Ukarani za opcjewojują z KNF

Kamil Zatoński
opublikowano: 10-10-2011, 00:00

Niektóre spółki zamieszane w głośną sprawę opcji walutowych wciąż nie pogodziły się z karami

Choć od apogeum problemów kilkudziesięciu giełdowych spółek z rozliczeniem opcji walutowych minęły już trzy lata, to sprawa nie jest zamknięta. Kilka spółek zaskarżyło bowiem do Wojewódzkiego Sądu

Administracyjnego (WSA) decyzje Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), nakładające na nie kary finansowe za to, że nie informowały w raportach bieżących o zawieraniu transakcji opcyjnych, narażających je na ryzyko nieograniczonej straty (lista ukaranych — patrz obok). Wszystkie odwołania spółek sąd odrzucił, ale do NSA wpłynęły skargi kasacyjne. Równolegle toczy się też kilka spraw w warszawskiej prokuraturze, dokąd trafiły doniesienia KNF, dotyczące umyślnego zatajenia przez zarządy spółek informacji istotnych dla inwestorów. — Z ośmiu wniosków o wszczęcie postępowania, które do tej pory otrzymaliśmy z KNF, odmownie potraktowano ten dotyczący Erbudu. Wobec braku znamion czynu zabronionego umorzono natomiast sprawy Odlewni Polskich, Ciechu i Pagedu. Umorzono także sprawy Krosna i Puław, ale po zażaleniu komisji uchylonopostanowienia i sprawy znów są w toku. Na rozstrzygnięcie czekają też sprawy Foty i Alchemii — usłyszeliśmy w biurze prasowym warszawskiej Prokuratury Okręgowej.

Ryzykowne zabezpieczenie

Przypomnijmy: w 2008 r. spółki masowo kupowały od banków opcje (prawo) sprzedaży określonej ilości walut po ustalonym kursie (tzw. opcja put), ale jednocześnie — by zbilansować koszty zakupu opcji put — sprzedawały opcje kupna waluty (call). Transakcje stały się popularne, bo eksporterzy chcieli utrzymać rentowność, zabezpieczając się przed negatywnymi konsekwencjami szybkiego umacniania się złotego. Problem powstał, kiedy w drugim półroczu 2008 r. nasza waluta zaczęła gwałtownie tracić na wartości, a banki upomniały się o rozliczenie opcji. Wielomilionowe straty zaksięgował m.in. Erbud, a Odlewnie i Krosno ogłosiły upadłość. Zdaniem komisji, spółki powinny były poinformować inwestorów o ryzyku strat już wtedy, kiedy transakcje były zawierane i ich nominał był wyższy niż wpływy eksportowe w tym okresie, a nie dopiero w raportach kwartalnych czy w momencie rozliczenia, kiedy ryzyko się materializowało, bo wolumen wystawionych opcji call był większy niż wpływy walutowe spółki. — Taka informacja ma charakter cenotwórczy i mogłaby zostać wykorzystana przy podejmowaniu decyzji przez racjonalnie działającego inwestora — uzasadnia Łukasz Dajnowicz z KNF.

Odmienna interpretacja

Spółki, które nie zgadzają się z interpretacją KNF, utrzymują, że ryzyko (a więc przyczynek do informowania rynku) powstaje dopiero wtedy, kiedy na dzień rozliczenia transakcji wartość planowanych przychodów jest niższa niż nominał opcji. Skarżący argumentują, że tak ryzyko mierzą banki i taką też interpretację przedstawili biegli. Ani komisja, ani WSA nie potraktowały jednak ich opinii jako dowodu. Komisja — wbrew oczekiwaniom niektórych spółek — nie zamierza wydawać specjalnych wytycznych dotyczących sposobu informowania o tego typu transakcjach. — Ustawowa definicja nie bez powodu jest ogólna, zresztą wynika z prawa wspólnotowego. Katalog informacji poufnych nigdy nie będzie katalogiem zamkniętym. Odpowiedzialność za właściwą klasyfikację informacji ciąży na spółce. Wydanie wytycznych, np. w zakresie opcji (zresztą byłyby one niewiążące, bo brak jest podstawy prawnej do wydawania wiążących wytycznych przez KNF), byłoby pójściem w kazuistykę. Spółki poczułyby się „zwolnione z myślenia”, a ucierpieliby na tym inwestorzy, bo ograniczyłby się zakres informacji przekazywanych na rynek. Kierunek powinien być odwrotny — mówi Łukasz Dajnowicz.

Ostrożnie z opcjami

Według bankowców, w porównaniu z latami 2007-08 przedsiębiorcy ostrożniej korzystają z instrumentów zabezpieczających ryzyko walutowe. — Dotyczy to zwłaszcza opcji. Jednak utrzymująca się od kilku miesięcy podwyższona zmienność na rynku walutowym skłania coraz większą liczbę przedsiębiorców do zawierania transakcji terminowych. Nasi klienci korzystają z nich, by zabezpieczyć planowane przepływy walutowe. Czynią to jednak ostrożnie, biorąc pod uwagę możliwość niedojścia do skutku niektórych kontraktów z powodu spadku popytu u naszych głównych partnerów handlowych. Wolą zabezpieczyć tylko część przepływów, niż narazić się na zbytnią ekspozycję — mówi Mikołaj Bąk, szef działu derywatów Raiffeisen Banku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu