Unia chce wybiec daleko do przodu

Jacek Zalewski
opublikowano: 2009-12-09 00:00

Konferencja klimatyczna ONZ w Kopenhadze rozwija się

zgodnie z naszymi przewidywaniami. Potok słusznych i górnolotnych słów o odpowiedzialności człowieka za matkę Ziemię zderza się z brakiem chętnych do pokrycia rachunków za realne przedsięwzięcia ochronne. Pytanie o koszty jest zasadne zwłaszcza w państwach Unii Europejskiej, która sama siebie mianowała światowym liderem w walce z ociepleniem klimatu i nie tyle wychodzi przed szereg, ile wręcz wybiega coraz dalej do przodu.

Wewnątrz UE opinie rozkładają się w zależności od tego, czy wypowiadają się płatnicy, czy raczej dystrybutorzy pieniędzy. Inauguracja Kopenhagi zbiegła się z grudniową sesją Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. Trudno się dziwić, że cztery główne grupy polityczne PE są zgodne, by Wspólnota zgodziła się

w Kopenhadze zredukować do roku 2020 emisję dwutlenku węgla aż o 30 proc., czyli ponad uzgodnione w bólach 20 proc. Z takim apelem wystąpiła siódemka państw bogatych i przodujących w energii odnawialnej: Dania, Francja,

Niemcy, Wielka Brytania, Finlandia, Szwecja i Hiszpania.

Polska, która walczyła o prolongatę dojścia do poziomu 20 proc., jest tym nowym zobowiązaniem przerażona. Rząd uważa, że zobowiązania innych uprzemysłowionych potęg nie są na razie wystarczające, by Unia Europejska miała dobrowolnie sama sobie podnosić emisyjną poprzeczkę. To logiczne i dla węglowej gospodarki wygodne tłumaczenie. Tak oto paradoksalnie wychodzi na to, że w Kopenhadze zdecydowanie nam bliżej do Chin czy Indii, niż do twardego jądra UE.