W odwecie za zablokowanie kontyngentu na import do Polski unijnego zboża, Bruksela może wstrzymać bezcłowe zakupy mleka w proszku, masła i sera.
Aby ratować sytuację na zapchanym polskim rynku zbóż, Jarosław Kalinowski, wicepremier i minister rolnictwa, zapowiedział oprócz interwencji również blokadę bezcłowego kontyngentu na import zboża z Unii. Obowiązuje on od 2001 r. Takie doniesienia zaniepokoiły Brukselę, która już wysyła sygnały ostrzegawcze. Te, które docierają do Warszawy, mówią o zastosowaniu przez UE środków odwetowych w postaci wstrzymania bezcłowych kontyngentów w sektorze przetwórstwa mleka. Sprawa dotyczy mleka w proszku, sera i masła. Zdaniem Romana Urbana z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, taki krok jest bardzo prawdopodobny, choć niewykluczone, że UE może zastosować np. środki pozataryfowe (np. wysokie wymagania jakościowe), które wyeliminują polskie produkty.
Cała sprawa ma jeszcze drugie dno. Trwają negocjacje rolne z UE i określenie limitów na produkcję mleka. Rząd ustalił, że wielkość produkcji między 1 kwietnia 2002 r. a 1 marca 2003 r. będzie podstawą do określenia kwoty mlecznej w przyszłych latach.
— To byłby spory cios dla całej branży mleczarskiej. Choć w ogólnym eksporcie tych produktów kraje UE nie mają dużego udziału, to jednak każda ilość towaru pozostająca w kraju tworzy nadwyżki — zaznacza Piotr Szajner z IERiGŻ.
Do tej pory Polska wykorzystała cały bezcłowy eksport do UE: mleka w proszku 10 tys. ton (na 124 tys. ton ogółu eksportu), serów 6 tys. ton (na 45 tys.) i 7,7 tys. ton masła z 9 tys. nam przysługujących. W tym roku wielkość eksportu w każdym przypadku wzrasta o 1 tys. ton.
— W ubiegłym roku nadwyżki produkcyjne lokowano w krajach Trzeciego Świata z dużą stratą. Ten rok może być jeszcze gorszy. Dlatego rząd powinien przeprowadzić bardzo dobry rachunek ekonomiczny, czy opłaca się ryzykować ochronę rynku zbóż, tracąc rynek mleka — podkreśla Piotr Szajner.