Umowy biznesowe pod dyktando fiskusa

Iwona JackowskaIwona Jackowska
opublikowano: 2013-03-12 00:00

Minister finansów nie zna rynku i narzuca biznesowi zachowania, które chwieją jego płynnością — mówią przedsiębiorcy.

Przepisom deregulacyjnym, które wprowadzono w tym roku, wciąż „się dostaje”. Miały pomóc wierzycielom, a w praktyce okazują się im utrudniać życie, a nawet narażać na dodatkowe koszty. Rozwiązania ingerują także w relacje biznesowe przedsiębiorców — nawet tych, którzy nikomu nic nie są winni. Takie problemy stwarzają konieczne korekty kosztów uzyskania przychodów.

Intencją Jacka Rostowskiego, ministra finansów, było zmniejszenie zatorów płatniczych. Jednak przy okazji skomplikował życie przedsiębiorcom, którzy płacą kontrahentom bez opóźnień. [FOT. GK]
Intencją Jacka Rostowskiego, ministra finansów, było zmniejszenie zatorów płatniczych. Jednak przy okazji skomplikował życie przedsiębiorcom, którzy płacą kontrahentom bez opóźnień. [FOT. GK]
None
None

Terminy korekty kosztów

— Wygląda na to, jakby minister finansów nie przewidział, że przedsiębiorcy mogą się godzić na spełnianie wzajemnych zobowiązań w dłuższym czasie — mówi Hubert Łęcki, właściciel biura rachunkowego Hubertus.

To komentarz do nowych przepisów wprowadzonych ustawą deregulacyjną ministra gospodarki (zmodyfikowaną w trakcie prac legislacyjnych przez resort finansów) do ustaw o podatkach dochodowych od osób fizycznych (PIT) oraz prawnych (CIT).

W obu przyjęto regułę, która zdecydowanie działa na niekorzyść ustaleń wspomnianych przez właściciela Hubertusa. Zgodnie z nowymi regulacjami podstawową zasadą jest, że gdy przedsiębiorca zaliczy do kosztów uzyskania przychodów kwotę wynikającą z faktury (rachunku) albo z umowy lub innego dokumentu i nie zostanie ona uregulowana w terminie 30 dni od daty upływu terminu płatności, to wtedy podatnik ma obowiązek zmniejszyć kosztów uzyskania przychodów o kwotę wynikającą z tych dokumentów.

Wprowadzono przy tym ograniczenie. Polega ono na tym, że jeżeli termin płatności jest dłuższy niż 60 dni, wówczas zmniejszenia kosztów uzyskania przychodów o wspomnianą zaliczoną do nich wcześniej kwotę trzeba dokonać z upływem 90 dni od daty wpisania jej do kosztów podatkowych, jeżeli — uwaga! — nie została ona uregulowana w tym terminie.

Koszty należy pomniejszać w miesiącu, w którym upływa termin określony w tych przepisach. Jak zauważa Hubert Łęcki, te rozwiązania zmuszają przedsiębiorców do zmniejszania kosztów nawet wtedy, gdy płatności nie są wcale opóźnione.

Tracą zatem, zanim otrzymają należności w terminach umówionych z kontrahentami. Dopiero gdy dojdzie do zapłaty, uzyskają możliwość powrotnej korekty kosztów (czyli zaliczenia do nich tego, co najpierw wliczyli, a potem musieli wykreślić).

Płatności po 180 dniach

— Nie w każdej branży jest łatwo regulować płatności od razu. To zależy np. od rodzaju towaru, którym dane przedsiębiorstwo handluje. Niektóre wyroby mają charakter sezonowy, nie sprzedają się non stop przez cały rok — podkreśla Hubert Łęcki. Jako przykład podaje market budowlany, który ma np. w ofercie łopaty do odśnieżania.

— Bywa, że strony umawiają się na kilkumiesięczne terminypłatności, wynoszące np. 180 dni — dodaje właściciel Hubertusa. W takich przypadkach, aby uniknąć korowodu z korygowaniem kosztów i innych rozliczeń księgowych, pozostaje tak późne należności za dostawę przyporządkować do kosztów podatkowych, dopiero gdy nadchodzi termin zapłaty.

Sprzedający musi wystawić fakturę, wydając towar (np. w lutym), ale nabywca ją ignoruje, nie uwzględnia w kosztach firmy. Gdy przyjdzie pora na płatności (np. we wrześniu), wtedy zwraca się do kontrahenta o wydanie duplikatu faktury i ją opłaca, mając jednocześnie prawo do uwzględnienia jej w kosztach. Jak mówi Łęcki, nie jest to rozwiązanie idealne, bo podatnik ma początkowo prawo zaliczyć do kosztów nieopłaconą fakturę. I nie powinien go tracić, jeżeli druga strona godzi się dłużej czekać na należne jej pieniądze.

Ingerencja w umowy

W coraz liczniej publikowanych komentarzach do tegorocznych zmian doradcy podatkowi podkreślają, że u podstaw takich przepisów leży pogląd, że brak zapłaty jest wyłącznie zawiniony, celowy. Dlatego należy zmusić (czy zachęcić) podatników do terminowej zapłaty, a także do ustalania ich krótkich terminów. W ocenie przedsiębiorców takie regulacje to ingerencja we wzajemne umowy — co podkreślają m.in. klienci Hubertusa. Budżet na tym nie cierpi. Wymagana korekta kosztów (ich zmniejszanie) oznacza, że podnosi się w danej chwili podstawa do opodatkowania.