Nie ustępuj ani na krok albo załatw to fortelem. Wybór należy do ciebie, ale nie bądź bierny, bo szantaż — ujawniony czy nie — i tak cię zniszczy.
— Szefie, trochę danych o warunkach handlowych naszych kontraktów sobie skopiowałem... Czy teraz mnie pan zwolni?
— Chyba najwyższy czas na podwyżkę! Nie ma szans? Szkoda... A tak swoją drogą: widziałem pana wczoraj w nocnym klubie. Niezła babka, co? Niczego oczywiście nie odmawiając pana żonie...
— Niech się pan wycofa z tej inwestycji. Podobno lokale nie spełniają zasad przeciwpożarowych. A jakby tak wybuchł pożar?
— Sprawdziłem. Z tym pana wykształceniem to nieprawda.
— Bardzo się cieszę... Może tym razem odwyk przyniósł skutek!
To nie są dialogi z kiepskiego filmu o małych cwaniaczkach. A raczej nie tylko — bo małe cwaniaczki lub całkiem spore szuje odgrywają swoje role i w rzeczywistości. W biznesie zdarzają się bardziej i mniej wyrafinowane formy szantażu, czasem zresztą nie wkraczające w życie osobiste. Ot, choćby grozi konkurencja. Albo pracodawców szantażują szefowie związków zawodowych przede wszystkim w swoim, a nie pracowniczym interesie: a to pikietą, a to wstrzymaniem produkcji. Na szantaż przed ważnymi głosowaniami narażeni bywają także członkowie zarządu spółek.
Czy można tym sytuacjom zapobiec? Żadne procedury nie sprawią, że wszyscy, z którymi się spotykamy na drodze zawodowej, będą przyzwoici. Z szantażem można sobie jednak radzić. Ale jak?
Twardy kurs
— Drastyczną formą konkurencyjnej walki są m.in. informacje o podłożeniu bomby. Na podobne pomysły wpadają również byli pracownicy. Dość często odnotowujemy też przypadki handlu informacjami o firmie — opowiada — na podstawie policyjnych obserwacji — Krzysztof Jaskólski, komisarz Komendy Głównej Policji. I dodaje:
— Z piętnem szantażu żyć nie warto. Jeżeli nawet przeżyliśmy coś, co stawia nas w nie najlepszym świetle, trzeba walczyć. Należy zawiadomić policję. Przeszkoleni funkcjonariusze podejmą grę operacyjną. Jeśli raz ugniemy się przed groźbą, to już prawie pewne, że zrobimy to po raz drugi — i potem sobie już nie poradzimy. Ten psychiczny mechanizm przestępcy doskonale znają.
Bombowa historia? 3 lata temu: firma ma podpisać intratny kontrakt z amerykańskim koncernem. W samochodzie w drodze z lotniska prezes potentata otrzymuje informację (prawdziwą), że w polskiej spółce ogłoszono alarm bombowy. Zawraca, wsiada do samolotu, zrywa umowę i już nigdy nie wraca. Alarm był fałszywy, ale polska firma nie podpisała kontraktu. Policja podejrzewa, że mogła to być dywersja konkurencji. To szczególny przykład, ale „rutynowe” konsekwencje też są przykre: przedsiębiorstwo traci — wskutek ewakuacji — w oczach klientów, a przeszukanie siedziby zwykle destabilizuje pracę na cały dzień.
— Detektywi mogą podjąć się mediacji. Każdy przypadek szantażu w biznesie warto „na chłodno” analizować, zanim przystąpimy do zwalczenia kłopotu. Ale myślę, że sprawa winna jednak trafić na policję — detektyw Aleksander Wojciechowicz też jest raczej zwolennikiem twardego kursu.
Małgorzata Wilkosz-Śliwa, rzecznik Prokuratury Krajowej, przekonuje, że incydent warto zgłosić niezależnie, czy argumenty użyte podczas szantażu są prawdziwe, czy nie i jaki mają ciężar gatunkowy — np. jeżeli ktoś szantażuje nas kompromitującymi zdjęciami, które bynajmniej nie są fotomontażem. Takie działanie w kodeksie karnym też jest bezprawną groźbą. Przepis głosi bowiem, że do szantażu dochodzi np., gdy „wiadomość uwłacza czci zagrożonego”. Zaglądanie komuś do łóżka jest też z całą pewnością ingerencją w sferę prywatności.
