Zamiast wprowadzać ceny minimalne, rolnicy powinni tworzyć grupy producenckie.
„PB”: Jak pani ocenia proponowane przez wiceminister Stanisławę Okularczyk wprowadzenie dolnych progów cen skupu podstawowych surowców rolnych?
Jadwiga Seremak-Bulge: Celem każdej sensownej polityki rolnej powinno być równoważenie rynku. Niestety, z praktyki wynika, że prawie każda próba ingerencji w mechanizmy rynkowe prowadzi do powstawania nadwyżek. Dlatego w Unii powoli odchodzi się od ingerowania w ceny surowców rolnych.
Czyli Unia już to przerabiała, i to z marnym skutkiem...
Kiedyś w Unii przedstawiciele producentów, przetwórców i administracji ustalali tzw. kierunkowe ceny surowców rolnych, które miały wskazywać ich akceptowalny poziom. Zostały one zniesione. Obecnie ceny w UE są wynikiem negocjacji skupujących podmiotów i producentów rolnych.
Czy jest jakaś sensowna alternatywa? Pewne formy interwencjonizmu stosują w sektorze rolnym prawie wszystkie kraje rozwinięte.
Warto podkreślić, że Unia wspiera grupy producenckie — dopłaty na poprawę konkurencyjności, usprawnienie obrotu, pomagając im poprawić pozycję rynkową. Rolnicy uzyskują w Unii przyzwoite ceny skupu właśnie dzięki zrzeszaniu się w grupy producenckie, które m.in. negocjują ceny.
Jakie mogą być konsekwencje proponowanych przez wiceminister zmian?
Wprowadzenie gwarantowanych cen byłoby działaniem niezgodnym z racjonalnością i, moim zdaniem, jest skazane na niepowodzenie. Zaszkodziłoby przetwórcom, co oczywiście rykoszetem odbiłoby się także na rolnikach. Firmy z pewnością żądałyby też rekompensat. Poza tym wydaje mi się, że Polska będąc w UE nie ma możliwości prawnych wprowadzenia takiego systemu.
Jadwiga Seremak-Bulge, ekspert Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej