O godzinie 7.00 24 lutego Kyryło Szewczenko, szef Banku Narodowego Ukrainy, zwołał spotkanie, żeby omówić zasady działania sektora w warunkach wojennych. O godzinie 9.00 w transmisji na żywo na YouTubie wydał oświadczenie, że system bankowy działa, że wprowadzono limit wypłat gotówkowych do 100 tys. hrywien, banki mają zakaz wydawania waluty w gotówce, a kurs hrywny zostaje zamrożony na poziomie z 24 lutego.

Dzień później w Polsce zaczęły ustawiać się kolejki przed bankomatami i oddziałami banków. W wielu miastach zabrakło gotówki. Tymczasem w Ukrainie, gdzie trwała wojna, takich problemów nie było. Nie doszło do wybuchu paniki. Wszystkie 69 banków prowadziło działalność, choć często w ograniczonym zakresie, gdyż nie wszystkie placówki udało się otworzyć ze względu na trwające w okolicy walki. Jak udało się uniknąć chaosu i kolejek pod placówkami banków? W przeszłości NBU, bank centralny, wprowadzał limity wypłat w związku z problemami niektórych banków, więc nie są to ograniczenia na rynku nowe, aczkolwiek nie były wprowadzane w warunkach wojennych. Przyczyny są bardziej złożone.
— W ostatnich latach w Ukrainie mieliśmy prawdziwy boom na płatności bezgotówkowe. Ludzie są przyzwyczajeni do używania kart. NBU oraz banki zachęcali obywateli do używania kart, żeby unikać wychodzenia na ulice, nie narażać siebie na niebezpieczeństwo, jak również pracowników oddziałów, którzy mogli zostać w domu — wyjaśnia Elena Korobkova, prezes Niezależnego Związku Banków Ukrainy (NABU).
Żeby dodatkowo odciążyć placówki, banki zwiększyły limit wypłat w ramach cash back w sklepach. Usługa, która w Polsce zupełnie się nie przyjęła. W Ukrainie to popularny sposób wyciągania gotówki. Po 24 lutego limit wypłaty został zwiększony do 6 tys. hrywien.
Rynek nasycony kartami
Różnic jest zresztą więcej. W Ukrainie inaczej działa system bankowości detalicznej i obsługi przelewów. U nas głównym produktem jest rachunek, do którego podpięte są karty. W Ukrainie podstawą jest karta i przypisany do niej rachunek. Co prawda istnieją numery IBAN, jednak przelewy zlecane są z karty na kartę. W Polsce była próba ustanowienia podobnego standardu w ramach przelewów zagranicznych, nic jednak z tego nie wyszło. Ukraińcy ominęli w ten sposób problem budowy infrastruktury płatniczej opartej na standardowych przelewach międzybankowych rozliczanych przez clearing house.
Dla wielu Polaków może to być zaskoczenie, ale nasycenie kartami ukraińskiego rynku jest większe niż u nas. Liczba wyemitowanych kart wynosi 89 mln sztuk, z czego 46 mln jest aktywna. I to jak. Karty są używane, o czym świadczą dane NBU: dynamika płatności bezgotówkowych w 2021 r. wyniosła 40,3 proc. Bardzo szybko przyrastała liczba kart zbliżeniowych, których na koniec roku było 20 mln — to półtora razy więcej niż rok wcześniej. Ukraińcy coraz chętniej przechodzą na karty tokenizowane. Na koniec 2021 r. liczba kart zapisanych w telefonach wyniosła blisko 7 mln i była o 70 proc. wyższa niż rok wcześniej.
Rynek kartowy w Ukrainie dzielą między siebie Mastercard i Visa. Ich udziały wynoszą odpowiednio 60 i 40 proc.
IT Army of Ukraine
Istotnym czynnikiem, który w Polsce mógł przyczynić się do wywołania gotówkowej gorączki, był strach przed atakami hakerskimi na infrastrukturę bankową i związane z nim obawy o utratę pieniędzy. W Ukrainie takie zjawisko w ogóle nie wystąpiło. Z pewnością jest to efekt doświadczeń z poprzednich lat, gdy ukraińska infrastruktura była celem zmasowanych ataków hakerskich, ale także odpowiedniego przygotowania.
— Cała infrastruktura informatyczna została przeniesiona do chmury. Z chmurowych rozwiązań korzystają też urzędy. Jest to część programu realizowanego przez Ministerstwo Cyfryzacji — mówi Elena Korobkova.
Informatycy bankowi mieli istotny wkład w zwalczanie rosyjskiej aktywności hakerskiej, gdyż stanowią istotną część tzw. IT Army of Ukraine, nieformalnej grupy utworzonej na początku wojny na popularnym w Ukrainie komunikatorze. Przypisuje się jej udane ataki na trzy rosyjskie i trzy białoruskie banki, których strony internetowe zostały skutecznie zablokowane na pewien czas.
Uczciwy kurs wymiany hrywny
Duże nasycenie kartami i przyzwyczajenie do płatności bezgotówkowych okazały się bardzo pomocne ukraińskim uchodźcom w pierwszych najtrudniejszych dniach po opuszczeniu ojczyzny. Hrywna była skupowana po bardzo niskim kursie. Przed wojną za 100 tys. hrywien można było dostać ponad 3 tys. euro. W pierwszych dniach po rosyjskiej agresji kantory w Polsce płaciły 1,6 tys. EUR, a w Rumunii 1,8 tys. euro. Potem hrywna w ogóle przestała być skupowana.
Cały czas natomiast działały karty wydawane przez ukraińskie banki. Można było nimi płacić w Polsce i wypłacać z bankomatów.
— Kurs wymiany jest różny, zazwyczaj niższy niż 14 gr za hrywnę, jaki obowiązywał przed wybuchem wojny. Mastercard i Visa zrezygnowały natomiast ze swojej marży od przewalutowań transakcji ukraińskimi kartami. Bardzo dużym wsparciem dla Ukraińców w Polsce jest możliwość wymiany gotówki w oddziałach banku PKO BP — mówi szefowa NABU.
Depozyty rosną o 18 proc.
Obecnie dla ukraińskich banków kluczowym zadaniem jest utrzymanie płynności. Szybko udało się odbudować bazę depozytów, które zaczęły rosnąć, ponieważ banki zaoferowały atrakcyjne oprocentowanie. Od początku wojny do 31 marca wartość depozytów wzrosła o 18 proc.
Gorzej jest z aktywną stroną bilansu. Prezydent Wołodymyr Zełensky zachęca do uruchomienia akcji kredytowej, ale to niełatwe zadanie. Nie ma nowej sprzedaży dla klientów detalicznych i nie wiadomo, kiedy wróci. Z firmami jest podobnie, aczkolwiek tutaj akcję kredytową rząd chce reanimować za pomocą subsydiów. Program dopłat do odsetek dobrze działał przed wojną, przyczyniając się do wykreowania dodatkowych 10 mld hrywien kredytu. Bankowcy mają nadzieję, że będą one zachętą dla przedsiębiorców również teraz.
Na razie nikt nie myśli o tym, jaka część bilansu pójdzie na straty. Jest na to jeszcze za wcześnie. Według rządowych szacunków po pierwszym miesiącu wojny straty Ukrainy wyniosły 600 mld USD, a wartość zniszczonego majątku prywatnego to 100 mld USD.