Zmiękczanie
— Biznes to sport kontaktowy. Jak we wschodnich sztukach walki — i tu liczy się siła spokoju. Kiedy na przykład dostajemy groźby, że naszą przed chwilą wyremontowaną restaurację ktoś podpali, musimy natychmiast nawiązać bliższy kontakt z konkurencją. Może groźby znikną? Niech się pojawią wspólne projekty, a nawet nieformalne relacje — radzi Jacek Santorski z Instytutu Psychologii Biznesu.
A co robić, gdy pracownik grozi odejściem do konkurencji, jeśli nie dostanie podwyżki?
— Nie przekonuj, lecz pytaj. Choćby o to, jakiego rodzaju korzyści dla twojego pracownika są w pracy ważne. Czy nowa firma zapewnia te same bonusy, podobny czas pracy, poziom autonomii? Z takiej „braterskiej” rozmowy może się okazać, że ewentualny nowy pracodawca wcale nie jest taki super. I wystarczy, że zamiast 1000 zł, zgodzisz się na 350 i większy limit na komórkę — przekonuje Santorski.
— O takiego delikwenta — nawet gdy jest naprawdę ważny dla firmy — nie warto walczyć. On prędzej czy później z tej oferty skorzysta. A jego zachowanie pokazuje, że lojalność jest mu obca. Gdy się ugniemy, okażemy słabość i staniemy się zakładnikiem jego roszczeń. I wyślemy sygnał do innych, że podobna metoda zabiegania o awans czy lepszą pensję jest w naszej firmie skuteczna — praktyk, Sławomir Majman, przewodniczący Stowarzyszenia Menedżerów w Polsce, radzi jednak nie ustępować.
Skomplikowany fortel
Psychologa uderzył nowy rodzaj szantażu, zaobserwowany w polskim biznesie: nazywa go dywersją PR/HR/prowincjonalny prawnik.
— Bierze się zwolnionego pracownika, który kaperuje kilka osób wciąż zatrudnionych w firmie. Inicjatorzy? Dziennikarz lokalnej gazety i miejscowy prawnik. Jeden chce mieć dobry tekst, drugi — chce zarobić. Na łamach pada oskarżenie o mobbing, więc zarobić ma też rzekoma ofiara. Zarząd przedsiębiorstwa dowiaduje się o oskarżeniu z artykułu (dziennikarz do firmy nie zadzwonił). W zakładzie wrze. Zaangażowani pracownicy natychmiast zakładają związki zawodowe. Dyrekcja staje wobec agresywnej nagonki medialnej — relacjonuje Santorski.
Sam uczestniczył w gaszeniu tego pożaru, więc podaje receptę:
— I znów pomocne będą sztuki walki, skąd właśnie pochodzi zasada „kill or join” (zabij lub przyłącz się — przyp. red.). Wybieramy „join” — i przejmujemy energię przeciwnika. Do redakcji wysyłamy pismo: dziękujemy za zwrócenie uwagi na nasz zakład i zachęcamy do większej liczby tekstów o firmie (deklaracja wymaga jednak uporządkowania wszystkich spraw, zanim dziennikarz przyjedzie). Prawnikowi dajemy zarobić: informując, że chętnie skorzystamy z jego oceny prawniczej naszej sytuacji. Spotykamy się ze związkami zawodowymi: jesteśmy przychylni zrzeszaniu się załogi. I zapraszamy szefów nowej organizacji do przygotowania programu naprawczego. Zwolnionego przyjmujemy z radością i dziękujemy, że wrócił. Reasumując: sprawiamy, by nagonka w mediach ucichła i wszyscy wyszli z kryzysu z twarzą — sumuje psycholog.
To kontruderzenie kontrowersyjne, wymagające poświęceń, ale — w tym wypadku — skuteczne.
Okiem eksperta
Po odszkodowanie do cywilnego!
Jeżeli mamy bezsporne dowody — czyli nagranie, oświadczenie, list czy potwierdzone zeznania świadków — możemy założyć szantażyście sprawę w sądzie cywilnym — i żądać odszkodowania. Postępowanie cywilne może się toczyć jednocześnie z postępowaniem karnym lub być do niego dołączone. Najlepiej ze złożeniem cywilnego wniosku poczekać do prawomocnego wyroku w sprawie karnej. Sądy cywilne najczęściej czekają na to orzeczenie.
Piotr Świętanowski prawnik