Działające za Bugiem polskie firmy nie muszą boleśnie odczuć ukraińskiego spowolnienia. O ile będą sprzedawać poza Ukrainą.
Zainfekowana światowym kryzysem gospodarka naszych wschodnich sąsiadów zaczęła się kurczyć. W listopadzie PKB był o 14,4 proc. mniejszy niż przed rokiem. W ciągu 11 miesięcy wzrósł zaledwie o 3,6 proc. r/r. Produkcja przemysłowa spada o blisko 30 proc., inflacja przekracza 20 proc., a ukraińska waluta jeszcze nigdy nie była tak słaba wobec dolara.
Wygląda więc na to, że przyszłość polskich przedsiębiorstw, które wybrały ten rynek do prowadzenia biznesu, nie rysuje się różowo.
— Gospodarka ukraińska nie jest jeszcze na dnie. Kłopotów będzie przybywać, spodziewam się drastycznego wyhamowania napływu kapitału — mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.
Napompowana dotąd akcja kredytowa i niedobory depozytów przyczynią się do dalszego pogorszenia sytuacji w sektorze finansowym.
— Ta eskalacja przełoży się na realną sferę gospodarki — przewiduje ekonomista BGŻ.
Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej (PUIG), przyznaje, że ze względu na brak działań naprawczych i strukturę gospodarki (głównie przemysł ciężki) Ukraina odczuwa skutki kryzysu w sposób szczególny. Jednak taka sytuacja może obrócić się na jej korzyść.
— Menedżerowie polskich firm działających na tym rynku wspominali o ogromnych problemach jeszcze w czasie dobrej koniunktury. Dziś mówią o szansie na oczyszczenie sytuacji i normalniejsze warunki w przyszłości. Władze Ukrainy przekonują się, że ucieczka od reform się mści. Poza tym politycy poczuli unijną gospodarkę — uważa Jacek Piechota.
Zanim jednak to nastąpi, około tysiąca polskich firm, które zainwestowały na Ukrainie blisko 850 mln USD (według PUIG), musi się przygotować do nowych warunków. Dla tych, którzy liczyli na popyt wewnętrzny, będą trudne.
— W regionie Ukraina jest najbardziej zagrożona eskalacją kryzysu. Jednak nie widzę zagrożeń dla polskich firm, które przeniosły tam produkcję ukierunkowaną na sprzedaż do Polski lub Europy Zachodniej. Tym bardziej że sprzyja im osłabiająca się hrywna — uważa Dariusz Winek.