Ukraina zwiększa zakupy

Paweł Janas
opublikowano: 2005-09-27 00:00

FSO myśli o podwojeniu produkcji w przyszłym roku i uruchamia eksport komponentów na Ukrainę. Nadal jednak czeka na obiecany nowy model.

Już blisko trzy miesiące minęły od podpisania umowy przekazującej kontrolę nad FSO ukraińskiej firmie AwtoZAZ. Jak fakt ten wpłynął na kondycję producenta aut z Warszawy. Jego przedstawiciele twierdzą, że pierwsze pozytywne efekty już widać.

— Do końca sierpnia spółka wyprodukowała około 22 tys. aut. Plany na cztery ostatnie miesiące roku zakładają, że z taśm produkcyjnych zjedzie 23 tys. sztuk. W przyszłym chcemy co najmniej podwoić produkcję. Około 95 proc. produkcji trafia na Ukrainę zamawiane przez AwtoZAZ — mówi Dariusz Radzikowski, dyrektor ds. finansowych FSO.

W najlepszym dla siebie 1999 r. warszawska fabryka wyprodukowała 200 tys. aut.

Wszystko do lanosa

Pierwotne plany z początku roku zakładały, że warszawską fabrykę opuści 64 tys. sztuk. Jednak w ciągu kilku pierwszych miesięcy sprzedaż na rynek ukraiński nie szła tak dobrze jak się spodziewano.

— Związane to było m.in. z rozchwianiem rynku po pomarańczowej rewolucji. Teraz jednak znowu powrócił duży popyt na nasze lanosy — podkreśla dyrektor Radzikowski.

FSO ma jeszcze jeden powód do zadowolenia.

— Na przełomie sierpnia i września uruchomiliśmy dostawy na Ukrainę komponentów do montażu Lanosa T150. To wersja produkowana przez AwtoZAZ na licencji GM DAT. Na wrzesień i październik mamy zakontraktowanych po 1440 zestawów — mówi Dariusz Radzikowski.

Szansą nowy model

Jak przyznają przedstawiciele spółki, na razie nie można mówić o zadowalającym poziomie produkcji. Taki można osiągnąć dopiero przy 150 tys. sztuk rocznie. Poziomu tego nie zapewni jednak produkcja starzejących się lanosów i matizów. Stąd jedyna nadzieja w nowym modelu. Jego wdrożenie do produkcji obiecał w umowie ze skarbem państwa ukraiński inwestor. Musi to nastąpić na przełomie 2006 i 2007 r. Z końcem przyszłego roku wygasa bowiem licencja na obecnie wytwarzane modele. Nadal jednak nie wiadomo, jakie to będzie auto.

Ile czasu potrzeba na uruchomienie nowej produkcji. Dla porównania: wdrożenie nowej zafiry w gliwickich zakładach Opla zajęło 13 miesięcy.

— To był czas potrzebny na postawienie nowych budynków, zainstalowanie maszyn i szkolenie ludzi. Jeśli jednak w grę wchodziłoby tylko np. sprowadzenie urządzeń, to można byłoby skrócić go o kilka miesięcy — mówi Romuald Rytwiński, szef fabryki Opla w Gliwicach.