Rząd jest nieprzyjazny, gotówka uziemiona, a separatyści nie odpuszczają. Ukraińskie perspektywy Serinus Energy, firmy poszukiwawczo-wydobywczej Jana Kulczyka, nie wyglądają różowo. — Pracujemy właśnie nad budżetem Serinusa na przyszły rok. Jeśli na Ukrainie sytuacja się nie zmieni, to wstrzymamy rozwój i inwestycje. Ten kraj jest zbyt wielką niewiadomą — mówi Jakub Korczak, wiceprezes Serinusa.
Wypychanie prywatnych
Serinus operuje na terenach wschodniej Ukrainy, gdzie ma cztery gazowe pola wydobywcze, z których dwa znajdują się w pobliżu Ługańska, który jest pod kontrolą prorosyjskich rebeliantów. Udział tych pól w ukraińskiej produkcji Serinusa to jednak ledwie 3 proc. Serinusowi jest ciężej, bo ukraińskie władze, próbując ratować bankrutujący państwowy Naftogaz, wypychają z rynku prywatnych producentów gazu. Narzuciły największym przemysłowym odbiorcom gazu obowiązek kupowania surowca od państwowej firmy, a na dodatek ostatnio wydłużyły listę zobowiązanych przedsiębiorstw z 90 do 152. To bolesne. Serinus podał, że utrata klientów z tej listy przekłada się na ok. 20 proc. sprzedaży jego zależnego Kub-Gasu. A to może oznaczać, że taką część produkcji Kub-Gas będzie sprzedawać po obniżonych marżach, szukając nowych klientów.
„Może to prowadzić do zaostrzenia konkurencji o pozostałych wypłacalnych klientów” — przyznaje zarząd Serinusa w komunikacie.
Niektórzy prywatni producenci już nawet ogłosili, że ograniczają produkcję.
— To niezrozumiałe, że ukraiński rząd woli ratować państwowy Naftogaz, niż rozmawiać z prywatnymi producentami gazu. I to mimo, że w kraju jest deficyt tego surowca. Przypuszczamy zresztą, że Naftogaz nie ma produkcji wystarczającej do zaspokojenia popytu ze strony firm, którym państwo nakazało kupowanie gazu właśnie od niego — komentuje Jakub Korczak.
Gotówki nie wezmą
Nawet jeśli, mimo ograniczeń, popyt na gaz od Kub-Gasu okaże się satysfakcjonujący, to nie zachęci to Serinusa do inwestycji w zwiększenie wydobycia. Nie będzie przecież wydawać dodatkowych pieniędzy w kraju, z którego tych pieniędzy nie będzie mógł sobie wypłacić. Do 3 marca 2015 r. obowiązywać będzie na Ukrainie zakaz (już raz przedłużany) wymiany walut. A to odnosi się m.in. do zdolności spółek do wypłacania dywidend zagranicznym akcjonariuszom. Dla Serinusa to ważne, bo „zakaz będzie ograniczał możliwości w przekazywaniu kapitału na potrzeby różnych projektów spółki w Tunezji i Rumunii”. Ale Serinus sobie poradzi.
— Tunezja w zasadzie finansuje się sama, dzięki kredytowi z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju i dzięki własnej produkcji, a dalsze prace poszukiwawcze będą zależały od wyników obecnie prowadzonych odwiertów. Dla Rumunii będziemy chcieli pozyskać finansowanie zewnętrzne, które w obecnej sytuacji — tzn. wobec niemożności wykorzystania kapitału naszej spółki z Ukrainy — będzie prawdopodobnie droższe — tłumaczy Jakub Korczak.
Stephane Foucaud, analityk z londyńskiego biura FirstEnergy Capital, zauważa, że nieprzyjaznych takich ruchów ze strony ukraińskich władz można się było spodziewać.
— Notowania Serinusa są dziś bardzo podatne na wahania i zależą wyłącznie od sytuacji politycznej na Ukrainie — uważa analityk.
Mimo zagrożeń Serinus nie planuje większych odpisów finansowych w związku z sytuacją na Ukrainie.
— Chyba że miałyby dotyczyć dwóch małych koncesji koło Ługańska. Pozostałe aktywa produkują i generują gotówkę — podkreśla Jakub Korczak.