Układanie łupkowych puzzli

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2013-05-29 00:00

W Norwegii prawo mówi, że król może odebrać koncesję bez podania przyczyny. I jakoś inwestorzy się nie boją — tak odpiera ataki na NOKE Piotr Woźniak, główny geolog kraju

Dziś kolejne starcie między ministerstwami o kształt nowego Prawa geologicznego i górniczego (Pgig), kluczowego m.in. dla firm zainteresowanych poszukiwaniem i wydobyciem gazu i ropy z łupków. Przedstawiciele resortów spotkają się rano, na popołudnie zwołano konferencję prasową. Tydzień temu plan był identyczny, ale nie wyszło i konferencję odwołano (jedno z ministerstw było nieprzygotowane do rozmów). W kwietniu zeszłego roku było podobnie.

— Prawdopodobieństwo, że teraz się uda, uważam za duże. Choć na pewno rozgorzeje dyskusja na temat NOKE — mówi Piotr Woźniak, wiceminister środowiska i główny geolog kraju, odpowiedzialny za przygotowanie ustawy.

Polacy narzekają

NOKE to Narodowy Operator Kopalin Energetycznych, czyli nowy państwowy podmiot wprowadzany do prawa. Jego właścicielami będą Bank Gospodarstwa Krajowego i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Zadanie: być pasywnym inwestorem w każdym przedsięwzięciu koncesyjnym. I o to jest awantura.

— Dla części inwestorów w branży węglowodorowej NOKE to kwestia dyskusyjna. Choć mam wrażenie, że polskie firmy, nieprzyzwyczajone do takich rozwiązań, protestują gwałtowniej niż podmioty zagraniczne,obeznane z instytucją operatora — twierdzi Piotr Woźniak. To państwowe PKN Orlen i PGNiG są głównymi wykonawcami strategii łupkowej. Istotnie — nie kryły krytycznego podejścia do wielu zapisów z projektu nowelizacji Pgig, w tym do instytucji NOKE. W scenariuszu optymalnym widziały minimalizację roli operatora w branży. Wolą mechanizm podatków.

— W Europie złoża kopalin zawsze były i są własnością państw, a nie prywatnych firm. Liberałowie muszą to zrozumieć. Zwłaszcza że spodziewamy się w Polsce dużych odkryć — podkreśla Piotr Woźniak. Przypomina, że analogiczne do NOKE podmioty działają też w Norwegii, Danii i Holandii, czyli w tych krajach Europy, które są eksporterami netto gazu. I są tam też podatki. Międzynarodowi inwestorzy są do tego przyzwyczajeni, a także do ekspansywnych przepisów.

— W Norwegii prawo mówi, że król może odebrać koncesję bez podania przyczyny. I jakoś inwestorzy się nie boją. W Danii natomiast przepisy koncesyjne stwierdzają „nasz minister może podjąć odmienną decyzję” i koniec, kropka — zauważa Piotr Woźniak.

Racjonalny NOKE

Wiceminister przekonuje, że w Polsce ustawodawca zamierza być łagodniejszy. I racjonalny.

— Inwestorzy krytykują fakt, że udział NOKE w kosztach geologicznych jest ograniczony do 5 proc., ale udział w zyskach — nie, przez co w przetargu inwestorzy będą rywalizowaćpoziomem udziału odstępowanego państwu. A to przecież najprostszy mechanizm konkurencyjny — uważa Piotr Woźniak. Inwestorzy boją się też, że narzuceni urzędnicy będą się panoszyć na koncesji.

— To zarzut bez sensu — celem państwa jest przyśpieszenie wierceń i eksploatacji. W ustawie będą wyraźnie opisane uprawnienia NOKE, czyli zatwierdzanie planów finansowych i m.in. prawo weta, jeśli jakieś działanie zagraża złożu — tłumaczy Piotr Woźniak. Weto też jest zresztą kontrowersyjne. Zwłaszcza że — zdaniem inwestorów — lepsza byłaby kontrola ex post i mechanizm kar.

— Przypominam — chcemy przyśpieszyć inwestycje. Dlatego chcemy móc działać ex ante, a kary nas nie interesują. Nie zamierzamy interesować się tym, od kogo inwestor kupuje rurę, tylko dbać o racjonalne gospodarowanie złożem — zaznacza Piotr Woźniak.

OKIEM EKSPERTA

NOKE nie może być obciążeniem

ALEKSANDER GABRYŚ

menedżer w Ernst & Young

Podstawowe obawy inwestorów związane są z nierynkowymi zasadami udziału NOKE w projektach inwestycyjnych (ograniczonym udziałem w kosztach i nieograniczonym udziałem w zyskach) oraz z potencjalnie zbyt dużą ingerencją w działalność operacyjną, co może prowadzić do spowolnienia procesu inwestycyjnego w zakresie rozpoznania i wydobycia węglowodorów. Jeżeli NOKE ma istnieć, to kluczowe jest zapewnienie, iż nie stanowi on kolejnego obciążenia parafiskalnego, które negatywnie wpływa na ekonomikę projektów, oraz jasne zdefiniowanie jego praw i obowiązków w ramach konsorcjów wydobywczych.