W czwartek przegłosowano 247 poprawek zgłoszonych do rządowego projektu ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.
Zdaniem Marka Bryxa, dobrze się stało, iż podkomisja przyjęła projekt ustawy w proponowanym przez rząd kształcie.
— Ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu pprzstrzennym ma fundamentalne znaczenie dla rozwoju przedsiębiorczości. Nie rozumiem więc, dlaczego największym jej przeciwnikiem jest Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych (PKPP) pod kierownictwem pana Ryszarda Kowalskiego. To właśnie on także w poprzedniej kadencji nie dopuścił do uchwalenia nowelizacji. Przyjęto 9 poprawek, z czego 7 miało wyłącznie redakcyjny charakter. W ciągu dwóch tygodni projektem zajmie się komisja nadzwyczajna, po czym w ostatecznej wersji trafi on pod głosowanie w Sejmie — mówi Marek Bryx, prezes Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast (UMiRM).
Marek Bryx nie może zgodzić się z propozycjami wysuniętymi przez PKPP, która nalegała, aby studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego uznano za prawo miejscowe. Zdaniem Ryszarda Kowalskiego pozwalałoby to ograniczyć uznaniowość wydawania przez urzędników decyzji.
Według szefa UMiRM natomiast, studium nie może mieć statusu prawa miejscowego. Prawie 100 proc. gmin ma uchwalone studium na podstawie obowiązującej ustawy (która nie nadała mu statusu prawa miejscowego). Jest to dokument określający kierunki polityki przestrzennej w kraju. W zgodzie z założeniami studium powinny dopiero powstawać szczegółowe plany miejscowe o charakterze obowiązującego na terenie gminy prawa. W oparciu o taki plan będzie można wydawać pozwolenia na budowę z pominięciem decyzji o warunkach zabudowy. Jednocześnie Marek Bryx podkreśla, że projekt ustawy zawiera uregulowania dotyczące wydawania pozwolenia na budowę tam, gdzie nie ma planu miejscowego.
Szczególnie silnie PKPP atakuje proceder pozostawania w dyspozycji gminy terenów prywatnych na realizację celu publicznego (np. place, drogi, cmentarze) bez wypłacenia odszkodowania właścicielom. Sytuacja taka jest (według PKPP) możliwa właśnie w przypadku, gdy rezerwacja nastąpiła na podstawie studium, nie niosącego konsekwencji prawno-finansowych (brak statusu prawa miejscowego).
Elżbieta Szelińska, dyrektor Departamentu Mieszkalnictwa i Ładu Przestrzennego Ministerstwa Infrastruktury, przekonuje, że do sytuacji takich dochodziło jedynie w przypadku planów miejscowych uchwalonych przed 1 stycznia 1995 r. Wprowadzenie ustawy w rządowym kształcie zapobiegnie rezerwowaniu terenów bez odszkodowania, a równocześnie da gminie możliwość realizacji tzw. inwestycji celu publicznego.
— Jeśli ustawa wejdzie w życie, wówczas każdy właściciel takiej nieruchomości będzie mógł wystąpić do gminy o wydanie warunków zabudowy. Jeśli gmina w odniesieniu do tego terenu ma inne zamiary, niż przedstawione przez wnioskodawcę, może zawiesić na rok procedurę i w tym czasie uchwalić miejscowy plan. Na jego podstawie właściciel dostanie należne mu odszkodowanie. Jeśli plan nie powstanie w ciągu roku, wówczas wnioskodawca będzie mógł rozporządzać nieruchomością zgodnie z wnioskiem — wyjaśnia Elżbieta Szelińska.