Ulga: Decyzja Fed przedłużyła globalną hossę

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2007-10-26 00:00

Analiza wydarzeń na GPW nie może być oderwana od sytuacji na rynkach światowych. O kierunku, w którym podążały indeksy, zdecydowano po drugiej stronie Atlantyku. 18 września FOMC (Federal Open Market Committee, organ Fed, który zajmuje się ustalaniem polityki monetarnej w USA) obniżył stopy procentowe aż o 50 punktów bazowych — do 4,75 proc. Obniżył też o 50 punktów stopę dyskontową — po raz drugi w ostatnich kilku tygodniach. Ta obniżka nie gwarantowała jeszcze kontynuacji hossy na rynkach światowych, ale przełom nastąpił 1 października. Wbrew obawom, że duże straty największych banków (UBS, Citigroup) odbiją się na kursach akcji, indeksy rosły. DJIA i S&P 500 ustanowiły rekordy wszech czasów.

W Warszawie decyzja FOMC musiała wprowadzić rynek w stan euforii. Potem jednak sytuacja nagle się zmieniła, a WIG20 przez klika dni spadał, wymazując całą zwyżkę wynikającą z decyzji FOMC. Trudno powiedzieć, dlaczego nasz rynek był taki słaby. Być może częściowo wynikało to z rozgrywek między funduszami w końcówce i na początku kwartału. W końcu kwartału po prostu obserwowaliśmy „window dressing” po polsku. Na wszystkich rynkach fundusze na koniec miesiąca (a tym bardziej kwartału) podnoszą ceny akcji. U nas pilnują się nawzajem, żeby przypadkiem ktoś nie wyskoczył przed szereg. Może nawet sobie szkodzą.

Szczególnie dziwić mogło to, że spółki sektora surowcowego nie były liderami wzrostów. W końcu przecież ceny surowców rosły, a ropa nawet drożała bardzo szybko! Domyślam się, że zarządzający polskimi funduszami nie mogli uwierzyć, że rynki globalne rzeczywiście będą kontynuowały hossę.

Ta słabość skończyła się 9 października, kiedy to GPW przeżyła szturm popytu. Prawdopodobnie był to popyt zagraniczny. Właściwie nie było to nawet wielkim zaskoczeniem, bo zachowanie niezwykle mocnego złotego od wielu dni sygnalizowało, że napływa kapitał z zagranicy. W końcu musiało to doprowadzić do dużych wzrostów naszych największych spółek. Gorzej zachowywały się te mniejsze, ale i na nie przyjdzie czas. l

Piotr Kuczyński