziom sprzedaży tych przewoźników — łącznie z LOT — w polskim rynku wynosi ponad 70 proc. W tej sytuacji pasażer nie ma najczęściej wyboru. Musi lecieć samolotem jednego z członków sojuszu. Co zatem robi Star Alliance, aby zapewnić sobie znaczne wpływy? Utrzymuje lub wręcz podnosi taryfy i nie oferuje promocji na liniach obsługiwanych tylko przez członków sojuszu, czyli do Niemiec, Austrii i Skandynawii.
Christian Mandl prezes SkyEurope, taniej linii ze Słowacji
Dla tradycyjnych linii, jak LOT, wejście do sojuszu jest jak najbardziej logicznym posunięciem, bo oferta oparta na sieci połączeń, dzięki współpracy z członkami sojuszu jest pełniejsza. W przypadku tanich przewoźników, którzy koncentrują się na bezpośrednich lotach z punktu do punktu, lepsze jest pozostanie niezależnym. Widzę natomiast jedno poważne niebezpieczeństwo związane z wejściem LOT do Star Alliance. Co będzie, jeśli piloci LOT zażądają takich pensji, jak ich koledzy z Lufthansy?
Krzysztof Głąbiński dyrektor British Airways w Polsce
Najbardziej istotną zmianą z punktu widzenia British Airways było zakończenie 27 marca 2003 r. współpracy code share na trasach z Polski do Wielkiej Brytanii obsługiwanych wspólnie przez BA i LOT. Ze strategicznego punktu widzenia, jako dla uczestników dwóch różnych aliansów, współpraca ta straciła uzasadnienie. Jednocześnie po zakończeniu współpracy z LOT wprowadziliśmy naszą nową strukturę cenową. Co ważniejsze, znieśliśmy wymagane minimum pobytu. Aby uzyskać najniższą cenę, pobyt w Londynie nie musi uwzględniać nocy z soboty na niedzielę, można wrócić nawet jeszcze tego samego dnia.
Eugeniusz Piechoczek prezes Silesian Air, do których należą linie GetJet
Na pewno ułatwi to podróżowanie pasażerom LOT, dając im dostęp do bogatszej siatki połączeń. Przystępowanie do tego typu grup stanowi jednak ułatwienie jedynie w tych podróżach, w których pasażer musi korzystać z przesiadek. Jest to rodzaj usługi, z której z reguły nie korzystają pasażerowie linii niskokosztowych, takich jak GetJet, oferujących przeloty na ściśle określonych trasach.